Witajcie napiszcie jak powinno i jak wygląda Wasze zycie? Zycie mysliwego co tak naprawdę powinno być najważniejsze w tej pasji i co tak naprawdę " ciągnie wilka do lasu" i co na to Wasze połówki?
Witam!
Pozwolę sobię zacytować: "Według mnie polowanie to nieprzespane noce, zmoknięte ubranie, ciarki na plecach, księżyc w pełni, wschody i zachody słońca i wszystko to, co ciągnie nas w leśne ostępy" - Piotr Pilecki, Życie myśliwego jest całkiem podobne do życia innych ludzi, myśliwy chodzi do normalnej pracy jest to całkiem normalny człowiek poza tym że często wychodzi do lasu, ale oczywiście nie wszystkie wyjścia do lasu kończą się pozyskanym dzikiem czy np lisem powiem że nawet więkzość wyjsć kończy się jedynie katarem;) ale jak się człowiek napatrzy na te zwierzęta to głowa mała ale to jest właśnie piękne.Najważniejszy jest profesjonalizm, koleżeństwo, odpowiedzialność i oczywiście miłość do przyrody.Do lasu ciągnie nas oczywiście nasza pasja ten dreszczyk,i emocje związane z tym;)
najawżniejsze w tej specyficznej pasji jest to aby zrozumieć, że myśliwy jest częścią otaczającego nas świata i jako istota znajdująca się na wyższym szczeblu ewolucji wobec natury ma więcej obowiązków niż z niej profitów. Zrozumieć że, myślistwo to nie tylko polowanie w sensie uśmiercania. To przede wszystkim zrozumienie zasad jakim kieruje się świat otaczającej nas przyrody. Co na to nasze połówki? wszystko zależy od tego czy rozumieją istote należenia do PZŁ. Po II wojnie łowiectwo w polsce wyszło z salonów na wieś i mamy obecnie przykre tego skutki. Najważniznejsze jest to "ile stary przsytarga mięsa z lasu-najlepiej listopadową loszkę". Obecnie z przsysłowiową świecą szukać tych którzy myślistwo traktują jako złożony rytułał, dbają i posiadają pieska, potrafią odpuścić strzał, są życzliwi i szczerzy. Troche to wszystko nie w tym kierunku idzie, więc i nasze połówki nie do końca rozumieją wszystko.
Szanowny Bodziu ,muszę sprostować częściowo Twoją opinię ,po wojnie łowiectwo przeszło pod komendę ,,naczalstwa ze wschodu "" skąd również głód upokorzenie gwałt i wiele innego zła .Jestem z dziada pradziada myśliwym ze wsi ,ojca nie bo On musiał korzystać z innych dobrodziejstw tamtego systemu .Ustrój się zmienił ludzie nie a prawdziwi myśliwi ?--musimy po prostu poskramiać i układać tych którzy mają za duży apetyt.A odnośnie zaawansowania, pracy dla łowiectwa to nic się nie zmieniło ,pracują jedni ,zasługi i medale biorą drudzy.
Używając słowa "wieś" miałem na myśli obyczaje jakie wprowadzono do łowiectwa. NAdal są a co najgorsze ja zauważam że są przekazywane młodszym-to jest niepokojące.
Tak właśnie.najawżniejsze w tej specyficznej pasji jest to aby zrozumieć, że myśliwy jest częścią otaczającego nas świata i jako istota znajdująca się na wyższym szczeblu ewolucji wobec natury ma więcej obowiązków niż z niej profitów. Zrozumieć że, myślistwo to nie tylko polowanie w sensie uśmiercania. To przede wszystkim zrozumienie zasad jakim kieruje się świat otaczającej nas przyrody. Co na to nasze połówki? wszystko zależy od tego czy rozumieją istote należenia do PZŁ. Po II wojnie łowiectwo w polsce wyszło z salonów na wieś i mamy obecnie przykre tego skutki. Najważniznejsze jest to "ile stary przsytarga mięsa z lasu-najlepiej listopadową loszkę". Obecnie z przsysłowiową świecą szukać tych którzy myślistwo traktują jako złożony rytułał, dbają i posiadają pieska, potrafią odpuścić strzał, są życzliwi i szczerzy. Troche to wszystko nie w tym kierunku idzie, więc i nasze połówki nie do końca rozumieją wszystko.
Witajcie napiszcie jak powinno i jak wygląda Wasze zycie? Zycie mysliwego co tak naprawdę powinno być najważniejsze w tej pasji i co tak naprawdę " ciągnie wilka do lasu" i co na to Wasze połówki? Pisząc jak wygląda Wasze/ Nasze zycie bo i ja poluje miałam na myśli czy w życiu codziennym nawiązujemy do elementów Naszej Pasji jakimi sa gwara, etyka, kultura osobista jak i wygląd/ ubór. Przecież kiedyś zgodnie ze starym obyczajem myśliwy i lesnik to był ktoś bardzo szanowany i tak tez zasługiwał na poszanowanie poprzez wysoką wręcz nadzwyczajna kulture osobistą ale i nietuzinkowy ubiór i delikatność. Czy teraz współczesnych czasach jest szansa na to ABY WŁAŚNIE MŁODYCH UŚWIADAMIAĆ CZYM BYŁO I POWINNO BYC ŁOWIECTWO, że nic z komercja nie ma tu wspólnego. A chęś pozyskania zwierzyna musi być wyparta z wielką siłą przez etykę i humanitaryzm.
dzisiaj członkami PZŁ są ludzie o różnym statusie majątkowym od żyjących z minimalnych wynagrodzeń po pardzo zamożnych, sa też ludzie z bardzo różnych sfer zawodowych. Jak wygląda ich życie?, a no normalnie każdego dnia rano wstaja idą do pracy i żyją problemamy swoich bliskich oraz zawodowymi. Kiedy czas na łowiectwo? tylko w chwilach wolnych po pracy i ew. co jakiś czas w łowisko. Dzisiaj łowiectwem żyją ci tylko co mają z tego wymierną kożyść lub bardziej zamożni.Jeżeli chodzi 0o szacunek to naprawde nie wszyscy leśnicy i myśliwi na niego zasługują,
Nie jestem wcale zamożny pracuje i poluje w lesie jestem codziennie.Jak po pracy mam wpatrywać się w telewizor to wolę posiedzieć na ambonie dziki w nęcisku nie mają reklam bo albo są albo ich nie ma.
Czego brakuje mi na polowaniu. Głównie takiej dobrej atmosfery jaką pamiętam z czasów jak rozpoczynałem przygodę z łowiectwem. Atmosferę tworzyli starzy myśliwi, którzy już odeszli.
Dziś nawał przepisów, zakazów tak łowieckich jak i policyjnych, administracyjnych, ciągle niewykonane plany pozyskania i nieprzychylna atmosfera ze strony t.z. zielonych, tworzy tą nostalgię.
Czego brakuje mi na polowaniu. Głównie takiej dobrej atmosfery jaką pamiętam z czasów jak rozpoczynałem przygodę z łowiectwem. Atmosferę tworzyli starzy myśliwi, którzy już odeszli.
