Moim zasadniczym wątkiem do dyskusji, wypowiedzi i relacji byłoby pytanie do myśliwego,chcącego wziąć udział na forum tego wątku, dlaczego poluje na dziki w rozumieniu, że wyróżnia On takie polowanie ze szczególnym upodobaniem spośród innych polowań. Zatem, wychodząc na przeciw sugestii redakcji, znajdźmy się w tej dyskusji i w racjach uprawiania tego rodzaju łowiectwa. Zobaczymy, co z tego nam wyniknie - zapraszam !
Witam kolegę!Dlaczego polujemy na dziki?Jeżeli chodzi o gatunek,to jest ostatnim łownym gatunkiem czarnego zwierzęcia,możemy polować na nie cały rok,wchodzą tu również aspekty finansowe,dziki powodują największe szkody w uprawach rolnych,następny aspekt,który co prawda nie występuje na terenie całego kraju,aczkolwiek mojego regionu dotyczy, to nadmierne rozmnażanie w ostatnich latach,które trwa przez cały rok i loszki pszelatkowe prowadzą po 3-4 warchlaki,jedyny gatunek grubej zwierzyny,na który można polować nocą.To tak trochę naukowo:)a prywatnie,poluję na dziki,bo każde polowanie to jakaś przygoda szczególnie dlatego,że poluję z podchodu, aczkolwiek wolę jelenie,a szczegulnie z podchodu,gdzie byle szmer je płoszy,ale na dziki jak już wspomniałem możemy polować cały rok.Przy polowaniu na dzika jest duża dawka adrenaliny,bo zaatakować może nie tylko ranny,doświadczyłem tego w zeszłym sezonie na własnej skórze i indywidualnie i podczas podkładania psów na zbiorówkach.Darz Bór
I ja też witam serdecznie Kolegę i dziękuję za podjęcie tego wątku, tym bardziej, że z uwagi na specyficzne zajęcie Kolegi w polowaniach, może Kolega wnieść na forum "poluje", gdzie temat jest najczęściej prezentowany wiele ciekawych spostrzeżeń z uwagi na jedyną niebezpieczną specyfikę takich polowań. Wprowadzając ten ciekawy wątek dyskusji nie ukrywałem, że liczyłem trochę na profesjonalistów czynnego łowiectwa o takich upodobaniach. Nie da się ukryć, że jest to myślistwo bardzo ciekawe, trudne i niebezpieczne, i wymagające wiedzy. Nawiązując do udanego przez Kolegę podjęcia tematu mojego wątku, prosiłbym o dalsze rozwinięcie swojego postu do pouczającego opisu sposobu takiego polowania, opisu okoliczności i przebiegu zdarzeń, które kolega przywołuje. Chodzi o to wszystko, co może być ciekawe, co może uczyć i ostrzegać przed trudnymi do przewidzenia niebezpieczeństwami w takich polowaniach. czego się nie wyczyta w podręcznikach. A więc, krótki opis sytuacj - dbając o ciekawe szczegóły opisu zdarzenia, które mogą uczyć innych adeptów tej sztuki łowienia. Pozdrawiam i Darz bór !
Kolego Menrod,z chęcią opisałbym wszystkie ciekawe a zarazem
niebezpieczne spotkania z dzikami,a trochę ich było,ale opisze tylko ten
po którym zacząłem bać się dzików na poważnie.
Podkładaniem na polowaniach zajmuję się już od 17 lat,tak na poważnie z
dobrze wyszkolonymi psami i typowo komercyjnie od 6,rocznie podkładam na
30-40 zbiorówkach i tak od 3ch lat zauważyłem z kolegami
podkładaczami,że dziki zmieniają swoje zachowanie i nie chcą już tak
chętnie uciekać,tylko atakują.moje psy ratowały mnie wielokrotnie z
opresji,co kończyło się zazwyczaj szyciem,przekonałem się,że można pobić
rekord świata w sprincie mając na nogach gumowce:)Od 3ech lat nie
podkładam w kołach które nie pozwalają nosić broni w miotach.A w tym
roku 4go stycznia podkładałem w kole z którym współpracuję najdłużej,na
4ro dniowym polowaniu,polowanie szło idealnie zwierza dużo,psy pracowały
idealnie aż co było do przewidzenia trafił się miot w którym musiałem
wykorzystać całą złaje.Przez radio padło hasło ruszać,ja puściłem
psy,załadowałem dubeltówkę i ruszyłem,gończe zajęły się jeleniami,a
posokowce zaczęły głosić watahę w młodniku sosnowym(każdy podkładacz wie
dokładnie co głoszą jego psy i który pies w danym momencie
głosi),ruszyłem w ich stronę,rzuciłem petardę,dziki ruszyły,strzały na
linii,pomyślałem,że jest dobrze.Wszedłem w młodnik i nagle najstarsza
suka głosi 30m ode mnie dużego dzika,krzyknąłem i w tym momencie dzik
ruszył w moją stronę,ja nie wiele myśląc złapałem za sosnę i wybiłem się
i nagle siedziałem na dziku,dzik wywija się i odwraca w moją stronę i
do dzisiaj nie wiem w jaki sposób strzeliłem,ale udało mi się usadzić go
na zadzie,dzik skacze w moją stronę i w ostatniej chwili gończy Atos
siada na karku kabana,ja zbieram się ładuję broń i z przyłożenia dobijam
dzika,cała sytuacja trwała około minuty,ale dla Atosa skończyła się 86
szwami na brzuchu i pachwinie,pies stracił,większość użytkowości,bo rany
były tak głębokie,że nastąpiły powikłania i pies musiał przejść 2e
operacje,stracił szybkość,często kuleje.Dzik ważył 97kg oręż wyceniono
na brąz.Pies uratował mi tyłek i jest dla mnie bohaterem,grupa francuzów
dla których podkładałem pokryła wszystkie koszty leczenia,ale nie ma
ceny to co pies stracił.Moje psy mieszkają ze mną pomimo,że mieszkanie
ma 40m2 bo pies to najwierniejszy przyjaciel i okazuje to szczerze!Ja
naprawdę zacząłem bać się dzików i przestrzegam przed lekceważeniem
ich,ale proszę jednocześnie dbajcie o swoje psy,ponieważ one są gotowe
poświęcić za was swoje zdrowie i życie.Darz Bór
Dziękuje Ci Kol. Łukaszu za podzielenie się tym wspomnieniem tragicznego incydentu, bo tylko taki opis przekonywuje i poucza adepta tej sztuki na co jesteśmy narażeni i w jakich okolicznościach może takie zagrożenie nastąpić i po to, żeby nikt nie pisał, że dzik to po prostu świnia domowa... A co do istoty roli podkładacza, to jest on zawsze narażony najbardziej na ogromne niebezpieczeństwo gdyż pies, będąc w opresji w starciu z dzikiem zawsze ratuje się ucieczką do swego pana. Zaś dzik mając ich dwóch, zawsze atakuje człowieka ! Dzik jest zwierzyną, która w swej sylwetce, postaci i sposobie bycia - zachował surowość i dzikość zwierzęcia pierwotnego i tylko podobieństwo łączy go ze świnią domową. Stare odyńce, lochy i samury są godnymi przeciwnikami myśliwego polującego indywidualnie na nie, i to one potrafią odwrócić kto na kogo może też zapolować, ale o tym mam nadzieję, napiszemy kiedy indziej i przy innej okazji. Ja, mając psa tropowca i dzikarza, zapraszany na polowania, często wcielałem się w rolę podkładacza, więc robiłem to samo co kolega lecz w nie co węższym zakresie. Kiedy mój pies powalił rażonego kulą dzika przy wysokiej sośnie, trzymając go szczękami za tylny bieg - dzik, próbując się mu wyrwać, zamachnął się łbem uderzając w pień sosny, to z wysokiej sosny posypały się szyszki. jakaż moc, siła i wielka żywotność tego zwierza. Polując indywidualnie na nie, nigdy nie odważyłem się strzelić do dużego pojedynka żerującego na gołym polu, jeśli nie miałem osłony i zabezpieczenia po oddaniu strzału, na wypadek zranienia go. Zatem kol. Łukaszu, zachęcam i namawiam, by Kolega otworzył podwoje swej pamięci i dzielił się z nami swoją bogatą wiedzą i doświadczeniem, bo to jest właśnie jądro pierwotnego myślistwa, które uprawiamy, albo chcemy takie uprawiać - DB.
