Jestem wczesnym emerytem (63 lata), byłym myśliwym, który w 2001 roku zrezygnował z czynnego uprawiania łowiectwa ze względu na chorobę (ciężki udar mózgu). Moje obecne pasje to wspomnieniowe wędrówki po kniei, pisanie felietonów w prasie elektronicznej, pisanie wierszy (wydałem dwa tomiki poezji że tak powiem realistycznej), amatorska budowa układów elektronicznych (głównie wykrywacze metalu), Pies Pusio i jego rozpieszczanie. Co by nie powiedzieć, to ma ma on zdecydowanie "prawicowe poglądy". Kiedy idę z nim na spacer do kniei, to zawsze skręca w prawo! Taka to arystokratyczna bestia. Darz bór!
Koleżanki i Koledzy,
Ponieważ nie wątpię w to, że znalazłem się w dobrym towarzystwie, z przyjemnością się Państwu przestawiam.
Nazywam się Szczepan Kropaczewski, mieszkam w małym wielkopolskim miasteczku w okolicy Gniezna, które nazywa się Czerniejewo, a szczyci tym, że właśnie tutaj urodził się pierwszy twórca gramatyki języka polskiego – ks. Onufry Kopczyński. Zanim jednak coś więcej o sobie powiem, chcę wyjaśnić, skąd się tutaj wziąłem. Otóż moja obecność tutaj nie wynikła z żadnego medialnego kłusownictwa, ani z chęci jakiegoś zaistnienia na tak zacnym Portalu, to ja zostałem raczej upolowany przez Redakcję w innym magazynie o lokalnym zasięgu i poproszony o współpracę z poluje.pl.
Zawsze byłem i jestem zwolennikiem jasnych i transparentnych sytuacji, więc absolutnie nie mam nic do ukrycia. Swoje nazwisko już podałem, lat mam 63 i jestem tutaj o tyle nietypowym przypadkiem, że od dziesięciu lat już nie poluję, co jednak nie ma absolutnie żadnego związku z kłopotami z prawem, czy też ze zmianą poglądu na kwestię łowiectwa - nic z tych rzeczy. W 2001 roku ciężko zachorowałem neurologicznie i idąc za radą lekarza prowadzącego, sam podjąłem decyzję o rezygnacji z czynnego uprawiania łowiectwa, bo zgodnie z wcześniej zadeklarowaną dewizą uważam, że pierwszą cnotą myśliwego jest odpowiedzialność i własna ocena swoich możliwości.
Moim Kołem macierzystym (zresztą jedynym w tzw. karierze) było Koło Łowieckie Nr. 65 Wataha w Czerniejewie, które, gdy do niego wstępowałem, a formalnie było to 11.08.1970 roku (data wstąpienia do PZŁ) nie posiadało nazwy i nosiło numer 16. Koło dzierżawi dwa obwody łowieckie o charakterze polno–leśnym, przy czym jeden – w Czerniejewie, poprzez znaczną lesistość i bezpośredni kontakt z wielkim kompleksem lasów mieszanych obfitujących m. innymi w dęby, jest bardzo atrakcyjny łowiecko.
Moja długoletnia służba św. Hubertowi przebiegała przez ponad 30 lat bez jakichś spektakularnych sukcesów, a zakończyłem ją jako trzymający kasę Koła członek zarządu, czyli jego skarbnik. Oczywiście funkcja w zarządzie koła jest sprawą wyboru dokonanego przez jego członków i żadną zasługą wybranego, raczej już jego skazaniem na ponad standardowe tyranie, ale też efektem zgody zainteresowanego.
Tu mogę jednak dodać, że mam również na swoim koncie samodzielną inicjatywę z której jestem dumny i wspominam ją zawsze z łezką w oku. Otóż za sprawą mojej determinacji i wysiłku, powstała pierwsza w dziejach koła Kronika Koła, której do czasu formalnego odejścia z niego, byłem jedynym twórcą i realizatorem. Inicjatywa okazała się być o tyle cenna, że pozwoliła uratować pamięć o pierwszych jego twórcach i Kolegach, którym od dawna już szumi knieja. Wymagało to przekopania się przez sterty rozsypujących się już szpargałów, które z racji nie posiadania stałej lokalizacji i zmiany adresu składowania idącego przez lata w parze ze zmianami zarządu, były bardzo nie kompletne i w opłakanym często stanie.
Mottem, w które zaopatrzyłem wstęp do Kroniki były słowa – Kresem życia nie jest śmierć, jest nim zapomnienie... Czy to nie idzie w parze z naszą dbałością o trofea, które zdobywamy i hołubimy? Pewnie tak. Czy jednak zawsze pamiętamy o tym skąd idziemy i dokąd zmierzamy?
Pytanie wydaje się mało delikatne i zapewniam, że nikogo nie chciałem nim dotknąć, ja tylko zachęcam do podjęcia takich inicjatyw wszędzie tam, gdzie ich jeszcze nie ma. Jak wspomniałem powyżej, łowiectwa już czynnie nie uprawiam, ale do lasu mam blisko i bywam tam praktycznie codziennie, myślę, że echa tych moich wędrówek wypłyną tutaj w formie która się Państwu spodoba, a będzie to niejednokrotnie forma dość oryginalna.
Darz Bór!
Szczepan Kropaczewski