Dziś nawał przepisów, zakazów tak łowieckich jak i policyjnych, administracyjnych, ciągle niewykonane plany pozyskania i nieprzychylna atmosfera ze strony t.z. zielonych, tworzy tą nostalgię.Bardzo dobrze to ująłeś. To jest to czego i mi brakuje na polowaniach. Atmosferę tworzą ludzie. Poza tym kiedyś życie wyglądało inaczej. Ludzie byli bardziej życzliwi i nie gonili tak za pieniądzem. Myśliwi byli bardziej zżyci i skupiali się na istocie łowiectwa a nie na wypasionym ekwipunku i butach myśliwskich za 800 zł. Ale to już nie wróci. Załączam zdjęcie z polowania na dziki w 1970 roku. Ten najmniejszy w czapce z pomponem i z miską grochówki to ja.
czego mi brakuje na polowaniu? drugiego mysliwego który by tak podobnie zapatrywał się na sens łowiectwa jak ja. a co na to moja połówka? nie wiem, chłodzi się w lodówce i raczej nic nie powie..a tak poważnie, "normalni" faceci nie rozumieją że można być kobietą i mieć taką pasję a nie inną. broń amunicja? baba nie ma prawa się na tym znać..mam nadzieję że takie podejście się kiedys zmieni ale póki co trzeba byc na prawdę odpornymtrochę ciężko jest stażyście i frycowi przez to wszystko samemu przechodzić, bez wsparcia rodziny a wręcz z demotywacją z ich strony. ciężko się młodemu stażem myśliwemu wcisnąć w tryby zeskorupiałej instytucji jaką jest PZŁ. moze lepiej jednak zostać niezrzeszonym?i faktycznie to co Kolega Kusy wyżej opisał, takiej atmosfery juz nie ma... takich lasów juz nie ma.. i takich ludzi ze świecą szukać
Ja mam to szczęście, że jestem w kole ze wspaniałymi ludzmi (minus kilku, ci się zawsze znajdą).Mamy dobre łowisko. Obok sąsiedzi mają 20 tyś ha. w jednym kawałku. Tak, w jednym kawałku, a nie rozłożone na kilka obwodów oddalonych od siebie wieloma kilometrami. Sąsiedzi chętnie wielu z nas zapraszają na zbiorówki, spotykamy się na strzelnicy. My ze swojej strony dajemy kilku rolnikom, którzy mają pola na naszym terenie, odstrzały na dziki, łanie itd. Jak mamy chęć zapolować na mocnego rogacza, to możemy jechać za Wisłę do łowiska polnego o pow. 16 tyś ha, które to dzierżawi 20 myśliwych, rolników. Oni chętniej strzelają gęsi, kozy, niż kozły. Wyjeżdżamy na kilka dni, lekko zakrapianych i każdy ma wiele niezapomnianych przeżyć. Wyleczyliśmy się już z przyjmowania nowobogackich chwastów. Musi upłynąć dużo wody, zanim przyjmniemy nowego kandydata. Dla niektórych jesteśmy hermetyczni, ale tak musi być. Nie potrzebujemy buraków, którzy na początku obiecują to i tamto, a po przyzjęciu słyszy się, że "trzeba wypierd... tych rencistów i zrobić miejsce dla moich kolegów". Tak, to usłyszałem od jednego "etycznego" mięsiarza.
Próbowałem zrozumieć powyższą wypowiedz. Nawet przejrzałem Słownik Języka Łowieckiego - Stanisława Hoppera w poszukiwaniu "nowobogackich chwastów". Niestety nie ma! Może autor słownika nigdy nie bywał w takim kole nad Wisłą ze wspaniałymi ludzmi.
Pozostaje wierzyć, że św. Hubert nie nasunie mi pomysłu okazjonalnego polowania w takim hermetycznym kole. Oby jak najdalej.
Jeżeli ktoś przyjeżdża na polowanie terenówką Porsche, to nic takiego. Jak ktoś taki strzela do łani, którą "pomylił" z kozą i zając ma "uszy", byk "nogi" itd., to ten ktoś nie jest kolegą myśliwym, tylko "nowobogackim chwastem", który nie powinien mieć zaszczytu po raz drugi być zaproszony do nas na polowanie.Koser, wyjaśniłem Ci, kto dla nas jest nowobogackim chwastem, czy może dalej nie rozumiesz?Ja osobiście wolę polować ze staruszkiem, któremu trzeba pomóc wejść do podwody, ustawiać go na stanowisku, niż z młokasem, który zabiera na zbiorówkę sztucer i boka.
troszkę nie rozumiem toku myślenia kolegi Dingo. po pierwsze jak to możliwe że te "nowobogackie chwasty" nie znają podstaw gwary myśliwskiej, przeciez tez musieli egzaminy zdać..a i na kursie tego uczą? po drugie skoro to koło jest tak hermetyczne i to Twój powód do dumy, podejrzewam że wasze koło "baby" tez by nie przyjęło nawet na staż. nie pytając nawet co umie i czy w ogóle coś umie.a poza tym myslę, że odrobina koleżenstwa tez nie zaszkodzi, ten staruszek z którym wolisz polować, tez kiedys był młody i nic nie umiał. Ty sam też kiedyś nic nie umiałeś, bez urazy nikt z nas się mysliwym nie urodził. Może lepiej zwrócic uwagę niz skreślać kogos od początku, chyba na tym polega nasze "statutowe" koleżenstwo? wiesz młodzi stażem popełniają błędy, chcą zaszpanować starszym? każdy jest inny, i nikt nie jest idealny.ja na mojego wymarzonego Boka pracuję po 14 godzin na dobę. jak go kupię też będe się chciała pewnie pochwalić.Pozdrawiam DB!
Wątek dotyczy tego co myśliwym brakuje na polowaniu, a nie ich fobii lub uprzedzeń do różnych "chwastów".
Nie mam terenówki ze Stuttgartu ani żadnej innej i do PZŁ przyjeli mnie już jakiś czas temu, dokładnie w 1970 roku to na ambonę czy podwód włażę sam. Na zbiorówkach cenię sobie najbardziej dobre towarzystwo.
Walkiria, co to ma być za bok, na który tak ciężko pracujesz?W kole mamy "babę" i jest nam z nią dobrze. Nawet ma funkcję w zarządzie koła.Nie wszyscy "młodzi" są beee. Są też bardzo normalni, którzy nie wchodzą z butami na dywan.Ale, jak pisałem, są też tacy, którzy od razu narzucają swoje prawa i wszystko, co stare jest złe.Koser, jesteś 10 lat dłużej ode mnie w PZŁ. Nie wiem, czy zauważyłeś od kiedy zaczęło się psuć w kołach?Kiedyś też były przypadki, że ktoś zostawał myśliwym poprzez protekcję. Ale nie było to tak nagminne, jak do niedawna. Przypomnij sobie sprawę w Gdańsku, gdzie za egzaminy była ustalona cena.
Dingo@ Wiesz w naszym łowiectwie dużo się zmieniło. Odsyłam Cię do mojego pierwszego wpisu w wątku.
Ale przyczyn zmian jest w/g mnie wiele. Można wymienić duże zbiurokratyzowanie łowiectwa, bardzo duże obostrzenia z zewnątrz. Chodzi głównie o policyjne nakazy i zakazy związane z bronią. Do tego coraz mocniejsze negatywne postrzeganie łowiectwa. Ochrona piesków, kotków w łowisku i.t.d. Do tego coraz wyższe koszty naszego hobby. trzeba się jakby na nowo w tym odnaleść.