Widzę że kol.nemrod wie na czym dokładnie polega praca podkładacza i jakie niebezpieczeństwa wiążą się z podkładaniem psów.Ja mam ogromne szczęście do psów,wszystkie cztery pięknie chodzą po farbie,posokowce są dobrymi dzikarzami,najstarsza suka wspaniale aportuje pióro z wody i wystawia bażanty niczym wyżeł,a gończe,tych nie trzeba chwalić,oczywiście wszystko to kosztuje mnie mnóstwo czasu na szkolenia i tony kabanosów na nagrody,o relanium dla siebie nie wspomnę.ale coś za coś.Ale miałem przypadek,gdy dzik zaatakował mnie bez żadnego powodu,na polowaniu indywidualnym bez psów,co więcej bez zamiaru polowania na dziki,tylko na jelenie.A było to ponad rok temu 12 listopada 2010,w południe wybrałem się na polowanie na jelenie,wybrałem wolny rewir,zostawiłem samochód przy małej łące i poszedłem za jeleniami,do wieczora jeleni nie znalazłem,wiec pomału wracam starą drogą wzdłuż świerków i nagle spod świerka podnosi się duży odyniec,tak na 40m ode mnie,pomyślałem,że nie daleko jest wataha huczkowa i idę dalej,po paru krokach dzik fukną i ruszył w moją stronę z impetem,ja wiele nie myśląc zdejmuję sztucer z ramienia,repetuję i strzelam do niego,dzik się potyka,ale dalej pędzi w moja stronę repetuję i drugi strzał oddaję już z biodra,trafiam w sam gwizd,prawie z przyłożenia i powalam kabana,serce mam w gardle,z nerwów aż musiałem usiąść.Co się okazało,pierwszy strzał był idealny w serce a dzik ostatnim tchnieniem był jeszcze w stanie urwać mi nogę,gdybym się zawahał dzik ważył 83kg a szable mierzą 18,4cm i wystarczyły by mu na przetrzepanie mi tyłka,kolega ktury polował rewir obok pomagał mi go wyciągnąć i zapakować i mówił mi,że widział tego dzika dwa dni wcześniej jak biegł przez łąkę do łań które tam się pasły,spłoszył je i pobiegł za nimi co również wydało mu się nienormalne.Ale to dowodzi jaki dzik potrafi być twardy,po śmiertelnym trafieniu nadal kontynuował szarżę.w kole śmiali się ze mnie,że ten dzik zaszarżował bez przyczyny,ponieważ go zignorowałem nie chcąc do niego strzelać bo byłem na jeleniach.Tak więc koledzy ku przestrodze nie ignorujcie żadnego dzika,nie musicie od razu do niego strzelać,ale bądźcie zawsze przygotowani na najgorsze,ja od tamtej pory repetuję karabin odchodząc od samochodu,a rozładowuję po powrocie do samochodu.DB
kol.ŁUKASZU, napisałem Ci post na Twoją odpowiedź i to dość obszerny w odniesieniu do twojego opowiadania o atakującym cię dziku, ale strona tego forum wyświetliła mi, że nie jestem zalogowany i nastąpił zanik mojego postu. Prosiłem cię o twój e-mail dla bezpośredniego kontaktu na temat tego o czym piszemy na tych stronach forum. Nie wiem, czyj to błąd, bo będąc zalogowany na tym forum, nie loguje się za każdym razem, gdy wysyłam posty. A to już drugi przypadek takiego zdarzenia, zatem czekam na Twoją informację i Twój email
Oto mój mail [email protected] , mnie często wylogowuje z powodu zmiennego IP mojego komputera i konfliktu z innym IP,dlatego przed wysłaniem kopiuję post i jak mnie wyloguje,to od nowa wklejam i wysyłam.DB
Panowie Koledzy Skalniak i Nemrod73, bardzo Wam dziękuję za niezmiernie ciekawe relacje ze spotkań z czarnym zwierzem. I zachęcam do kolejnych wspomnień. Mnie jako stażystce, i z pewnością nie tylko mnie, bardzo pouczających, ku przestrodze i pouczeniu młodych stażem myśliwych i adeptów tej pieknej sztuki.Niech Wam Bór darzy, Walkiria
Koleżanko Walkirio ja kiedyś uważałem,jak z resztą duża część myśliwych,że zastrzelenie dzika to pestka,a ten nic mi nie zrobi bo przecież ja mam karabin i umiem strzelać,ale gdy jako początkujący myśliwy poszedłem za dzikiem,strzeliłem,a ten draśnięty poszedł na strzał i przewiózł mnie na grzbiecie kilka metrów i do dzisiaj go nie ma,to zmieniłem zdanie i na temat dzików i mojego strzelania,spędziłem mnóstwo czasu na strzelnicy ćwicząc na dziku w przebiegu,doszedłem do takiej wprawy,że traiałem śmiertelnie dwa razy na jednym przebiegu,ale to była strzelnica,oczywiście dużo to pomogło,ale cała weryfikacja moich umiejętności nastąpiła w łowisku i oczywiście w krótkim czasie znalazłem godnego przeciwnika,wycinka zwanego w kole pogromcą ogródków,ponieważ w nocy żerował na ogródkach działkowych.Zacząłem go tropić i znalazłem,a dokładniej mówiąc wszedłem na niego,on się zerwał z barłogu i staną na wprost mnie,w odległości kilkunastu metrów,ja nie wiele myśląc strzeliłem idealnie w mostek,ale dzik zamiast paść w ogniu ruszył na mnie,ja z przerażenia i zarazem zdziwienia stałem jak kołek i kolano boli mnie do dzisiaj,a dzik oczywiście przewrócił się tuż za mną,ale każda zmiana pogody przypomina mi o nim.Przestrzegam wszystkich przed strzelaniem z bliskiej odległości,bo dzik to nie tarcza i nie zawsze pada w ogniu i nie strzela się z takiego bliska do dzika,a szczególnie dużego i co najważniejsze,to nie przeceniajcie swoich możliwości bo to boli.DB
Kolego Łukaszu w odpowiedzi na twój post z 4 maja br, który nie doszedł do Ciebie, oznajmiam Ci, zadziwiłeś mnie stwierdzeniem, że może być takie koło i tacy myśliwi w nim, które zakazuje podkładaczom posiadania broni w pędzonym miocie na dziki. To prymityw myślenia i wiedzy merytorycznej w tym zakresie. Co do dalekiego ujścia dzika po strzale, to tak z nimi bywa o czym piszemy. Odyniec, strzelony przeze mnie na komorę w słoneczny październikowy przedwieczorny dzień w zasiadce na lisa na skraju przyleśnej łąki, zaznaczył trafienie świecą na dwa metry w górę, wylądował i biegł jeszcze bez zachwiania 200 metrów po czym zrolował martwy. Dostał trafienie w serce. Kula przeorała jego bok, rozrywając je. Gdybym nie obserwował tego zdarzenia od początku jego reakcji do końca, uznał bym to trafienie za jakąś obcierkę i nie szukałbym. Wniosek taki, że zawsze szukajmy postrzałka z całą starannością i przekonaniem, że został trafiony! Kol. Łukaszu, myśliwy stu procentowy, to myśliwy z psem lub myślistwo z psami. Odnoszę się do tego w taki sposób, bo wiem, że swoje myślistwo wiążesz i utożsamiasz go z udziałem w nim psa. I słusznie. W polowaniu na dziki dobry pies jest bezcennym skarbem. Niezbędnym do odnajdywania i tropienia m/in. postrzałków, które dzięki ich ogromnej żywotności, nie raz po śmiertelnym trafieniu uchodzą daleko. Tropiciel wraz z psem, tropiąc takiego po strzale, bierze na siebie groźbę niebezpieczeństwa i niespodziewanego ataku na siebie, pies stanowi osłonę dla myśliwego. Żebyś nie myślał, że ta domena polowania z psami jest Twoją uwielbianą, to opowiem Ci na tym forum, jak bliski związek mamy ze sobą w tej kwestii, bo ja też wyznaję to samo. Opowiem Ci to już na oddzielnym poście pod tytułem - Ja i mój Kajtek, więc, bacz dobrze i do zobaczenia!
dzik to szkodnik i powinno sie go odstrzeliwać nie bezpowodu strzela sie teraz dziki cały rok... jest ich na tyle ze trzeba je strzelacKol.Wojtas17 Ja z kolegą nemrodem na tym forum opisujemy niebezpieczne sytuacje podczas polowania na dziki,ku przestrodze dla młodych i nowo wstępujących myśliwych,prubujemy ich czegoś nauczyć,nie możemy powiedzieć,że dzik to szkodnik i trzeba je odstrzeliwać bo strzela się na strzelnicy,a my polujemy i nikt jeszcze oficjalnie nie nazwał dzika szkodnikiem,a ich zagęszczenie nie jest takie samo we wszystkich regionach kraju i niektórzy muszą się natrudzić,żeby go upolować,a kalendarz polowań każdy zna.Szkodnikiem jest szczur i się go tępi,a zwierzynie łownej na którą polujemy należy się szacunek nie zależnie od ilości sztuk i zagęszczenia danego gatunku i takie przesłanie mają nasze posty,a nie strzelanie do dzików jak do tarczy na strzelnicy.DB
ok kolego zgadzam sie z tobą należy sie szacunek ja nie mówie ze nie ale niemów mi że dzik to nie szkodnik jak byś polował w takim kole co rocznie szkód za dziki płaci sie ok 150 tyś zł może i nawt wiecej to bys nie był dalej tego zdania owszem ja mam szacunek do loch i odyńców bo je żadko sie spotyka locha to inna sprawa to jest matka prowadząca nawet zima staram sie loch nie strzelać ale takie warchlaki czy przelatki to strzelamy bo naprawde wyżadzaja nam taka szkode że jak tak dalej bedzie to dziki nas zjedzą "Zywcem" ja wiem ze łatwo sie mówi jak nie płaci sie dużych szkód ale zrozum tych co płaca i musza ta zwierzyne czarna upożadkować chociaż w pewnym stopniu darz bór
Kolego Łukaszu w odpowiedzi na twój post z 4 maja br, który nie doszedł do Ciebie, oznajmiam Ci, zadziwiłeś mnie stwierdzeniem, że może być takie koło i tacy myśliwi w nim, które zakazuje podkładaczom posiadania broni w pędzonym miocie na dziki. To prymityw myślenia i wiedzy merytorycznej w tym zakresie. Co do dalekiego ujścia dzika po strzale, to tak z nimi bywa o czym piszemy. Odyniec, strzelony przeze mnie na komorę w słoneczny październikowy przedwieczorny dzień w zasiadce na lisa na skraju przyleśnej łąki, zaznaczył trafienie świecą na dwa metry w górę, wylądował i biegł jeszcze bez zachwiania 200 metrów po czym zrolował martwy. Dostał trafienie w serce. Kula przeorała jego bok, rozrywając je. Gdybym nie obserwował tego zdarzenia od początku jego reakcji do końca, uznał bym to trafienie za jakąś obcierkę i nie szukałbym. Wniosek taki, że zawsze szukajmy postrzałka z całą starannością i przekonaniem, że został trafiony! Kol. Łukaszu, myśliwy stu procentowy, to myśliwy z psem lub myślistwo z psami. Odnoszę się do tego w taki sposób, bo wiem, że swoje myślistwo wiążesz i utożsamiasz go z udziałem w nim psa. I słusznie. W polowaniu na dziki dobry pies jest bezcennym skarbem. Niezbędnym do odnajdywania i tropienia m/in. postrzałków, które dzięki ich ogromnej żywotności, nie raz po śmiertelnym trafieniu uchodzą daleko. Tropiciel wraz z psem, tropiąc takiego po strzale, bierze na siebie groźbę niebezpieczeństwa i niespodziewanego ataku na siebie, pies stanowi osłonę dla myśliwego. Żebyś nie myślał, że ta domena polowania z psami jest Twoją uwielbianą, to opowiem Ci na tym forum, jak bliski związek mamy ze sobą w tej kwestii, bo ja też wyznaję to samo. Opowiem Ci to już na oddzielnym poście pod tytułem - Ja