@Koser. właściwie Twój wpis może zaknąć ten temat bo wszystko najwazniejsze zostało powiedziane, @Dingo wiesz to była metafora. miałam na mysli ze jeden młody stazem mysliwy dostał swojego boka od "starego" a ten go dostał jako prezent profit itd i nic szczególnego dla tego młodego to nie znaczy od nowa zabawka i tyle można sie pokazac przed kolegam. a ja - na przykład - będę w moim bocku znała każdy słój drewna, każdą cechę, a jego takt będzie mi się snił po nocach. ot taka róznica między nami. Dzis juz malo kto idzie do lasu żeby poobserwowac, mało kto pamięta na indywidualnych zeby oddac czesc zwierzynie. złom? a kto by się w to bawił? kiedys by sie to w głowie nie mieściło a teraz prawie każdy szuka w lesie tylko mięsa.ten co jezdzi porsche i ten co ma w kaloszach dziury, jeden i drugi w pewnym momencie decyduje o czyims zyciu i smierci
Walkiria, to mnie też najbardziej smuci, że oprócz nieznajomości naszego języka, takich rytuałów jak ostatni kęs, prawidłowe ułożenie pozyskanej zwierzyny na pokocie, czy odpowiedniego ustawienia się na nim, wielu niestety nie zna. Najczęstsze rozmowy na biesiadzie to, kto już sobie kupił i jaki noktowizor. Zarząd w naszym kole jest raczej młody, bo prezio ma ok. 60, łowczy nie ma 50, skarbnikiem jest nasza "Diana", która dopiero co skończyła 40 tak samo jak strażnik, który przejął pałeczkę po 75 latku. Ten przez kilka lat przygotowywał go do tej funkcji i teraz uznał, że czas na zmianę. Nie dlatego, że jest za stary na to, bo mieszka w łowisku i jest codziennie w lesie. A sprawności fizycznej może mu niejeden 40 latek pozazdrościć.Mimo, że średnia wieku kadry jest dość młoda, to naprawdę kandydatów przyjmujemy tylko wtedy, gdy jesteśmy pewni, że chce zostać myśliwym, a nie dlatego, że "w mojej branży każdy powinien być myśliwym". Po prostu kilka razy zrobiliśmy błąd, który nie da się naprawić.Przykład:Facet ma fabrykę mebli i najchętniej jest w bezksiężycową noc w łowisku. Używa noktowizora i tłumika. Zwierzyny nie patroszy, bo nie umie (widzieliśmy na zbiorówce jak prosił naganiacza, żeby mu wypatroszył łanię), tylko wrzuca do bagażnika i jedzie do firmy. Robi to nocny stróż, który jest emerytowanym rzeźnikiem. Czy ten ktoś jest myśliwym, czy chwastem?Jeżeli jesteś z centralnej Polski, to chętnie zaproszę Cię na kaczki, żebyś mogła posłuchać, jak śpiewa Twoja nowa flinta i żebyś widziała, że nie jesteśmy tak hermetyczni. Nie dla gości.DB
Jestem z zachodniej Polski niestety. A w tej chwili nawet poza Polską. Rozumiem powody waszej "hermetyczności" ale nie tędy droga, myślę że w ten sposób można po prostu jedynie pozamiatac problemy pod dywan. Taki nowobogacki do waszego koła nie zostanie przyjęty, to poszuka sobie inne koło któremu bedzie zależało na tej jego składce i wstępnym.. i na znajomości z bonzem. z dyrektorem fabryki czy prezesem PZU. A na to że myśliwy prosi naganiacza o wypatroszenie.. nie mam słów. zero honoru i wstydu. Tacy ludzie powinni najpierw dostać naganę a jeśli nie poskutkuje byc usuwani z kół a przepisy wewnętrzne PZŁ pod tym względem powinny kategorycznie wymagać poszanowania myśliwskiej tradycji i pewnych zachowan
Ja posiatam również noktowizor i to wcale nie jest zabronione. A jeżeli chodzi o broń z tłumikiem to bardzo watpię że ktoś posiada bo z kęd do tego amunicję. Staż odbywałem 2 lata patroszyłem prawie wszystko na zbiorówkach i na dewizowych bardzo chetnie. Przynajmniej potrafie to robić.
Bodzio, zrobić tłumik może każdy, kto zna się na tokarce. Nawet, jak strzelasz z normalnej amunicji, to i tak tłumik wygłuszy większość huku.Teoretycznie każda broń, gdzie koniec lufy zaopatrzony jest w gwint, można uznać za nie myśliwską, tylko "szczególnie niebezpieczną". Ja jestem przeciwny takim ograniczeniom.Każdy myśliwy powinien chronić swój słuch i używać tłumika. Powinien to robić jawnie.Wytłumienie huku o 3 dB zmniejsza słyszalny hałas o połowę. A to jest dużo.Kłusownictwo powinno być karane automatycznym usunięciem z koła. Bez żadnych ceregieli.Walkiria, no nie daj się prosić i powiedz na jakiego boka zbierasz?
Ja wiem czym jest suppresor. Założenie na broń do tego nieprzystosowana grozi powaznym wypadkiem. I tak naprawde nie tłumi dzwieku odbieranego przez nasze uszy tylko jego zadaniem jest spowodowanie ogólne ukrycia odgłosu strzału. W moim kole promineci z PRL nawet i zarząd chcac dalej bawić się w mięsiarstwo i uniknać podejrzeń wymienili sztucery pozbyli się kal 7mm 8 mm i zakupili nowe 223Rem, 243W pod pretekstem treningów na strzelnicy. Tak naprawde to z ta bronią intensywnie polują a na strzelnicy sa tylko raz na przystrzelaniu bronii. Mozana i bez tłumików.(silentcerów)
ale z 223.rem na co mozna polować? na widłaczka chyba a co do mojej nadlufki myslałam na początek sprawic sobie jakiegos uzywanego rosyjskiego Iża27 w kal. 12/70, toporne to ale solidne. znajomy ma taką do mnie zostawioną bez wżerów oksyda w dobrym stanie i chce dobrą cenę. Jest po remoncie u znajomego poznanskiego rusznikarza. Zaden to Merkel ale ja będę miała inne wydatki i na sztucerek tez trzeba oszczędzac.
Nawiązując do wpisu bodzio3006@. Nie znam układów wśród starszyzny w Twoim kole ale jednego nie rozumię. Przeciesz kal. 243 win. to jest cholernie głośny kaliber, który można rozpoznać z daleka. Więc jaki był cel wymiany na mniejszy kaliber?
Bodzio, nie ma najmniejszego problemy założyć tłumik huku na sztucer. A już w ogóle, jak ma gwint na końcu lufy. Mając taki albo zakładasz kupiony, albo dajesz w jakimś warsztacie dorobić według twojego rysunku. Jeśli chcesz być bardziej tajemniczy, to w jednym warsztacie robisz korpus, a w drugim "bebechy". Taki tłumik obniży słyszalność huku conajmniej o połowę, bo nie będzie słychać huku spalającego się prochu. Będzie słychać pocisk, który ma prędkość ponaddzwiękową. W zeszłym roku byłem w Szkocji i tam miałem przyjemność strzelać z takiego sztucera. Huk wystrzału 30-06 można porównać do 22 Hornet. A to dużo.Co innego kompensator odrzutu, czy odrzutu i podrzutu. Te zwiększają siłę huku, szczególnie dla osób, którzy stoją obok.Walkiria, nie wiem za ile można dostać dobrego iża, ale używane Merkle chodzą po 800 do 1200zł. Widziałem taki w Łodzi za 800zł. Nie miał luzów, ani nie był wystrzelany. Nawet kolba była w bardzo dobrym stanie. Oczywiście dubeltówka, a nie bok. Uwierz, z takiej też można dobrze strzelać.
ten znajomy mysliwy z mojego kola chce za ruska jakies 800zł.ale to jest stara wystrzelana bron. jak ją dam do rusznikarza zeby zobaczyl czy nie ma luzów i wszystko z nią w porządku, tez musze doliczyc jakies 300. musi tez dopasowac osade do mnie... i to tez kosztuje. Wspomniany przez Ciebie Merkel kosztowałby trochę więcej... chyba że faktycznie widziałeś okazyjną cenę. bo pytałam też o to,stary uzywany 12/70 w dobrym stanie z wskaznikami napięcia kurków na baskilii i drewno idealne, pójdzie jakies 1800-2 tys. (nowy Merkel Suhl idzie po ok.10-12tys.) jak dla mnie dubeltówka ma pole widzenia bardziej ograniczone lufami, z boka zakładanie pred cel jest z tego powodu łatwiejsze, w boku masz czółenko wąskie i wysokie, lepsze oparcie dla lewej ręki.z boka nie uderza mnie siła odrzutu w policzek. z dubeltówką nie miałam za duzo do czynienia więc na razie tylko szukam i rozpytuję.
Walkirio@ Tak czytam o Twoich przymiarkach do śrutówki. Nie wiem ile masz wzrostu ale znam dwie diany, które spasowały sobie dwórurkę w kalibrze 20. Jednej udało się kupić od jakiegoś starszego leśniczego w ogóle prawie nie strzelaną Simsonkę w kal. 20/70 z przed wielu, wielu lat i tylko troszeczkę dała skrócić kolbę bo jest panienka nie wysoka. Druga natomiast kupiła na portalu komputerowym właśnie IŻa bocka w kalibrze 20/76 w wersji sportowej z jednym spustem. Jest super zdowolona. Mówiła mi ostatnio, że rozważa wymianę osady na ładniejszą. Chce nawet dorobić sobie taką drewnianą walizeczkę do wożenia tego bocka w swoim Opelku Corsa.
Tak, że może pomyśl o takim mniejszym kalibrze.
mam 164cm ale budowę raczej drobną. a Simsonkę zdobyc to tez nie łatwa sztuka, słyszałam że to są bardzo dobre strzelby, mimo że juz wiekowe przecież. Na razie tylko rozważam i gromadzę środki a do kupienia jeszcze daleko, ale bardzo dziękuję za poradę.Mnie by się dryl Krieghoff marzył.. taki jak widziałam u znajomego na zamówienie zrobiony..moze kiedys, kto wie :)
ja mam dubeltówke toz 12/70 i jest w dobrym stanie luzów prawie niema żadnych i myśle ją sprzedać jak by ktoś chciał kupic to ja chętnie niedrogo ją sprzzedam a jeszcze ma na sobie kolimator...myśle że ten stan razem z kolimatorem za 900 zł jak sprzedam to bedzie przyzwoita cena jesli ktoś potrzebuje to mozemy sie dogadac;)
Rozumię Walkiria@. Widzę, że w pewnym sensie masz dobrze bo powinna dla Ciebie pasować t.z. standardowa osada. Może jedynie trzeba będzie minimalnie skrócić. To dobra wiadomość dla Ciebie.
Jeżeli chodzi o Krieghoffa to piękne marzenia. Dryling, a może model Neptun z dwiema mniejszymi kulkami i jednym śrutem czyli taki ekspres-dryling?. Kolejny plus jest taki, że przebywasz w kraju producenta co w jakimś sensie ułatwia poszukiwania.
Ja ze swojej strony mogę tylko życzyć Ci udanych poszukiwań i dobrego kredytu na zakup.
Rozumię Walkiria@. Widzę, że w pewnym sensie masz dobrze bo powinna dla Ciebie pasować t.z. standardowa osada. Może jedynie trzeba będzie minimalnie skrócić. To dobra wiadomość dla Ciebie.
Jeżeli chodzi o Krieghoffa to piękne marzenia. Dryling, a może model Neptun z dwiema mniejszymi kulkami i jednym śrutem czyli taki ekspres-dryling?. Kolejny plus jest taki, że przebywasz w kraju producenta co w jakimś sensie ułatwia poszukiwania.
Ja ze swojej strony mogę tylko życzyć Ci udanych poszukiwań i dobrego kredytu na zakup.
ogólnie wiesz rzucisz w sklepie z bronią w Niemczech temat dryling i facetowi sie gęba nie zamknie przez godzinę bo to ich niemiecki popisowy model, oni się w tym przeciez specjalizują. a na prawdę jest w czym wybierac. ale nigdy więcej niczego na kredyt, nigdy w zyciu. To zaraza naszych czasów. Dlatego właśnie odkładam te "ojro"
to że w kraju producenta to nie znaczy że tanio kupisz zależy od sprzętu;) ja też własnie wróciłem z niemiec i szukałem tam lunete akurat interesowałmnie docter i po przeliczeniu to wychodziły jednakowe pieniądze i docter też jest niemiecki ale no kto nie szuka to nie znajdzie prawda;) powodzenia
Walkiria "normalni" faceci nie rozumieją że można być kobietą i mieć taką pasję a nie inną. broń amunicja? baba nie ma prawa się na tym znać..mam nadzieję że takie podejście się kiedys zmieni ale póki co trzeba byc na prawdę odpornym" JA mam 15 lat od małego chodzę z lornetką kocham przyrodę. Mieszkam w miejscu gdzie otacza mnie las niedaleko od mojego domu zrobiłam sobie coś w stylu niby zwyżki i tylko kiedy znajdę czas biorę lornętkę i wybieram się tam aby poobserwować sarny popatrzeć na poraża i watachy które też dość często mi się pokazują. W tematykę łowiectwa wciągną mnie wujek. jeżdze z nim na zbiorówki i chodzę w nagonkę jestem jedyną kobietą myśliwi przyjmują mnie bardzo serdecznie i pomagają mi wejść jeszcze bardziej w ,,tajemnice" łowiectwa a od prezesa często słyszę że za pare lat chce mnie widzieć w kole. To prawda że w każdym kole są ,, myśliwi" łamiący tylko zasady ale jest też wiele pasjonatów którzy trzymają się wszelkich zasad etyki i jak trzeba potrafią odłożyć broń. A propo gwary to (umniem ją całą i się nią posługuje )
Walkiria "normalni" faceci nie rozumieją że można być kobietą i mieć taką pasję a nie inną. broń amunicja? baba nie ma prawa się na tym znać..mam nadzieję że takie podejście się kiedys zmieni ale póki co trzeba byc na prawdę odpornym" JA mam 15 lat od małego chodzę z lornetką kocham przyrodę. Mieszkam w miejscu gdzie otacza mnie las niedaleko od mojego domu zrobiłam sobie coś niby w stylu niby zwyżki i tylko kiedy znajdę czas biorę lornętkę i wybieram się tam aby poobserwować sarny i watachy które też dość często mi się pokazują. W tematykę łowiectwa wciągną mnie wujek. jeżdze z nim na zbiorówki i chodzę w nagonkę jestem jedyną kobietą myśliwi przyjmują mnie bardzo serdecznie i pomagają mi wejść jeszcze bardziej w ,,tajemnice" łowiectwa a od prezesa często słyszę że za pare lat chce mnie widzieć w kole. To prawda że w każdym kole są ,, myśliwi" łamiący tylko zasady ale jest też wiele pasjonatów którzy trzymają się wszelkich zasad etyki i jak trzeba potrafią odłożyć broń. A propo gwary to (umniem ją całą i się nią posługuje )
Witajcie napiszcie jak powinno i jak wygląda Wasze zycie? Zycie mysliwego co tak naprawdę powinno być najważniejsze w tej pasji i co tak naprawdę " ciągnie wilka do lasu" i co na to Wasze połówki?