i mój Kajtek, więc, bacz dobrze i do zobaczenia!Tak kolego są takie koła,aczkolwiek zdarzyło się w jednym kole,że po odmowie mi noszenia broni,naganiacze odmówili pędzenia i postawili prowadzącego pod murem,on z braku wyboru musiał się zgodzić i w drugim pędzeniu duży postrzałek zapędził naganiacza na drzewo i broń się przydała,a prowadzący przekonał się w końcu,że mój warunek noszenia broni w miocie nie jest dla mojego widzi misie,tylko dla obrony mnie,psów i pomocników.A jeżeli chodzi o postrzałki i nie podniesione sztuki,to nie wierzę w pudło do puki dokładnie go nie sprawdzę,bo jeżeli broń jest dobrze przestrzelona i zwierze w momencie strzału mamy w krzyżu,to pudło jest mało prawdopodobne i może nastąpić tylko z naszej winy.Dzisiaj o świcie zadzwonił do mnie kolega z prośbą o pomoc,strzelił do wycinka a ten pobiegł i go nie ma,tak to opisał,wziąłem psa i pojechałem,w miejscu gdzie dzik stał,rzeczywiście nie było kropli farby,przynajmniej mi tak się wydawało,ale pies powiedział co innego,po 300krokach dzik się znalazł w rowie melioracyjnym,strzał był dobry,wlot przez łopatkę,wylot za łopatką(kulawy sztych)serce obcięte i wątroba zahaczona i poszedł 300 kroków praktycznie nie farbując,w skupie 78kg,a bez psa kruki by go zjadły jak wiele innych,które były 100%-mi pudłami według myśliwych.Ja nie czytam żadnych opracowań i książek związanych z tresurą i dotyczących ras psów,sposobów szkolenia itp.Przytoczę powiedzenie mojego stryja,który całe życie był związany z psami(przepraszam z góry wszystkie kobiety)wolę 10 psów niż jedną kobietę,bo pies nigdy mnie nie opuści i wysłucha mnie nie komentując tego co powiem.DB
ok kolego zgadzam sie z tobą należy sie szacunek ja nie mówie ze nie ale niemów mi że dzik to nie szkodnik jak byś polował w takim kole co rocznie szkód za dziki płaci sie ok 150 tyś zł może i nawt wiecej to bys nie był dalej tego zdania owszem ja mam szacunek do loch i odyńców bo je żadko sie spotyka locha to inna sprawa to jest matka prowadząca nawet zima staram sie loch nie strzelać ale takie warchlaki czy przelatki to strzelamy bo naprawde wyżadzaja nam taka szkode że jak tak dalej bedzie to dziki nas zjedzą "Zywcem" ja wiem ze łatwo sie mówi jak nie płaci sie dużych szkód ale zrozum tych co płaca i musza ta zwierzyne czarna upożadkować chociaż w pewnym stopniu darz bórDrogi kolego w moim obwodzie jest 3 rolników,którzy mają po 600-700ha obsianych pszenicą i owsem,do tego kilkunastu małych którzy maja po 10-20ha,mamy 5000ha łąk prywatnych,strzelamy ponad 350 dzików w sezonie,płacimy szkody,możesz się domyśleć jakie,ale nie traktujemy dzika jak szkodnika.DB
ok kolego ale za kukurydze płaciliście już szkody?? przeniaca to połowa pieniędzy za szkody a kukurydze to największe cholerstwo w płaceniu szkód a moim zdaniem i tak dzik jest szkodnikiem chodżby z samej nazwy bieorąc dzik idzie w szkode rolnikowi wiec jest szkodnikiem darz bór;)
Płaciliśmy i za kukurydze,którą dziki po części zjadły i za 200ha gryki które jelenie doszczętnie spasły i zdeptały,dla twojej wiadomości tona kosztowała w tedy 2000zł trochę więcej niż kukurydza.Ale trzeba sobie zadać inne pytanie,dlaczego mamy takie szkody?czyja to wina?Odpowiedź prosta,nasza,a w szczególności rocznych planów,bo tak z ręką na sercu,to które koło robi rzetelne liczenie stanu zwierzyny w łowisku i ustali plan dzików na poziomie 150% przyrostu.plany są ustalane przy kawie,gdzie przysłowiowy Franek z Jurkiem mówią do siebie,to jak dzików 200,tak 200 wystarczy,a w rzeczywistości 300 byłoby mało i przez takie coś teraz płacimy i płaczemy.Moje koło zrobiło liczenie całoroczne dwu etapowe w zeszłym sezonie i wszyscy złapali się za głowę,a plan roczny poszedł o 100% w górę,zaczęliśmy się układać z rolnikami,założyliśmy 40ha poletek zaporowych które obsiewamy,zrobiliśmy kilka pasów zaporowych w lesie,które co 4 dni są obsiewane kukurydzą i talerzowane i pomogło,ze 140tyś odszkodowań zeszliśmy do 28tyś.tak więc jeżeli się chce,to można ograniczyć i szkody i zahamować rozrastanie się populacji dzika i nie trzeba go nazywać szkodnikiem,bo on jest nie bardzo ważnym elementem naszego środowiska.DB
jeśli są duże lasy to ok mozna robić pasy zaporowe ja nie mówie że nie ale jak sa poligony i remizki i tam własnie dziki siedzą to ciężko je ograniczyć żeby nie wchodziły w szkode niestety nasza rola jest tutaj aby pilnować tych pól i organizować własnie pilnowania aby tych szkód było mniej DB;)
Do kolegi skalniaka. Łukaszu, dzięki Ci za publiczną ripostę w obronie dzika - szkodnika, bo gdyby nie dzik, to nie byłoby po co do lasu jechać. Równie moglibyśmy w rozumieniu kolegi "Wojtasa", zaliczyć do szkodników społecznych niektórych ludzi, i co wtedy? Ale chcę o czym innym, a jakże trafnym, co do twojej uwagi o nieregularnym występowaniu dzików. Pewnej jesieni łońskiego roku, zaprosiłem kolegę myśliwego, z którym razem pracowałem, na polowanie zbiorowe na dziki. Przyjechał z kilkuosobową dobraną ekipą swoich kolegów myśliwych i zaczęliśmy polowanie. Brałem pewne mioty, dzików było sporo, ale nie mieli wprawy w strzelaniu do przesadzających w biegu przez linie z pod psów dzików. Wreszcie jeden z nich, myśliwy o 25 letnim stażu trafił i pozyskał niewielkiego dzika. Ileż było radości, bo to był jego pierwszy strzelony dzik. Posiadali obwody polno - leśne z enklawami zagajniczków, z mnóstwem kuropatw i bażantów, a dzika nie uświadczyli. Finał tego był taki, że na konto tak udanego polowania, pozyskanego dzika "przerobili" w miejscowej restauracji, która należała do jednego z nich i "święto" z pozyskanego dzika trwało przez trzy dni, jak opowiadał mi kolega. A ja wcześniej dziwiłem się, gdy opowiadali, że nie polowali na dziki, a niektórzy nie widzieli dzika w leśnej naturze. Więc Szanujmy dziki, bo są One godne takiego szacunku. Mają zmysł, który ich chroni przed człowiekiem i wykazują ludzką inteligencję w starciu z Nim, kolego Wojtas!
zgadza sie ale my akurat mamy tych dzików tyle w łowisku że musimy zwiększac plany na nie bo inaczej nie wypłacimy sie ze szkód i koło sie rozpadnie bo jaki bedzie sens je utrzymywać tylko dla straty?chyba nie ja wiem że jest ci łatwo mówić bo byc może nie macie tyle dzików co ja mam w swoim łowisku i nie wyżądzają az tyle szkody co nam my nie możemy byc az tacy wyrozumiali jak ty musimy sie z nimi do pewnego stopnia uporac. DB
Dla tego ja zadaję proste pytanie,gdzie byliście 2-3 i więcej lat temu z planem dzików,bo z roku na rok nie mieliście przyrostu 300%,jesteście sobie sami winni przez prowadzoną gospodarkę łowiecką i brak liczenia populacji,ponieważ liczenie jest jednym z najważniejszych czynników dobrego prowadzenia gospodarki łowieckiej,dlaczego nie dogadujecie się z rolnikami,co do sposobu zasiewów,aby skutecznie przeciwdziałać szkodom,moje koło było kilku krotnie opisywane na łamach czasopism łowieckich jako wzór przeciwdziałania szkodom.Są sposoby szybkiego przenoszenia całych watach,ale jak to zrobić to sami musicie do tego dojść.DB
Szanowni koledzy, od hasłowego "dzika - szkodnika", etymologicznie nazwanego przez Wojtasa od wyrządzania przez niego dotkliwych szkód łowieckich kołom w uprawach rolniczych, doszliśmy do ciekawych tematów dotyczących sedna gospodarki łowieckiej, którą powinny w obrębie dzierżawionych obwodów prowadzić koła. Kol. Skalniak i Wojtas w swych argumentach przywołują rożne sposoby i okoliczności wpływające na sposób prowadzenia takiej gospodarki przez koła, które dla samoobrony i przetrwania muszą podejmować radykalne przedsięwzięcia i rozwiązania. Gospodarka łowiecka, która obejmuje zakres w rozumieniu całości działań koła, począwszy od zagospodarowania i przystosowania obwodu, łowiska do pozyskania zwierzyny jest uzależniona od bardzo wielu czynników wewnętrznych, dotyczących organizacji i przystosowania koła do funkcjonowania w określonych warunkach zewnętrznych, wynikających z ukształtowania terenu (obszary leśne, polne itp) i kultury upraw rolniczych, wpływających na stopień szkód łowieckich. Sądzę, że taka dyskusja na te interesujące tematy, które w sposób ciekawie zaprezentował kol. Skalniak i adwersował mu okolicznościami i strukturą ukształtowania łowiska kol. Wojtas, wskazują na kierunki i sposoby działania kół łowieckich w obszarach ich planowej gospodarki łowieckiej. Aczkolwiek diabeł tej gosparki tkwi w szczegółach, przekładających się na różnorodność sposobów stosowanych przez dzierżawców tych obwodów ! Zatem, prezentujcie pozytywne rozwiązania z własnego podwórka, jak to zainicjował kol Skalniak. A wszystkim, Darz Bór.
Kolego Wojtas@ szkodnikiem jest mysz, która zakradając się do ludzkich siedzib, wchodząc do domowych spichrzy niszczy nasze zapasy, kala zboże i obgryza ziemniaki, czyni wiele innych szkód w tym, co człowiek zebrał i przechowuje we własnym domostwie. Natomiast dzik jako inteligentne bardzo zwierzę, z pewnością człowieka stawia w kategoriach szkodnika. Bo dzik jest u siebie, we własnym domu. On tu był, gdy ludzie mieszkali jeszcze w szałasach i lepiankach. Populacja dzika rozrosła się niestety do poziomu w którym zaspokajanie potrzeb odbywa się za szkodą człowieka, który upatrzył sobie żyzną ziemię pod lasem na miejsce upraw. Nie można za to winić dzika. Może powinniśmy pójść śladem zachodnich kolegów po strzelbie, którzy uznają dokarmianie dzikiej zwierzyny za sprzeczne z naturą...a więc dla nich rachunek jest prosty: większe szkody=większe pozyskanie. Pogodzić interes rolnika z interesem leśnika i myśliwego, to chyba kwestia dialogu. W Niemczech na przykład rolnik inwestuje w pastuchy elektryczne (koło oddaje pieniądze wg faktury), wielołanowe uprawy są grodzone pasami co jest korzyścią i dla rolnika i dla myśliwego. Pewne koło stosowało z powodzeniem odstraszacze w postaci worków z ludzkimi niemytymi włosami..Przykładów jest wiele ale nic nigdy nie sprawi że dzik zrezygnuje ze swojego kukurydzianego posiłku. Ale to tylko jeden z pobocznych powodów dlaczego polujemy na dziki. Pozdrawiam DB!