Witam! Pozwolę sobię zacytować: "Według mnie polowanie to nieprzespane noce, zmoknięte ubranie, ciarki na plecach, księżyc w pełni, wschody i zachody słońca i wszystko to, co ciągnie nas w leśne ostępy" - Piotr Pilecki, Życie myśliwego jest całkiem podobne do życia innych ludzi, myśliwy chodzi do normalnej pracy jest to całkiem normalny człowiek poza tym że często wychodzi do lasu, ale oczywiście nie wszystkie wyjścia do lasu kończą się pozyskanym dzikiem czy np lisem powiem że nawet więkzość wyjsć kończy się jedynie katarem;) ale jak się człowiek napatrzy na te zwierzęta to głowa mała ale to jest właśnie piękne.Najważniejszy jest profesjonalizm, koleżeństwo, odpowiedzialność i oczywiście miłość do przyrody.Do lasu ciągnie nas oczywiście nasza pasja ten dreszczyk,i emocje związane z tym;)
najawżniejsze w tej specyficznej pasji jest to aby zrozumieć, że myśliwy jest częścią otaczającego nas świata i jako istota znajdująca się na wyższym szczeblu ewolucji wobec natury ma więcej obowiązków niż z niej profitów. Zrozumieć że, myślistwo to nie tylko polowanie w sensie uśmiercania. To przede wszystkim zrozumienie zasad jakim kieruje się świat otaczającej nas przyrody. Co na to nasze połówki? wszystko zależy od tego czy rozumieją istote należenia do PZŁ. Po II wojnie łowiectwo w polsce wyszło z salonów na wieś i mamy obecnie przykre tego skutki. Najważniznejsze jest to "ile stary przsytarga mięsa z lasu-najlepiej listopadową loszkę". Obecnie z przsysłowiową świecą szukać tych którzy myślistwo traktują jako złożony rytułał, dbają i posiadają pieska, potrafią odpuścić strzał, są życzliwi i szczerzy. Troche to wszystko nie w tym kierunku idzie, więc i nasze połówki nie do końca rozumieją wszystko.
Szanowny Bodziu ,muszę sprostować częściowo Twoją opinię ,po wojnie łowiectwo przeszło pod komendę ,,naczalstwa ze wschodu "" skąd również głód upokorzenie gwałt i wiele innego zła .Jestem z dziada pradziada myśliwym ze wsi ,ojca nie bo On musiał korzystać z innych dobrodziejstw tamtego systemu .Ustrój się zmienił ludzie nie a prawdziwi myśliwi ?--musimy po prostu poskramiać i układać tych którzy mają za duży apetyt.A odnośnie zaawansowania, pracy dla łowiectwa to nic się nie zmieniło ,pracują jedni ,zasługi i medale biorą drudzy.
Używając słowa "wieś" miałem na myśli obyczaje jakie wprowadzono do łowiectwa. NAdal są a co najgorsze ja zauważam że są przekazywane młodszym-to jest niepokojące.
Tak właśnie.najawżniejsze w tej specyficznej pasji jest to aby zrozumieć, że myśliwy jest częścią otaczającego nas świata i jako istota znajdująca się na wyższym szczeblu ewolucji wobec natury ma więcej obowiązków niż z niej profitów. Zrozumieć że, myślistwo to nie tylko polowanie w sensie uśmiercania. To przede wszystkim zrozumienie zasad jakim kieruje się świat otaczającej nas przyrody. Co na to nasze połówki? wszystko zależy od tego czy rozumieją istote należenia do PZŁ. Po II wojnie łowiectwo w polsce wyszło z salonów na wieś i mamy obecnie przykre tego skutki. Najważniznejsze jest to "ile stary przsytarga mięsa z lasu-najlepiej listopadową loszkę". Obecnie z przsysłowiową świecą szukać tych którzy myślistwo traktują jako złożony rytułał, dbają i posiadają pieska, potrafią odpuścić strzał, są życzliwi i szczerzy. Troche to wszystko nie w tym kierunku idzie, więc i nasze połówki nie do końca rozumieją wszystko.
Witajcie napiszcie jak powinno i jak wygląda Wasze zycie? Zycie mysliwego co tak naprawdę powinno być najważniejsze w tej pasji i co tak naprawdę " ciągnie wilka do lasu" i co na to Wasze połówki? Pisząc jak wygląda Wasze/ Nasze zycie bo i ja poluje miałam na myśli czy w życiu codziennym nawiązujemy do elementów Naszej Pasji jakimi sa gwara, etyka, kultura osobista jak i wygląd/ ubór. Przecież kiedyś zgodnie ze starym obyczajem myśliwy i lesnik to był ktoś bardzo szanowany i tak tez zasługiwał na poszanowanie poprzez wysoką wręcz nadzwyczajna kulture osobistą ale i nietuzinkowy ubiór i delikatność. Czy teraz współczesnych czasach jest szansa na to ABY WŁAŚNIE MŁODYCH UŚWIADAMIAĆ CZYM BYŁO I POWINNO BYC ŁOWIECTWO, że nic z komercja nie ma tu wspólnego. A chęś pozyskania zwierzyna musi być wyparta z wielką siłą przez etykę i humanitaryzm.
dzisiaj członkami PZŁ są ludzie o różnym statusie majątkowym od żyjących z minimalnych wynagrodzeń po pardzo zamożnych, sa też ludzie z bardzo różnych sfer zawodowych. Jak wygląda ich życie?, a no normalnie każdego dnia rano wstaja idą do pracy i żyją problemamy swoich bliskich oraz zawodowymi. Kiedy czas na łowiectwo? tylko w chwilach wolnych po pracy i ew. co jakiś czas w łowisko. Dzisiaj łowiectwem żyją ci tylko co mają z tego wymierną kożyść lub bardziej zamożni.Jeżeli chodzi 0o szacunek to naprawde nie wszyscy leśnicy i myśliwi na niego zasługują,
Nie jestem wcale zamożny pracuje i poluje w lesie jestem codziennie.Jak po pracy mam wpatrywać się w telewizor to wolę posiedzieć na ambonie dziki w nęcisku nie mają reklam bo albo są albo ich nie ma.
Czego brakuje mi na polowaniu. Głównie takiej dobrej atmosfery jaką pamiętam z czasów jak rozpoczynałem przygodę z łowiectwem. Atmosferę tworzyli starzy myśliwi, którzy już odeszli. Dziś nawał przepisów, zakazów tak łowieckich jak i policyjnych, administracyjnych, ciągle niewykonane plany pozyskania i nieprzychylna atmosfera ze strony t.z. zielonych, tworzy tą nostalgię.
Czego brakuje mi na polowaniu. Głównie takiej dobrej atmosfery jaką pamiętam z czasów jak rozpoczynałem przygodę z łowiectwem. Atmosferę tworzyli starzy myśliwi, którzy już odeszli. Dziś nawał przepisów, zakazów tak łowieckich jak i policyjnych, administracyjnych, ciągle niewykonane plany pozyskania i nieprzychylna atmosfera ze strony t.z. zielonych, tworzy tą nostalgię.Bardzo dobrze to ująłeś. To jest to czego i mi brakuje na polowaniach. Atmosferę tworzą ludzie. Poza tym kiedyś życie wyglądało inaczej. Ludzie byli bardziej życzliwi i nie gonili tak za pieniądzem. Myśliwi byli bardziej zżyci i skupiali się na istocie łowiectwa a nie na wypasionym ekwipunku i butach myśliwskich za 800 zł. Ale to już nie wróci. Załączam zdjęcie z polowania na dziki w 1970 roku. Ten najmniejszy w czapce z pomponem i z miską grochówki to ja.