Kolego Wojtas@ szkodnikiem jest mysz, która zakradając się do ludzkich siedzib, wchodząc do domowych spichrzy niszczy nasze zapasy, kala zboże i obgryza ziemniaki, czyni wiele innych szkód w tym, co człowiek zebrał i przechowuje we własnym domostwie. Natomiast dzik jako inteligentne bardzo zwierzę, z pewnością człowieka stawia w kategoriach szkodnika. Bo dzik jest u siebie, we własnym domu. On tu był, gdy ludzie mieszkali jeszcze w szałasach i lepiankach. Populacja dzika rozrosła się niestety do poziomu w którym zaspokajanie potrzeb odbywa się za szkodą człowieka, który upatrzył sobie żyzną ziemię pod lasem na miejsce upraw. Nie można za to winić dzika. Może powinniśmy pójść śladem zachodnich kolegów po strzelbie, którzy uznają dokarmianie dzikiej zwierzyny za sprzeczne z naturą...a więc dla nich rachunek jest prosty: większe szkody=większe pozyskanie. Pogodzić interes rolnika z interesem leśnika i myśliwego, to chyba kwestia dialogu. W Niemczech na przykład rolnik inwestuje w pastuchy elektryczne (koło oddaje pieniądze wg faktury), wielołanowe uprawy są grodzone pasami co jest korzyścią i dla rolnika i dla myśliwego. Pewne koło stosowało z powodzeniem odstraszacze w postaci worków z ludzkimi niemytymi włosami..Przykładów jest wiele ale nic nigdy nie sprawi że dzik zrezygnuje ze swojego kukurydzianego posiłku. Ale to tylko jeden z pobocznych powodów dlaczego polujemy na dziki. Pozdrawiam DB! Koleżanko Walkirio dziękuję za wsparcie!!Zapytam koleżankę jako przyszłą Dianę,czy ma koleżanka już koło?Mój mail jest w jednym z postów na tym forum.DB
Witam Cię Koleżanko Walkirio, bo jakiś czas milczałaś i dziękuję za podzielenie się swoimi uwagami do tego o czym piszemy, albo bardziej "postujemy", a szczególnie za przybliżenie łowiectwa Niemieckiego. Prosimy o więcej takich ciekawostek! Określenie Kolegi Wojtasa o dziku - szkodniku nie miało, aż takiego wymiaru, jak któremu poświęciliśmy naszą dyskusję z Kolegą Skalniakiem o znaczeniu dzika w środowisku i myślistwie. Dzik, jak mysz czyni szkody w uprawach, ale też spełnia bardzo ważną rolę w środowisku, w którym żyje, to znaczy w lesie, o czym często zapominamy. Pozdrawiam i Darz bór!
hehe jak mało jeszcze wiedza starzyści ja wiem jak poluja w Niemczech bo pracowałem tam i miałem okazje zapolować wśród niemieckich myśliwych wiem na jakiej zasadzie oni polują nie musi mi koleżanka tłumaczyćjak sama koleżanka zacznie poowac to i zacznie składni podnoszace sie z roku na rok podwyższające za szkode to zobaczy koleżanka jak to fajnie jest z dzikamimy tez stosujemy pastuchy i owszem ogranicza to szkode ale nie w takim stopniu żeby tej szkody nie było my mamy tysiace hektarów kukurydzy i nawet po ogrodzeniu jej to i tak dzik znajdzie taką szpare że sie w nią wciśnie a pastuch działa na zasadzie pulsacyjnego wysyłania sygnałów prądowych a zanim prąd przeskoczy do okoła pola np200 hektarowego to ten dzik nawe nie poczuje tego kopnięcia my juz stosujemy to to wiemy a i tak próbujemy robic cos wiecej ale tych dzików cały czas przybywa i niewiadomo z kąd... darz bór
Kolego Wojtas17@ ale ja nie napisałam słowa o tym jak Niemcy polują. Niczego nikomu nie "tłumaczę", jakże bym śmiała tutaj wśród doświadczonych mysliwych. Napisałam tylko co zauważyłam u sąsiadów zza Odry, nic więcej. Owszem byłam na takim polowaniu ale jako gość więc nie wypowiadam się na ten temat. Kolego Wojtas17@ składki u nich są wysokie, ale i Niemców na to stać. My dojdziemy do ich poziomu rozwoju gospodarczego za 20 lat, niestety i nie ma się co czarować. Poza tym, musisz się ze mną zgodzić że należy szukać kompromisu. Pewnie że nie ma takiej metody, żeby staty całkowicie wykluczyć. Niesprawiedliwe jednak byłoby ograniczać rolę dzika tylko do szkód, które czyni. Częściowo człowiek sam jest sobie winien, że populacja dzika aż tak się rozrosła. Dokarmianie zimą to powinien być temat do dyskusji. Buchtujący w lesie dzik, mieszający swoim gwizdem wszystkie warstwy ściółki, wyjadajacy pędraki, pozywiający się też padliną jest błogosławieństwem dla leśnika. Tak na marginesie dodam że dzik występuje we wszystkich mitologiach na terenach, na których występował a więc również w Północnej Afryce, Indiach czy Mezopotamii. Bohaterowie nordyccy pożywając mięso pieczonego dzika Andhimnira w Walhalli nabywali niezwykłej mocy. Istnieje też legenda że to locha dzika wykarmiła założycieli Rzymu, potem pod wpływem środowisk zydowskich zastąpiono ją wilczycą. A wracając do rzeczywistości, są koła w których kwoty wypłacanych odszkodowań zostały bardzo korzystnie umniejszone przez prowadzenie umiejętnej gospodarki łowieckiej, i to nie żaden mój wymysł, o tym również kolega Skalniak@ napisał. Pozdrawiam DB!
i żeby bylo jasne, tak, my stażyści wiemy mało, czasem tyle co nic i nie mamy nic przeciwko gdy nam ktoś zwróci uwagę. Ale niczego się nie nauczymy jeśli nie będziemy dyskutować z innymi mądrzejszymi i doświadczonymi mysliwymi..temu służy również to forum. Pozdrawiam raz jeszcze
Koleżanko Walkirio,nie złość się,złość urodzie szkodzi:)Kolega Wojtas czasem nie doczyta,lub nie zrozumie o co chodzi i komentuje z g.....m uśmiechem,zamiast zadać odpowiednie pytanie,lub odpowiednio podzielić się swoim doświadczeniem.Kolego Wojtas,ja nie dziwię się,że na 200 hektarowej uprawie dziki przechodzą przez pastuch elektryczny,Jest takie coś jak instrukcja obsługi,która mówi,przy jakiej długości ogrodzenia pastuch działa skutecznie,a impuls to nie biegacz,w momencie wysłania jest już na końcu,z tym że jego siła zależy od długości ogrodzenia.Na 200ha kukurydzy jest potrzebne około 5 urządzeń,do tego potrzeba sprawdzać 2 razy dziennie,czy trawa nie dotyka ogrodzenia,lub czy dziki przez próbę przedarcia się nie uszkodziły go.Sam pastuch i tak nie załatwi sprawy,ponieważ dziki są uparte,ale częściowo pomoże zmniejszyć szkody.Zmniejszyć,ponieważ nikt jeszcze nie mówił o całkowitym pozbyciu się szkód,one były są i będą,ale można je ograniczyć,tylko aby je ograniczyć nie wystarczy tylko narzekać i krytykować rozwiązania stosowane przez innych,czasem należy zadać dobrze sformułowane pytanie.DB
ja sie z tobą zgadzam kolezanko;) ale powiem tak. jak wstępowalem do koła był inny zarząd i łowczy zamiast zajmować sie szkodami i liczeniem populacji dzika o zajmował sie czym innym nikt niewie dokładnie czym ale to szczegół on uważał ze robi dobrą robote no ok ale nie było widać efektów wiec zmieniliśmy zarząd i teraz mamy łowczego naprawde godnego tej posady szacuje szkody organizuje prace zajmuje sie liczeniem populacji co chwile wnioskuje o większy odstrzał dzika ze wzgleów szkód wiem jedno teraz troche jest za pózno na takie liczenie ja sie z wami zgadzam tylko ten łowczy za pózno nim zostal a u nas to nie jest tak naprawe że my siedzimy i płaczemy tylko . Naprawde ile kto może jest w terenie i pracuje to grodzimy pastuchem ,budujemy kabriolety przewozimy je zbieramy rzołedzie jak sa w lesie robimy pasy zaporowe ale to nie daje takich skótków jakich byśmy oczekiwali ale nie poddajemy sie i dalej walczymy ja od 3 tygodni nie spie w nocy tylko poluje i pilnuje kukurydzy naszczęscie jestem teraz bez pracy wiec mam czas na tto ale dziki przychodza do nas od innych sąsiadów co chwile i osiadają sie u nas bommaja co jeść my mamy dardzo dużo dęba i dlatego tak sie dzieje mokradła gdzie dziki lubią przebywać ale wina jest tak samo rolników bo co roku obsiewaja wiecej kukurydzy a sa to tacy ludzie że nie idzie sie z nimi dogadac trudno jeśli nie w ten sposób to w inny musiemy odstrzeliwać dziki nic nam nie pozostaje innego pozdrawiam i przepraszam koleżanko walkiro jeśli cie uraziłem zle sie wypowiedziałem darz bor
wiem kolego skalniak ile użadzeń potrzebachyba nie pomyslaleś że zakładamy tylko jedno użodzenie wysyłające promień;) mamy jako takie doświadczenie w używaniu pastucha trawe też obkaszamy są wyznaczone osoby do tych prac w wyznaczonych sektorach ale ja wiem że dzik o wadze 40 kg moze i wystraszy sie tergo kopnięcia ale locha albo stary odyn i tak znajdzie takie miejsce ze sie wcisnie a za nim pójdzie cała watacha owszem czesciowo ogranicza to szkode ale pastuch to i tak nie jest do końca rozwiązanie poprosu gospodarka była zle prowadzona jak do tej pory i dlatego tak sie dzieje niema co sie oszukiwac my teraz mżemy myslec co tu jeszcze zrobic darz bór