Polowanie na dziki 1970r.
czego mi brakuje na polowaniu? drugiego mysliwego który by tak podobnie zapatrywał się na sens łowiectwa jak ja. a co na to moja połówka? nie wiem, chłodzi się w lodówce i raczej nic nie powie..a tak poważnie, "normalni" faceci nie rozumieją że można być kobietą i mieć taką pasję a nie inną. broń amunicja? baba nie ma prawa się na tym znać..mam nadzieję że takie podejście się kiedys zmieni ale póki co trzeba byc na prawdę odpornymtrochę ciężko jest stażyście i frycowi przez to wszystko samemu przechodzić, bez wsparcia rodziny a wręcz z demotywacją z ich strony. ciężko się młodemu stażem myśliwemu wcisnąć w tryby zeskorupiałej instytucji jaką jest PZŁ. moze lepiej jednak zostać niezrzeszonym?i faktycznie to co Kolega Kusy wyżej opisał, takiej atmosfery juz nie ma... takich lasów juz nie ma.. i takich ludzi ze świecą szukać
Ja mam to szczęście, że jestem w kole ze wspaniałymi ludzmi (minus kilku, ci się zawsze znajdą).Mamy dobre łowisko. Obok sąsiedzi mają 20 tyś ha. w jednym kawałku. Tak, w jednym kawałku, a nie rozłożone na kilka obwodów oddalonych od siebie wieloma kilometrami. Sąsiedzi chętnie wielu z nas zapraszają na zbiorówki, spotykamy się na strzelnicy. My ze swojej strony dajemy kilku rolnikom, którzy mają pola na naszym terenie, odstrzały na dziki, łanie itd. Jak mamy chęć zapolować na mocnego rogacza, to możemy jechać za Wisłę do łowiska polnego o pow. 16 tyś ha, które to dzierżawi 20 myśliwych, rolników. Oni chętniej strzelają gęsi, kozy, niż kozły. Wyjeżdżamy na kilka dni, lekko zakrapianych i każdy ma wiele niezapomnianych przeżyć. Wyleczyliśmy się już z przyjmowania nowobogackich chwastów. Musi upłynąć dużo wody, zanim przyjmniemy nowego kandydata. Dla niektórych jesteśmy hermetyczni, ale tak musi być. Nie potrzebujemy buraków, którzy na początku obiecują to i tamto, a po przyzjęciu słyszy się, że "trzeba wypierd... tych rencistów i zrobić miejsce dla moich kolegów". Tak, to usłyszałem od jednego "etycznego" mięsiarza.
Próbowałem zrozumieć powyższą wypowiedz. Nawet przejrzałem Słownik Języka Łowieckiego - Stanisława Hoppera w poszukiwaniu "nowobogackich chwastów". Niestety nie ma! Może autor słownika nigdy nie bywał w takim kole nad Wisłą ze wspaniałymi ludzmi. Pozostaje wierzyć, że św. Hubert nie nasunie mi pomysłu okazjonalnego polowania w takim hermetycznym kole. Oby jak najdalej.
Jeżeli ktoś przyjeżdża na polowanie terenówką Porsche, to nic takiego. Jak ktoś taki strzela do łani, którą "pomylił" z kozą i zając ma "uszy", byk "nogi" itd., to ten ktoś nie jest kolegą myśliwym, tylko "nowobogackim chwastem", który nie powinien mieć zaszczytu po raz drugi być zaproszony do nas na polowanie.Koser, wyjaśniłem Ci, kto dla nas jest nowobogackim chwastem, czy może dalej nie rozumiesz?Ja osobiście wolę polować ze staruszkiem, któremu trzeba pomóc wejść do podwody, ustawiać go na stanowisku, niż z młokasem, który zabiera na zbiorówkę sztucer i boka.
troszkę nie rozumiem toku myślenia kolegi Dingo. po pierwsze jak to możliwe że te "nowobogackie chwasty" nie znają podstaw gwary myśliwskiej, przeciez tez musieli egzaminy zdać..a i na kursie tego uczą? po drugie skoro to koło jest tak hermetyczne i to Twój powód do dumy, podejrzewam że wasze koło "baby" tez by nie przyjęło nawet na staż. nie pytając nawet co umie i czy w ogóle coś umie.a poza tym myslę, że odrobina koleżenstwa tez nie zaszkodzi, ten staruszek z którym wolisz polować, tez kiedys był młody i nic nie umiał. Ty sam też kiedyś nic nie umiałeś, bez urazy nikt z nas się mysliwym nie urodził. Może lepiej zwrócic uwagę niz skreślać kogos od początku, chyba na tym polega nasze "statutowe" koleżenstwo? wiesz młodzi stażem popełniają błędy, chcą zaszpanować starszym? każdy jest inny, i nikt nie jest idealny.ja na mojego wymarzonego Boka pracuję po 14 godzin na dobę. jak go kupię też będe się chciała pewnie pochwalić.Pozdrawiam DB!
Wątek dotyczy tego co myśliwym brakuje na polowaniu, a nie ich fobii lub uprzedzeń do różnych "chwastów". Nie mam terenówki ze Stuttgartu ani żadnej innej i do PZŁ przyjeli mnie już jakiś czas temu, dokładnie w 1970 roku to na ambonę czy podwód włażę sam. Na zbiorówkach cenię sobie najbardziej dobre towarzystwo.
Walkiria, co to ma być za bok, na który tak ciężko pracujesz?W kole mamy "babę" i jest nam z nią dobrze. Nawet ma funkcję w zarządzie koła.Nie wszyscy "młodzi" są beee. Są też bardzo normalni, którzy nie wchodzą z butami na dywan.Ale, jak pisałem, są też tacy, którzy od razu narzucają swoje prawa i wszystko, co stare jest złe.Koser, jesteś 10 lat dłużej ode mnie w PZŁ. Nie wiem, czy zauważyłeś od kiedy zaczęło się psuć w kołach?Kiedyś też były przypadki, że ktoś zostawał myśliwym poprzez protekcję. Ale nie było to tak nagminne, jak do niedawna. Przypomnij sobie sprawę w Gdańsku, gdzie za egzaminy była ustalona cena.
Dingo@ Wiesz w naszym łowiectwie dużo się zmieniło. Odsyłam Cię do mojego pierwszego wpisu w wątku. Ale przyczyn zmian jest w/g mnie wiele. Można wymienić duże zbiurokratyzowanie łowiectwa, bardzo duże obostrzenia z zewnątrz. Chodzi głównie o policyjne nakazy i zakazy związane z bronią. Do tego coraz mocniejsze negatywne postrzeganie łowiectwa. Ochrona piesków, kotków w łowisku i.t.d. Do tego coraz wyższe koszty naszego hobby. trzeba się jakby na nowo w tym odnaleść.
@Koser. właściwie Twój wpis może zaknąć ten temat bo wszystko najwazniejsze zostało powiedziane, @Dingo wiesz to była metafora. miałam na mysli ze jeden młody stazem mysliwy dostał swojego boka od "starego" a ten go dostał jako prezent profit itd i nic szczególnego dla tego młodego to nie znaczy od nowa zabawka i tyle można sie pokazac przed kolegam. a ja - na przykład - będę w moim bocku znała każdy słój drewna, każdą cechę, a jego takt będzie mi się snił po nocach. ot taka róznica między nami. Dzis juz malo kto idzie do lasu żeby poobserwowac, mało kto pamięta na indywidualnych zeby oddac czesc zwierzynie. złom? a kto by się w to bawił? kiedys by sie to w głowie nie mieściło a teraz prawie każdy szuka w lesie tylko mięsa.ten co jezdzi porsche i ten co ma w kaloszach dziury, jeden i drugi w pewnym momencie decyduje o czyims zyciu i smierci
Walkiria, to mnie też najbardziej smuci, że oprócz nieznajomości naszego języka, takich rytuałów jak ostatni kęs, prawidłowe ułożenie pozyskanej zwierzyny na pokocie, czy odpowiedniego ustawienia się na nim, wielu niestety nie zna. Najczęstsze rozmowy na biesiadzie to, kto już sobie kupił i jaki noktowizor. Zarząd w naszym kole jest raczej młody, bo prezio ma ok. 60, łowczy nie ma 50, skarbnikiem jest nasza "Diana", która dopiero co skończyła 40 tak samo jak strażnik, który przejął pałeczkę po 75 latku. Ten przez kilka lat przygotowywał go do tej funkcji i teraz uznał, że czas na zmianę. Nie dlatego, że jest za stary na to, bo mieszka w łowisku i jest codziennie w lesie. A sprawności fizycznej może mu niejeden 40 latek pozazdrościć.Mimo, że średnia wieku kadry jest dość młoda, to naprawdę kandydatów przyjmujemy tylko wtedy, gdy jesteśmy pewni, że chce zostać myśliwym, a nie dlatego, że "w mojej branży każdy powinien być myśliwym". Po prostu kilka razy zrobiliśmy błąd, który nie da się naprawić.Przykład:Facet ma fabrykę mebli i najchętniej jest w bezksiężycową noc w łowisku. Używa noktowizora i tłumika. Zwierzyny nie patroszy, bo nie umie (widzieliśmy na zbiorówce jak prosił naganiacza, żeby mu wypatroszył łanię), tylko wrzuca do bagażnika i jedzie do firmy. Robi to nocny stróż, który jest emerytowanym rzeźnikiem. Czy ten ktoś jest myśliwym, czy chwastem?Jeżeli jesteś z centralnej Polski, to chętnie zaproszę Cię na kaczki, żebyś mogła posłuchać, jak śpiewa Twoja nowa flinta i żebyś widziała, że nie jesteśmy tak hermetyczni. Nie dla gości.DB
Kolego pytanie czysto techniczneaskąd gość ma tłumik i broń a powaznie to skąd amunicje do niej?????
Jestem z zachodniej Polski niestety. A w tej chwili nawet poza Polską. Rozumiem powody waszej "hermetyczności" ale nie tędy droga, myślę że w ten sposób można po prostu jedynie pozamiatac problemy pod dywan. Taki nowobogacki do waszego koła nie zostanie przyjęty, to poszuka sobie inne koło któremu bedzie zależało na tej jego składce i wstępnym.. i na znajomości z bonzem. z dyrektorem fabryki czy prezesem PZU. A na to że myśliwy prosi naganiacza o wypatroszenie.. nie mam słów. zero honoru i wstydu. Tacy ludzie powinni najpierw dostać naganę a jeśli nie poskutkuje byc usuwani z kół a przepisy wewnętrzne PZŁ pod tym względem powinny kategorycznie wymagać poszanowania myśliwskiej tradycji i pewnych zachowan
Ja posiatam również noktowizor i to wcale nie jest zabronione. A jeżeli chodzi o broń z tłumikiem to bardzo watpię że ktoś posiada bo z kęd do tego amunicję. Staż odbywałem 2 lata patroszyłem prawie wszystko na zbiorówkach i na dewizowych bardzo chetnie. Przynajmniej potrafie to robić.
Bodzio, zrobić tłumik może każdy, kto zna się na tokarce. Nawet, jak strzelasz z normalnej amunicji, to i tak tłumik wygłuszy większość huku.Teoretycznie każda broń, gdzie koniec lufy zaopatrzony jest w gwint, można uznać za nie myśliwską, tylko "szczególnie niebezpieczną". Ja jestem przeciwny takim ograniczeniom.Każdy myśliwy powinien chronić swój słuch i używać tłumika. Powinien to robić jawnie.Wytłumienie huku o 3 dB zmniejsza słyszalny hałas o połowę. A to jest dużo.Kłusownictwo powinno być karane automatycznym usunięciem z koła. Bez żadnych ceregieli.Walkiria, no nie daj się prosić i powiedz na jakiego boka zbierasz?
Ja wiem czym jest suppresor. Założenie na broń do tego nieprzystosowana grozi powaznym wypadkiem. I tak naprawde nie tłumi dzwieku odbieranego przez nasze uszy tylko jego zadaniem jest spowodowanie ogólne ukrycia odgłosu strzału. W moim kole promineci z PRL nawet i zarząd chcac dalej bawić się w mięsiarstwo i uniknać podejrzeń wymienili sztucery pozbyli się kal 7mm 8 mm i zakupili nowe 223Rem, 243W pod pretekstem treningów na strzelnicy. Tak naprawde to z ta bronią intensywnie polują a na strzelnicy sa tylko raz na przystrzelaniu bronii. Mozana i bez tłumików.(silentcerów)
ale z 223.rem na co mozna polować? na widłaczka chyba a co do mojej nadlufki myslałam na początek sprawic sobie jakiegos uzywanego rosyjskiego Iża27 w kal. 12/70, toporne to ale solidne. znajomy ma taką do mnie zostawioną bez wżerów oksyda w dobrym stanie i chce dobrą cenę. Jest po remoncie u znajomego poznanskiego rusznikarza. Zaden to Merkel ale ja będę miała inne wydatki i na sztucerek tez trzeba oszczędzac.
Nawiązując do wpisu bodzio3006@. Nie znam układów wśród starszyzny w Twoim kole ale jednego nie rozumię. Przeciesz kal. 243 win. to jest cholernie głośny kaliber, który można rozpoznać z daleka. Więc jaki był cel wymiany na mniejszy kaliber?
Bodzio, nie ma najmniejszego problemy założyć tłumik huku na sztucer. A już w ogóle, jak ma gwint na końcu lufy. Mając taki albo zakładasz kupiony, albo dajesz w jakimś warsztacie dorobić według twojego rysunku. Jeśli chcesz być bardziej tajemniczy, to w jednym warsztacie robisz korpus, a w drugim "bebechy". Taki tłumik obniży słyszalność huku conajmniej o połowę, bo nie będzie słychać huku spalającego się prochu. Będzie słychać pocisk, który ma prędkość ponaddzwiękową. W zeszłym roku byłem w Szkocji i tam miałem przyjemność strzelać z takiego sztucera. Huk wystrzału 30-06 można porównać do 22 Hornet. A to dużo.Co innego kompensator odrzutu, czy odrzutu i podrzutu. Te zwiększają siłę huku, szczególnie dla osób, którzy stoją obok.Walkiria, nie wiem za ile można dostać dobrego iża, ale używane Merkle chodzą po 800 do 1200zł. Widziałem taki w Łodzi za 800zł. Nie miał luzów, ani nie był wystrzelany. Nawet kolba była w bardzo dobrym stanie. Oczywiście dubeltówka, a nie bok. Uwierz, z takiej też można dobrze strzelać.
ten znajomy mysliwy z mojego kola chce za ruska jakies 800zł.ale to jest stara wystrzelana bron. jak ją dam do rusznikarza zeby zobaczyl czy nie ma luzów i wszystko z nią w porządku, tez musze doliczyc jakies 300. musi tez dopasowac osade do mnie... i to tez kosztuje. Wspomniany przez Ciebie Merkel kosztowałby trochę więcej... chyba że faktycznie widziałeś okazyjną cenę. bo pytałam też o to,stary uzywany 12/70 w dobrym stanie z wskaznikami napięcia kurków na baskilii i drewno idealne, pójdzie jakies 1800-2 tys. (nowy Merkel Suhl idzie po ok.10-12tys.) jak dla mnie dubeltówka ma pole widzenia bardziej ograniczone lufami, z boka zakładanie pred cel jest z tego powodu łatwiejsze, w boku masz czółenko wąskie i wysokie, lepsze oparcie dla lewej ręki.z boka nie uderza mnie siła odrzutu w policzek. z dubeltówką nie miałam za duzo do czynienia więc na razie tylko szukam i rozpytuję.