Kolego Wojtas,że rolnik umie zajść za skórę,a kukurydza stała się teraz uprawą,która z powodu zwiększonej produkcji biomasy stała się bardzo popularna wśród rolników widać w wielu kołach.Kilka sezonów temu mieliśmy problem z rolnikiem,z którym nie dało się w żaden sposób dogadać i do tego był namawiany przez jednego z myśliwych do siania upraw typowo pod szkody.Jak to mówią z koniem nie należy się kopać,a więc poszliśmy z nim na układ.Przy jednym z szacowań u niego,zaczęliśmy podpytywać go,czy może on ma na szkody jakiś pomysł,bo nam pomysły się już kończą,postawiliśmy mu sprawę jasno,że jeżeli my zbankrutujemy i odejdziemy,to zwierzyna go zje i nikt za to nie zapłaci.On pomyślał,popatrzył w niebo i zaproponował,że jeżeli zapłacimy za zasiew,to obsieje swoje uprawy pasami upraw bardziej atrakcyjnych roślin dla zwierzyny niż jego,po między jego uprawą a tą dla nas zostawi pas do polowań,w następnym sezonie zrobiliśmy tak jak zaproponował,a w między czasie jeden z pracowników rolnika wydał myśliwego i szybko pozbyliśmy się go.Forma ochrony jaką zaproponował rolnik,poniekąd przyniosła jakiś efekt,ponieważ łączna suma jaką zapłaciliśmy rolnikowi spadła w stosunku do odszkodowania z poprzedniego sezonu o 35% i zostało nam prawie 3tony zboża z pasów jaki nam obsiał. Wspomniał kolega o liczeniu,są metody inwentaryzacji letniej,oczywiście ich wynik nie jest aż tak wiarygodny jak inwentaryzacji całorocznej,ale jakiś wynik jest i można na jego podstawie podnieść plan,w tym sezonie dużo to nie da,ale w przyszły może przynieść chociaż w części pożądany efekt,zyskacie w ten sposób sezon na zrobienie dokładnej inwentaryzacji całorocznej,dziki w waszym obwodzie mogą nie występować tak licznie w okresie całego sezonu,dla tego inwentaryzacja musi być dokładna i podzielona na okresy.DB
W kwestii kukurydzy trudno porownac Polske i Niemy. Powierzchnia upraw tej roslinyjest w Niemczech ok. trzykrotnie wieksza, Uzyskiwana wydajnosc z ha - szczegolniew odniesieniu do kukurydzy nasiennej jest regionalnie do 30 - 40 % wyzsza.Zeby pozostac przy temacie - czyli dziku. Rowniez w tym punkcie sa istotneroznice. W odniesieniu do niektorych regionow w Niemczech tytul tego brzmiecwinien raczej "Dlaczego musze polowac na dziki ?.W Niemczech poluje sie sie na dziki juz od kilkudziesieciu lat bez planow pozyskania -ilosc ostrzalow nie jest limitowana. Naturalnie takimi duperelami jak "inwentaryzacja" w odniecieniu do dzika nikt sie nie przejmuje i nie zajmuje.Zalecana i w duzym stopniu przestrzegana jest struktura odstrzalow - gro winnoprzypadac na osobniki mlode - warchlaki i przelatki. Z rozna konsekwencja stosujesie zasade oszczedzania loch - szczegolnie loch prowadzacych o raz odyncoww srednim wieku. Duzy - trofeowy odyniec - cieszy niemieckiego mysliwego tak samojak tutejszego ale przyczynia sie tez do problemow. Strzelony w czasie huczkistanowi kupe smierdzacego miesa nierzadko utylizowana. Handlarze takich sztuk nieprzyjmuja a mozliwosci sprzedazy tej intensywnie pachnacej dziczyzny sa doscproblematyczne.Okresy ochronne sa dosc zroznicowane w poszczegolnych landach - generalnie wolnopolowac na dziki przez caly rok z wyjatkiem sztuk prowadzacych mlode ( § 22 FederalnegoPrawa Lowieckiego ) - czyli loche bez warchlakow mozna strzelic w maju bez zadnychkonsekwencji ale np. strzelenie lochy z mlodymi w okresie laktacji - rowniez w pazdziernikualbo listopadzie jest przestepstwem (w niektorych landach wykroczeniem).W odniesieniu do kukurydzy i dzikow nalezy wspomniec o dopuszczalnosci metod polowania zabronionych w Polsce tj. letnich polowan z naganka i psami w lanach kukurydzy oraz polowaniu bezposrednio przy zbiorze ( bez wymaganego u nas min. odstepu od pracujacych maszyn, jak tez inna definicje polowania zbiorowego.Sama struktura powierzchniowa i wlasnosciowa rewirow wlasnych i dzierzawionych iregionalna specyfika rezultuja tez zroznicowanym podejsciem do polowan na dziki w poszczegolnych okolicach i jest czesciowo nieporownywalna z warunkami w Polsce.Zasady wyplacania szkod sa identyczne jak u nas w kraju lecz bazuja na innych rozwiazaniachprawnych.Szkody w bardzo duzych uprawach kukrydzy wlasciciel pola (uzytkownik) ma szansew pelni wyegzekwowac jedynie gdy ze swej strony podjal sam kroki w celu ichograniczenia ( wizurki - kultura uprawy etc.). W zwiazku z wejsciem w zycie od 2013 roku nowych zasad doplat unijnych do produkcjirolnej nakladajacej na rolnikow obowiazek "ekologicznego" zagospodarowania okreslonego% upraw objetych doplatami testuje sie warianty zwiazane z celowa fragmentacjaduzych lanow kukurydzy pasami odlogow badz zboz. (Wspomnianie tutaj wizurki).Temat rzeka......pozdr
Kolego Feldjaeger,dziękuję za częściowe przybliżenie zasad niemieckiej gospodarki łowieckiej,o niektórych przedstawionych w tekście rozwiązaniach prawnych nie wiedziałem.Ale przekładając to na naszą gospodarkę,to niestety,ale jest to w tym momencie nie realne,my mamy prawo,które jest oparte jeszcze na prawie z okresu zaborów i wszelakie zmiany w nim natrafiają zawsze na opór i sprzeciw środowisk pro-ekologicznych,a ci zawsze wszystko chcą ochraniać i wieszają na nas psy,ale my za to musimy płacić.DB
@skalniakPolskie i niemieckie rozwiazania sytemowe sa calkowicie odmienne lecz zasadniczy problemy- to jest dzik i kukurydza sa te same.Nie przesadzalbym z wplywem organizacji ekologicznych na regulacje dotyczaceregulacji prawnych dotyczacych lowiectwa. Problemy tkwia chyba gdzie indziej.
W naszym kraju,niestety ale wszelakie zmiany na lepsze w łowiectwie zawsze napotykają na fale krytyki i dezaprobaty,"żeby żyło się lepiej"ale nie nam,szarym obywatelom,tylko tym przy korycie.Środowiska eko nie są głównym powodem,ale jednym z głównych,bo biorąc pod uwagę choćby polowanie na samury w lecie,to za to by nas zjedli.DB
@skalniakZwalenie calej winy na masonow, cyklistow i ekologow - bo o Zydow dzis trudniej -jest mocnym uproszczeniem. O ile sobie dobrze przypominam to zmiany okresow polowanna dziki - dopuszczenie wiosennych polowan na dziki przed kilu laty - nie byly przedmiotemzadnej krytyki ze strony organizacji ochrony zwierzat , ochrony przyrody itp.Czy nawet jakichkolwiek komentarzy. Nie chodzi tu tez o powielenie rozwiazan z innych krajow.Wbrew pozorom regulacja znoszaca okresy ochronne w odniesieniu do okreslonej kategoriiwiekowej zwierzat - "locha" i zastapienie ich tej kategorii pojeciem "zwierze wychowujacemlode" objete caloroczna ochrona naklada na mysliwego obowiazek zwiekszonejprzezornosci - nie ma miejsca na beztroskie walenie do kazdej sztuki po 15 sierpnia,jesli kryterium "ochronnosci" jest mleko w sutkach.Generalnie mysliwi niemieccy maja te same problemy z dzikami (i chyba wieksze z"Zielonymi") - rozklady dzika utrzymuja sie na wysokim poziomie - szkody rowniez.W tym kontekscie nie mozna mowic o "lepszych" czy "gorszych" rozwiazaniach.Tytul tego temat - "Dlaczego poluje na dziki" oddaje doskonale pewien stan umyslow -nie samo pytanie ale jego postawienie.Dlaczego poluje na dziki ? - bo dzik jest zwierzyna lowna. Kropka. Jeszcze kilkanascie czy kilkadziesiat lat temu mozna bylo z pewnoscia podywagowac na temat motywow wkontekscie atrakcyjnosci takiego polowania, atrakcyjnosci samej zwierzyny, emocjizwiazanych z tym polowaniem itp.To sie do dzis nie zmienilo jednak na pierwszy plan wysuwa sie kwestia szkod wuprawach rolnych z aspektem finansowym i status tego zwierzecia -dryfujacy w swiadomosci niektorych grup w kierunku pojmowania dzika jako wyrosnietego czarnego szczura powodujacego horrendalne szkodyw rolnictwie, szkody ktorych mysliwi nie sa w stanie pokryc. Dalej nasuwajacy siew zwiazku z tym wniosek iz tradycyjne polowanie nie jest srodkiem, ktorymoze skutecznie regulowac populacje tego zwierzecia. Z wolaniem ozastapienie tradycyjnych metod polowania radykalnymi srodkami - technicznymi czytez innymi - z chemiczna sterylizacja zwierzat wolno zyjacych dopuszczalnosciamalo "etycznych" metod redukcji populacji wlacznie (To nie sa juz tylko pomysly rodem z SF).W tym kontekscie odpowiedz na pytanie z tytulu tematu winna w duzym stopniukrecic sie wokol kwestii "odpowiedzialnosci" za populacje tego zwierzaka.Utrzymania balansu w ktorym "dzikowi dobrze" i z dzikiem dobrze -przynajmniej znosnie. To czasami w naszych - mysliwskich - dywagacjach, schodzi na dalszy plan....pozdr
Witajcie! Chcę wrócić do mojego
wątku - pytania, dlaczego poluje na dziki, które było podstawą do
podjęcia i rozwinięcia dyskusji, ale w kontekście polowania na
dziki z uwagi na ich zagrożenie szkodami dla gospodarki łowieckiej
kół i przeciwdziałania temu. Napisano na ten temat dużo ciekawych
i istotnych rzeczy, które jak oceniam, są przewodnim tematem forum,
bo na ten temat najwięcej napisano. Czas na mnie, autora tego wątku,
rozsądzić tę dyskusję. A więc, pytanie w wątku mogło być
jednym z wielu innych, dlaczego poluje Na...., na wszystko !
Większość z dyskutantów podjęła ten wątek w sposób
niezrozumiały i kłania się tu zasada czytania ze zrozumieniem na
poziomie szkoły, bo uzupełnieniem tego pytania w jego rozwinięciu
dla jasności umysłu dotyczyło uprawiania takiej sztuki polowania
ze szczególnym upodobaniem oraz wyróżnieniem go spośród innych
polowań. Tym pytaniem Szukałem myśliwych nie strzelających,
napotkanych i przypadkowych dzików w kukurydzy w ramach ochrony
przed szkodami, ale z wolnego wyboru polowania na dzika jako takiego,
stanowiącego wyróżnik myśliwego spośród innej zwierzyny łownej
w kontekście, jak ktoś napisał atrakcyjności takiego polowania,
dużej emocji wrażeń i realnego zagrożenia bezpieczeństwa dla
polującego na dziki. Polowania stanowiącego, można by rzec, taką
mini cząstkę Polskiego Safari! Trochę rozczarowałem się tym, że
w tej dyskusji postawiono dzika pod pręgierzem szkodnika,
zagrażającego bytowi dla wielu kół łowieckich, pomijając jego
poważną atrakcyjność w polowaniach.
@Nemrod74Polowanie na dziki jest "atrakcyjne" z roznych powodow - przede wszystkim samozwierze majace w sobie cos archaicznego, pierwotnego, budzace respekt.Cala reszta to sfera sterotypow - "wiesci gminnej" powiedzialbym. Dzik jest zwierzeciem,ktorego zmysly sa o niebo doskonalsze niz nasze, posiada "ponadprzecietna" inteligencje.Ale to juz wszystko. Polowanie na dziki an nie jest ani specjalnie trudne, ani niebezbieczne(jesli niebezpieczne to raczej dla dzikow), ani nie wymaga szczegolnych predyspozycji.Odrobina doswiadczenia, sprzet....i niczego wiecej nie trzeba.To nie sa czasy gdzie chodzilo sie z rohatyna na dzika. Kreowanie tego polowaniajako czegos wyjatkowego jest chyba pomylka. Indywidualnie, subiektywnie -owszem. Ale obiektywnie ? Ambona, 100 metrow, luneta, sztucer - komu ty chceszsprzedac bajeczki o wyjatkowym "niebezpieczenstwie" tego polowania ?. Zerujace dziki dadza sie podejsc na rzut beretem, Widza kiepsko....Jesli komus sie faktycznie krzywda stanie to w 90 % winny byl idiotyzm poszkodowanegoa w 10 % - pech. Ktory strzelca moze spotkac rowniez przy polowaniu na zajace.
Chciałbym ci Her feldjager odpowiedzieć, ale etyka myśliwska nie pozwala mi wchodzić w dyskusję z kimś, komu wydaje się że jego wyobraźnia jest chyba ważniejsza od wiedzy łowieckiej, którą próbujesz wtykać tu i ówdzie albo udajesz nieudolnie adwokata diabła. Ale wiedz, że wszechświat nie zdaje sobie sprawy z twego istnienia, więc uspokój się i rozluźnij, nie traktuj ludzi jak ciemniaków i nie pouczaj ich.
Drogi Panie Nemrodzie 74 Nie krepuj sie Pan. Jestesmy w swoim gronie. To nie jest Wszechswiat tylko grajdolekz nim mylony. Reprezentujemy jakis tam margines postrzegany przez 99 % - towawiekszosc jako smieszna grupke smiesznych ludzi smiesznie ubranych i czasamibardzo sie nadymajacych aczkolwiek z materia zupelnie powazna majacych do czynienia.Jeslis Pan tego do tej pory nie zauwazyl.Na temat polowania na dziki kazdy moze miec swoje zdanie - i niekonieczniemusi to byc zdanie Nemroda 74 czy Feldjaegera. Tyle tylko, ze wypada zdawac sobie sprawe z konsekwencji wynikajacych z reprezentowanegostanowiska.
Moim zasadniczym wątkiem do dyskusji, wypowiedzi i relacji byłoby pytanie do myśliwego,chcącego wziąć udział na forum tego wątku, dlaczego poluje na dziki w rozumieniu, że wyróżnia On takie polowanie ze szczególnym upodobaniem spośród innych polowań. Zatem, wychodząc na przeciw sugestii redakcji, znajdźmy się w tej dyskusji i w racjach uprawiania tego rodzaju łowiectwa. Zobaczymy, co z tego nam wyniknie - zapraszam !
Witam kolegę!Dlaczego polujemy na dziki?Jeżeli chodzi o gatunek,to jest ostatnim łownym gatunkiem czarnego zwierzęcia,możemy polować na nie cały rok,wchodzą tu również aspekty finansowe,dziki powodują największe szkody w uprawach rolnych,następny aspekt,który co prawda nie występuje na terenie całego kraju,aczkolwiek mojego regionu dotyczy, to nadmierne rozmnażanie w ostatnich latach,które trwa przez cały rok i loszki pszelatkowe prowadzą po 3-4 warchlaki,jedyny gatunek grubej zwierzyny,na który można polować nocą.To tak trochę naukowo:)a prywatnie,poluję na dziki,bo każde polowanie to jakaś przygoda szczególnie dlatego,że poluję z podchodu, aczkolwiek wolę jelenie,a szczegulnie z podchodu,gdzie byle szmer je płoszy,ale na dziki jak już wspomniałem możemy polować cały rok.Przy polowaniu na dzika jest duża dawka adrenaliny,bo zaatakować może nie tylko ranny,doświadczyłem tego w zeszłym sezonie na własnej skórze i indywidualnie i podczas podkładania psów na zbiorówkach.Darz Bór
I ja też witam serdecznie Kolegę i dziękuję za podjęcie tego wątku, tym bardziej, że z uwagi na specyficzne zajęcie Kolegi w polowaniach, może Kolega wnieść na forum "poluje", gdzie temat jest najczęściej prezentowany wiele ciekawych spostrzeżeń z uwagi na jedyną niebezpieczną specyfikę takich polowań. Wprowadzając ten ciekawy wątek dyskusji nie ukrywałem, że liczyłem trochę na profesjonalistów czynnego łowiectwa o takich upodobaniach. Nie da się ukryć, że jest to myślistwo bardzo ciekawe, trudne i niebezpieczne, i wymagające wiedzy. Nawiązując do udanego przez Kolegę podjęcia tematu mojego wątku, prosiłbym o dalsze rozwinięcie swojego postu do pouczającego opisu sposobu takiego polowania, opisu okoliczności i przebiegu zdarzeń, które kolega przywołuje. Chodzi o to wszystko, co może być ciekawe, co może uczyć i ostrzegać przed trudnymi do przewidzenia niebezpieczeństwami w takich polowaniach. czego się nie wyczyta w podręcznikach. A więc, krótki opis sytuacj - dbając o ciekawe szczegóły opisu zdarzenia, które mogą uczyć innych adeptów tej sztuki łowienia. Pozdrawiam i Darz bór !
Kolego Menrod,z chęcią opisałbym wszystkie ciekawe a zarazem niebezpieczne spotkania z dzikami,a trochę ich było,ale opisze tylko ten po którym zacząłem bać się dzików na poważnie. Podkładaniem na polowaniach zajmuję się już od 17 lat,tak na poważnie z dobrze wyszkolonymi psami i typowo komercyjnie od 6,rocznie podkładam na 30-40 zbiorówkach i tak od 3ch lat zauważyłem z kolegami podkładaczami,że dziki zmieniają swoje zachowanie i nie chcą już tak chętnie uciekać,tylko atakują.moje psy ratowały mnie wielokrotnie z opresji,co kończyło się zazwyczaj szyciem,przekonałem się,że można pobić rekord świata w sprincie mając na nogach gumowce:)Od 3ech lat nie podkładam w kołach które nie pozwalają nosić broni w miotach.A w tym roku 4go stycznia podkładałem w kole z którym współpracuję najdłużej,na 4ro dniowym polowaniu,polowanie szło idealnie zwierza dużo,psy pracowały idealnie aż co było do przewidzenia trafił się miot w którym musiałem wykorzystać całą złaje.Przez radio padło hasło ruszać,ja puściłem psy,załadowałem dubeltówkę i ruszyłem,gończe zajęły się jeleniami,a posokowce zaczęły głosić watahę w młodniku sosnowym(każdy podkładacz wie dokładnie co głoszą jego psy i który pies w danym momencie głosi),ruszyłem w ich stronę,rzuciłem petardę,dziki ruszyły,strzały na linii,pomyślałem,że jest dobrze.Wszedłem w młodnik i nagle najstarsza suka głosi 30m ode mnie dużego dzika,krzyknąłem i w tym momencie dzik ruszył w moją stronę,ja nie wiele myśląc złapałem za sosnę i wybiłem się i nagle siedziałem na dziku,dzik wywija się i odwraca w moją stronę i do dzisiaj nie wiem w jaki sposób strzeliłem,ale udało mi się usadzić go na zadzie,dzik skacze w moją stronę i w ostatniej chwili gończy Atos siada na karku kabana,ja zbieram się ładuję broń i z przyłożenia dobijam dzika,cała sytuacja trwała około minuty,ale dla Atosa skończyła się 86 szwami na brzuchu i pachwinie,pies stracił,większość użytkowości,bo rany były tak głębokie,że nastąpiły powikłania i pies musiał przejść 2e operacje,stracił szybkość,często kuleje.Dzik ważył 97kg oręż wyceniono na brąz.Pies uratował mi tyłek i jest dla mnie bohaterem,grupa francuzów dla których podkładałem pokryła wszystkie koszty leczenia,ale nie ma ceny to co pies stracił.Moje psy mieszkają ze mną pomimo,że mieszkanie ma 40m2 bo pies to najwierniejszy przyjaciel i okazuje to szczerze!Ja naprawdę zacząłem bać się dzików i przestrzegam przed lekceważeniem ich,ale proszę jednocześnie dbajcie o swoje psy,ponieważ one są gotowe poświęcić za was swoje zdrowie i życie.Darz Bór
Dziękuje Ci Kol. Łukaszu za podzielenie się tym wspomnieniem tragicznego incydentu, bo tylko taki opis przekonywuje i poucza adepta tej sztuki na co jesteśmy narażeni i w jakich okolicznościach może takie zagrożenie nastąpić i po to, żeby nikt nie pisał, że dzik to po prostu świnia domowa... A co do istoty roli podkładacza, to jest on zawsze narażony najbardziej na ogromne niebezpieczeństwo gdyż pies, będąc w opresji w starciu z dzikiem zawsze ratuje się ucieczką do swego pana. Zaś dzik mając ich dwóch, zawsze atakuje człowieka ! Dzik jest zwierzyną, która w swej sylwetce, postaci i sposobie bycia - zachował surowość i dzikość zwierzęcia pierwotnego i tylko podobieństwo łączy go ze świnią domową. Stare odyńce, lochy i samury są godnymi przeciwnikami myśliwego polującego indywidualnie na nie, i to one potrafią odwrócić kto na kogo może też zapolować, ale o tym mam nadzieję, napiszemy kiedy indziej i przy innej okazji. Ja, mając psa tropowca i dzikarza, zapraszany na polowania, często wcielałem się w rolę podkładacza, więc robiłem to samo co kolega lecz w nie co węższym zakresie. Kiedy mój pies powalił rażonego kulą dzika przy wysokiej sośnie, trzymając go szczękami za tylny bieg - dzik, próbując się mu wyrwać, zamachnął się łbem uderzając w pień sosny, to z wysokiej sosny posypały się szyszki. jakaż moc, siła i wielka żywotność tego zwierza. Polując indywidualnie na nie, nigdy nie odważyłem się strzelić do dużego pojedynka żerującego na gołym polu, jeśli nie miałem osłony i zabezpieczenia po oddaniu strzału, na wypadek zranienia go. Zatem kol. Łukaszu, zachęcam i namawiam, by Kolega otworzył podwoje swej pamięci i dzielił się z nami swoją bogatą wiedzą i doświadczeniem, bo to jest właśnie jądro pierwotnego myślistwa, które uprawiamy, albo chcemy takie uprawiać - DB.