Walkirio@ Tak czytam o Twoich przymiarkach do śrutówki. Nie wiem ile masz wzrostu ale znam dwie diany, które spasowały sobie dwórurkę w kalibrze 20. Jednej udało się kupić od jakiegoś starszego leśniczego w ogóle prawie nie strzelaną Simsonkę w kal. 20/70 z przed wielu, wielu lat i tylko troszeczkę dała skrócić kolbę bo jest panienka nie wysoka. Druga natomiast kupiła na portalu komputerowym właśnie IŻa bocka w kalibrze 20/76 w wersji sportowej z jednym spustem. Jest super zdowolona. Mówiła mi ostatnio, że rozważa wymianę osady na ładniejszą. Chce nawet dorobić sobie taką drewnianą walizeczkę do wożenia tego bocka w swoim Opelku Corsa. Tak, że może pomyśl o takim mniejszym kalibrze.
mam 164cm ale budowę raczej drobną. a Simsonkę zdobyc to tez nie łatwa sztuka, słyszałam że to są bardzo dobre strzelby, mimo że juz wiekowe przecież. Na razie tylko rozważam i gromadzę środki a do kupienia jeszcze daleko, ale bardzo dziękuję za poradę.Mnie by się dryl Krieghoff marzył.. taki jak widziałam u znajomego na zamówienie zrobiony..moze kiedys, kto wie :)
ja mam dubeltówke toz 12/70 i jest w dobrym stanie luzów prawie niema żadnych i myśle ją sprzedać jak by ktoś chciał kupic to ja chętnie niedrogo ją sprzzedam a jeszcze ma na sobie kolimator...myśle że ten stan razem z kolimatorem za 900 zł jak sprzedam to bedzie przyzwoita cena jesli ktoś potrzebuje to mozemy sie dogadac;)
Rozumię Walkiria@. Widzę, że w pewnym sensie masz dobrze bo powinna dla Ciebie pasować t.z. standardowa osada. Może jedynie trzeba będzie minimalnie skrócić. To dobra wiadomość dla Ciebie. Jeżeli chodzi o Krieghoffa to piękne marzenia. Dryling, a może model Neptun z dwiema mniejszymi kulkami i jednym śrutem czyli taki ekspres-dryling?. Kolejny plus jest taki, że przebywasz w kraju producenta co w jakimś sensie ułatwia poszukiwania. Ja ze swojej strony mogę tylko życzyć Ci udanych poszukiwań i dobrego kredytu na zakup.
Rozumię Walkiria@. Widzę, że w pewnym sensie masz dobrze bo powinna dla Ciebie pasować t.z. standardowa osada. Może jedynie trzeba będzie minimalnie skrócić. To dobra wiadomość dla Ciebie. Jeżeli chodzi o Krieghoffa to piękne marzenia. Dryling, a może model Neptun z dwiema mniejszymi kulkami i jednym śrutem czyli taki ekspres-dryling?. Kolejny plus jest taki, że przebywasz w kraju producenta co w jakimś sensie ułatwia poszukiwania. Ja ze swojej strony mogę tylko życzyć Ci udanych poszukiwań i dobrego kredytu na zakup.
ogólnie wiesz rzucisz w sklepie z bronią w Niemczech temat dryling i facetowi sie gęba nie zamknie przez godzinę bo to ich niemiecki popisowy model, oni się w tym przeciez specjalizują. a na prawdę jest w czym wybierac. ale nigdy więcej niczego na kredyt, nigdy w zyciu. To zaraza naszych czasów. Dlatego właśnie odkładam te "ojro"
to że w kraju producenta to nie znaczy że tanio kupisz zależy od sprzętu;) ja też własnie wróciłem z niemiec i szukałem tam lunete akurat interesowałmnie docter i po przeliczeniu to wychodziły jednakowe pieniądze i docter też jest niemiecki ale no kto nie szuka to nie znajdzie prawda;) powodzenia
Walkiria "normalni" faceci nie rozumieją że można być kobietą i mieć taką pasję a nie inną. broń amunicja? baba nie ma prawa się na tym znać..mam nadzieję że takie podejście się kiedys zmieni ale póki co trzeba byc na prawdę odpornym" JA mam 15 lat od małego chodzę z lornetką kocham przyrodę. Mieszkam w miejscu gdzie otacza mnie las niedaleko od mojego domu zrobiłam sobie coś w stylu niby zwyżki i tylko kiedy znajdę czas biorę lornętkę i wybieram się tam aby poobserwować sarny popatrzeć na poraża i watachy które też dość często mi się pokazują. W tematykę łowiectwa wciągną mnie wujek. jeżdze z nim na zbiorówki i chodzę w nagonkę jestem jedyną kobietą myśliwi przyjmują mnie bardzo serdecznie i pomagają mi wejść jeszcze bardziej w ,,tajemnice" łowiectwa a od prezesa często słyszę że za pare lat chce mnie widzieć w kole. To prawda że w każdym kole są ,, myśliwi" łamiący tylko zasady ale jest też wiele pasjonatów którzy trzymają się wszelkich zasad etyki i jak trzeba potrafią odłożyć broń. A propo gwary to (umniem ją całą i się nią posługuje )
Walkiria "normalni" faceci nie rozumieją że można być kobietą i mieć taką pasję a nie inną. broń amunicja? baba nie ma prawa się na tym znać..mam nadzieję że takie podejście się kiedys zmieni ale póki co trzeba byc na prawdę odpornym" JA mam 15 lat od małego chodzę z lornetką kocham przyrodę. Mieszkam w miejscu gdzie otacza mnie las niedaleko od mojego domu zrobiłam sobie coś niby w stylu niby zwyżki i tylko kiedy znajdę czas biorę lornętkę i wybieram się tam aby poobserwować sarny i watachy które też dość często mi się pokazują. W tematykę łowiectwa wciągną mnie wujek. jeżdze z nim na zbiorówki i chodzę w nagonkę jestem jedyną kobietą myśliwi przyjmują mnie bardzo serdecznie i pomagają mi wejść jeszcze bardziej w ,,tajemnice" łowiectwa a od prezesa często słyszę że za pare lat chce mnie widzieć w kole. To prawda że w każdym kole są ,, myśliwi" łamiący tylko zasady ale jest też wiele pasjonatów którzy trzymają się wszelkich zasad etyki i jak trzeba potrafią odłożyć broń. A propo gwary to (umniem ją całą i się nią posługuje )