Widzę że kol.nemrod wie na czym dokładnie polega praca podkładacza i jakie niebezpieczeństwa wiążą się z podkładaniem psów.Ja mam ogromne szczęście do psów,wszystkie cztery pięknie chodzą po farbie,posokowce są dobrymi dzikarzami,najstarsza suka wspaniale aportuje pióro z wody i wystawia bażanty niczym wyżeł,a gończe,tych nie trzeba chwalić,oczywiście wszystko to kosztuje mnie mnóstwo czasu na szkolenia i tony kabanosów na nagrody,o relanium dla siebie nie wspomnę.ale coś za coś.Ale miałem przypadek,gdy dzik zaatakował mnie bez żadnego powodu,na polowaniu indywidualnym bez psów,co więcej bez zamiaru polowania na dziki,tylko na jelenie.A było to ponad rok temu 12 listopada 2010,w południe wybrałem się na polowanie na jelenie,wybrałem wolny rewir,zostawiłem samochód przy małej łące i poszedłem za jeleniami,do wieczora jeleni nie znalazłem,wiec pomału wracam starą drogą wzdłuż świerków i nagle spod świerka podnosi się duży odyniec,tak na 40m ode mnie,pomyślałem,że nie daleko jest wataha huczkowa i idę dalej,po paru krokach dzik fukną i ruszył w moją stronę z impetem,ja wiele nie myśląc zdejmuję sztucer z ramienia,repetuję i strzelam do niego,dzik się potyka,ale dalej pędzi w moja stronę repetuję i drugi strzał oddaję już z biodra,trafiam w sam gwizd,prawie z przyłożenia i powalam kabana,serce mam w gardle,z nerwów aż musiałem usiąść.Co się okazało,pierwszy strzał był idealny w serce a dzik ostatnim tchnieniem był jeszcze w stanie urwać mi nogę,gdybym się zawahał dzik ważył 83kg a szable mierzą 18,4cm i wystarczyły by mu na przetrzepanie mi tyłka,kolega ktury polował rewir obok pomagał mi go wyciągnąć i zapakować i mówił mi,że widział tego dzika dwa dni wcześniej jak biegł przez łąkę do łań które tam się pasły,spłoszył je i pobiegł za nimi co również wydało mu się nienormalne.Ale to dowodzi jaki dzik potrafi być twardy,po śmiertelnym trafieniu nadal kontynuował szarżę.w kole śmiali się ze mnie,że ten dzik zaszarżował bez przyczyny,ponieważ go zignorowałem nie chcąc do niego strzelać bo byłem na jeleniach.Tak więc koledzy ku przestrodze nie ignorujcie żadnego dzika,nie musicie od razu do niego strzelać,ale bądźcie zawsze przygotowani na najgorsze,ja od tamtej pory repetuję karabin odchodząc od samochodu,a rozładowuję po powrocie do samochodu.DB
kol.ŁUKASZU, napisałem Ci post na Twoją odpowiedź i to dość obszerny w odniesieniu do twojego opowiadania o atakującym cię dziku, ale strona tego forum wyświetliła mi, że nie jestem zalogowany i nastąpił zanik mojego postu. Prosiłem cię o twój e-mail dla bezpośredniego kontaktu na temat tego o czym piszemy na tych stronach forum. Nie wiem, czyj to błąd, bo będąc zalogowany na tym forum, nie loguje się za każdym razem, gdy wysyłam posty. A to już drugi przypadek takiego zdarzenia, zatem czekam na Twoją informację i Twój email
Oto mój mail [email protected] , mnie często wylogowuje z powodu zmiennego IP mojego komputera i konfliktu z innym IP,dlatego przed wysłaniem kopiuję post i jak mnie wyloguje,to od nowa wklejam i wysyłam.DB
Panowie Koledzy Skalniak i Nemrod73, bardzo Wam dziękuję za niezmiernie ciekawe relacje ze spotkań z czarnym zwierzem. I zachęcam do kolejnych wspomnień. Mnie jako stażystce, i z pewnością nie tylko mnie, bardzo pouczających, ku przestrodze i pouczeniu młodych stażem myśliwych i adeptów tej pieknej sztuki.Niech Wam Bór darzy, Walkiria
Koleżanko Walkirio ja kiedyś uważałem,jak z resztą duża część myśliwych,że zastrzelenie dzika to pestka,a ten nic mi nie zrobi bo przecież ja mam karabin i umiem strzelać,ale gdy jako początkujący myśliwy poszedłem za dzikiem,strzeliłem,a ten draśnięty poszedł na strzał i przewiózł mnie na grzbiecie kilka metrów i do dzisiaj go nie ma,to zmieniłem zdanie i na temat dzików i mojego strzelania,spędziłem mnóstwo czasu na strzelnicy ćwicząc na dziku w przebiegu,doszedłem do takiej wprawy,że traiałem śmiertelnie dwa razy na jednym przebiegu,ale to była strzelnica,oczywiście dużo to pomogło,ale cała weryfikacja moich umiejętności nastąpiła w łowisku i oczywiście w krótkim czasie znalazłem godnego przeciwnika,wycinka zwanego w kole pogromcą ogródków,ponieważ w nocy żerował na ogródkach działkowych.Zacząłem go tropić i znalazłem,a dokładniej mówiąc wszedłem na niego,on się zerwał z barłogu i staną na wprost mnie,w odległości kilkunastu metrów,ja nie wiele myśląc strzeliłem idealnie w mostek,ale dzik zamiast paść w ogniu ruszył na mnie,ja z przerażenia i zarazem zdziwienia stałem jak kołek i kolano boli mnie do dzisiaj,a dzik oczywiście przewrócił się tuż za mną,ale każda zmiana pogody przypomina mi o nim.Przestrzegam wszystkich przed strzelaniem z bliskiej odległości,bo dzik to nie tarcza i nie zawsze pada w ogniu i nie strzela się z takiego bliska do dzika,a szczególnie dużego i co najważniejsze,to nie przeceniajcie swoich możliwości bo to boli.DB
Kolego Łukaszu w odpowiedzi na twój post z 4 maja br, który nie doszedł do Ciebie, oznajmiam Ci, zadziwiłeś mnie stwierdzeniem, że może być takie koło i tacy myśliwi w nim, które zakazuje podkładaczom posiadania broni w pędzonym miocie na dziki. To prymityw myślenia i wiedzy merytorycznej w tym zakresie. Co do dalekiego ujścia dzika po strzale, to tak z nimi bywa o czym piszemy. Odyniec, strzelony przeze mnie na komorę w słoneczny październikowy przedwieczorny dzień w zasiadce na lisa na skraju przyleśnej łąki, zaznaczył trafienie świecą na dwa metry w górę, wylądował i biegł jeszcze bez zachwiania 200 metrów po czym zrolował martwy. Dostał trafienie w serce. Kula przeorała jego bok, rozrywając je. Gdybym nie obserwował tego zdarzenia od początku jego reakcji do końca, uznał bym to trafienie za jakąś obcierkę i nie szukałbym. Wniosek taki, że zawsze szukajmy postrzałka z całą starannością i przekonaniem, że został trafiony! Kol. Łukaszu, myśliwy stu procentowy, to myśliwy z psem lub myślistwo z psami. Odnoszę się do tego w taki sposób, bo wiem, że swoje myślistwo wiążesz i utożsamiasz go z udziałem w nim psa. I słusznie. W polowaniu na dziki dobry pies jest bezcennym skarbem. Niezbędnym do odnajdywania i tropienia m/in. postrzałków, które dzięki ich ogromnej żywotności, nie raz po śmiertelnym trafieniu uchodzą daleko. Tropiciel wraz z psem, tropiąc takiego po strzale, bierze na siebie groźbę niebezpieczeństwa i niespodziewanego ataku na siebie, pies stanowi osłonę dla myśliwego. Żebyś nie myślał, że ta domena polowania z psami jest Twoją uwielbianą, to opowiem Ci na tym forum, jak bliski związek mamy ze sobą w tej kwestii, bo ja też wyznaję to samo. Opowiem Ci to już na oddzielnym poście pod tytułem - Ja i mój Kajtek, więc, bacz dobrze i do zobaczenia!
dzik to szkodnik i powinno sie go odstrzeliwać nie bezpowodu strzela sie teraz dziki cały rok... jest ich na tyle ze trzeba je strzelac
dzik to szkodnik i powinno sie go odstrzeliwać nie bezpowodu strzela sie teraz dziki cały rok... jest ich na tyle ze trzeba je strzelacKol.Wojtas17 Ja z kolegą nemrodem na tym forum opisujemy niebezpieczne sytuacje podczas polowania na dziki,ku przestrodze dla młodych i nowo wstępujących myśliwych,prubujemy ich czegoś nauczyć,nie możemy powiedzieć,że dzik to szkodnik i trzeba je odstrzeliwać bo strzela się na strzelnicy,a my polujemy i nikt jeszcze oficjalnie nie nazwał dzika szkodnikiem,a ich zagęszczenie nie jest takie samo we wszystkich regionach kraju i niektórzy muszą się natrudzić,żeby go upolować,a kalendarz polowań każdy zna.Szkodnikiem jest szczur i się go tępi,a zwierzynie łownej na którą polujemy należy się szacunek nie zależnie od ilości sztuk i zagęszczenia danego gatunku i takie przesłanie mają nasze posty,a nie strzelanie do dzików jak do tarczy na strzelnicy.DB
ok kolego zgadzam sie z tobą należy sie szacunek ja nie mówie ze nie ale niemów mi że dzik to nie szkodnik jak byś polował w takim kole co rocznie szkód za dziki płaci sie ok 150 tyś zł może i nawt wiecej to bys nie był dalej tego zdania owszem ja mam szacunek do loch i odyńców bo je żadko sie spotyka locha to inna sprawa to jest matka prowadząca nawet zima staram sie loch nie strzelać ale takie warchlaki czy przelatki to strzelamy bo naprawde wyżadzaja nam taka szkode że jak tak dalej bedzie to dziki nas zjedzą "Zywcem" ja wiem ze łatwo sie mówi jak nie płaci sie dużych szkód ale zrozum tych co płaca i musza ta zwierzyne czarna upożadkować chociaż w pewnym stopniu darz bór
Kolego Łukaszu w odpowiedzi na twój post z 4 maja br, który nie doszedł do Ciebie, oznajmiam Ci, zadziwiłeś mnie stwierdzeniem, że może być takie koło i tacy myśliwi w nim, które zakazuje podkładaczom posiadania broni w pędzonym miocie na dziki. To prymityw myślenia i wiedzy merytorycznej w tym zakresie. Co do dalekiego ujścia dzika po strzale, to tak z nimi bywa o czym piszemy. Odyniec, strzelony przeze mnie na komorę w słoneczny październikowy przedwieczorny dzień w zasiadce na lisa na skraju przyleśnej łąki, zaznaczył trafienie świecą na dwa metry w górę, wylądował i biegł jeszcze bez zachwiania 200 metrów po czym zrolował martwy. Dostał trafienie w serce. Kula przeorała jego bok, rozrywając je. Gdybym nie obserwował tego zdarzenia od początku jego reakcji do końca, uznał bym to trafienie za jakąś obcierkę i nie szukałbym. Wniosek taki, że zawsze szukajmy postrzałka z całą starannością i przekonaniem, że został trafiony! Kol. Łukaszu, myśliwy stu procentowy, to myśliwy z psem lub myślistwo z psami. Odnoszę się do tego w taki sposób, bo wiem, że swoje myślistwo wiążesz i utożsamiasz go z udziałem w nim psa. I słusznie. W polowaniu na dziki dobry pies jest bezcennym skarbem. Niezbędnym do odnajdywania i tropienia m/in. postrzałków, które dzięki ich ogromnej żywotności, nie raz po śmiertelnym trafieniu uchodzą daleko. Tropiciel wraz z psem, tropiąc takiego po strzale, bierze na siebie groźbę niebezpieczeństwa i niespodziewanego ataku na siebie, pies stanowi osłonę dla myśliwego. Żebyś nie myślał, że ta domena polowania z psami jest Twoją uwielbianą, to opowiem Ci na tym forum, jak bliski związek mamy ze sobą w tej kwestii, bo ja też wyznaję to samo. Opowiem Ci to już na oddzielnym poście pod tytułem - Ja i mój Kajtek, więc, bacz dobrze i do zobaczenia!Tak kolego są takie koła,aczkolwiek zdarzyło się w jednym kole,że po odmowie mi noszenia broni,naganiacze odmówili pędzenia i postawili prowadzącego pod murem,on z braku wyboru musiał się zgodzić i w drugim pędzeniu duży postrzałek zapędził naganiacza na drzewo i broń się przydała,a prowadzący przekonał się w końcu,że mój warunek noszenia broni w miocie nie jest dla mojego widzi misie,tylko dla obrony mnie,psów i pomocników.A jeżeli chodzi o postrzałki i nie podniesione sztuki,to nie wierzę w pudło do puki dokładnie go nie sprawdzę,bo jeżeli broń jest dobrze przestrzelona i zwierze w momencie strzału mamy w krzyżu,to pudło jest mało prawdopodobne i może nastąpić tylko z naszej winy.Dzisiaj o świcie zadzwonił do mnie kolega z prośbą o pomoc,strzelił do wycinka a ten pobiegł i go nie ma,tak to opisał,wziąłem psa i pojechałem,w miejscu gdzie dzik stał,rzeczywiście nie było kropli farby,przynajmniej mi tak się wydawało,ale pies powiedział co innego,po 300krokach dzik się znalazł w rowie melioracyjnym,strzał był dobry,wlot przez łopatkę,wylot za łopatką(kulawy sztych)serce obcięte i wątroba zahaczona i poszedł 300 kroków praktycznie nie farbując,w skupie 78kg,a bez psa kruki by go zjadły jak wiele innych,które były 100%-mi pudłami według myśliwych.Ja nie czytam żadnych opracowań i książek związanych z tresurą i dotyczących ras psów,sposobów szkolenia itp.Przytoczę powiedzenie mojego stryja,który całe życie był związany z psami(przepraszam z góry wszystkie kobiety)wolę 10 psów niż jedną kobietę,bo pies nigdy mnie nie opuści i wysłucha mnie nie komentując tego co powiem.DB
ok kolego zgadzam sie z tobą należy sie szacunek ja nie mówie ze nie ale niemów mi że dzik to nie szkodnik jak byś polował w takim kole co rocznie szkód za dziki płaci sie ok 150 tyś zł może i nawt wiecej to bys nie był dalej tego zdania owszem ja mam szacunek do loch i odyńców bo je żadko sie spotyka locha to inna sprawa to jest matka prowadząca nawet zima staram sie loch nie strzelać ale takie warchlaki czy przelatki to strzelamy bo naprawde wyżadzaja nam taka szkode że jak tak dalej bedzie to dziki nas zjedzą "Zywcem" ja wiem ze łatwo sie mówi jak nie płaci sie dużych szkód ale zrozum tych co płaca i musza ta zwierzyne czarna upożadkować chociaż w pewnym stopniu darz bórDrogi kolego w moim obwodzie jest 3 rolników,którzy mają po 600-700ha obsianych pszenicą i owsem,do tego kilkunastu małych którzy maja po 10-20ha,mamy 5000ha łąk prywatnych,strzelamy ponad 350 dzików w sezonie,płacimy szkody,możesz się domyśleć jakie,ale nie traktujemy dzika jak szkodnika.DB
ok kolego ale za kukurydze płaciliście już szkody?? przeniaca to połowa pieniędzy za szkody a kukurydze to największe cholerstwo w płaceniu szkód a moim zdaniem i tak dzik jest szkodnikiem chodżby z samej nazwy bieorąc dzik idzie w szkode rolnikowi wiec jest szkodnikiem darz bór;)
Płaciliśmy i za kukurydze,którą dziki po części zjadły i za 200ha gryki które jelenie doszczętnie spasły i zdeptały,dla twojej wiadomości tona kosztowała w tedy 2000zł trochę więcej niż kukurydza.Ale trzeba sobie zadać inne pytanie,dlaczego mamy takie szkody?czyja to wina?Odpowiedź prosta,nasza,a w szczególności rocznych planów,bo tak z ręką na sercu,to które koło robi rzetelne liczenie stanu zwierzyny w łowisku i ustali plan dzików na poziomie 150% przyrostu.plany są ustalane przy kawie,gdzie przysłowiowy Franek z Jurkiem mówią do siebie,to jak dzików 200,tak 200 wystarczy,a w rzeczywistości 300 byłoby mało i przez takie coś teraz płacimy i płaczemy.Moje koło zrobiło liczenie całoroczne dwu etapowe w zeszłym sezonie i wszyscy złapali się za głowę,a plan roczny poszedł o 100% w górę,zaczęliśmy się układać z rolnikami,założyliśmy 40ha poletek zaporowych które obsiewamy,zrobiliśmy kilka pasów zaporowych w lesie,które co 4 dni są obsiewane kukurydzą i talerzowane i pomogło,ze 140tyś odszkodowań zeszliśmy do 28tyś.tak więc jeżeli się chce,to można ograniczyć i szkody i zahamować rozrastanie się populacji dzika i nie trzeba go nazywać szkodnikiem,bo on jest nie bardzo ważnym elementem naszego środowiska.DB
jeśli są duże lasy to ok mozna robić pasy zaporowe ja nie mówie że nie ale jak sa poligony i remizki i tam własnie dziki siedzą to ciężko je ograniczyć żeby nie wchodziły w szkode niestety nasza rola jest tutaj aby pilnować tych pól i organizować własnie pilnowania aby tych szkód było mniej DB;)
Do kolegi skalniaka. Łukaszu, dzięki Ci za publiczną ripostę w obronie dzika - szkodnika, bo gdyby nie dzik, to nie byłoby po co do lasu jechać. Równie moglibyśmy w rozumieniu kolegi "Wojtasa", zaliczyć do szkodników społecznych niektórych ludzi, i co wtedy? Ale chcę o czym innym, a jakże trafnym, co do twojej uwagi o nieregularnym występowaniu dzików. Pewnej jesieni łońskiego roku, zaprosiłem kolegę myśliwego, z którym razem pracowałem, na polowanie zbiorowe na dziki. Przyjechał z kilkuosobową dobraną ekipą swoich kolegów myśliwych i zaczęliśmy polowanie. Brałem pewne mioty, dzików było sporo, ale nie mieli wprawy w strzelaniu do przesadzających w biegu przez linie z pod psów dzików. Wreszcie jeden z nich, myśliwy o 25 letnim stażu trafił i pozyskał niewielkiego dzika. Ileż było radości, bo to był jego pierwszy strzelony dzik. Posiadali obwody polno - leśne z enklawami zagajniczków, z mnóstwem kuropatw i bażantów, a dzika nie uświadczyli. Finał tego był taki, że na konto tak udanego polowania, pozyskanego dzika "przerobili" w miejscowej restauracji, która należała do jednego z nich i "święto" z pozyskanego dzika trwało przez trzy dni, jak opowiadał mi kolega. A ja wcześniej dziwiłem się, gdy opowiadali, że nie polowali na dziki, a niektórzy nie widzieli dzika w leśnej naturze. Więc Szanujmy dziki, bo są One godne takiego szacunku. Mają zmysł, który ich chroni przed człowiekiem i wykazują ludzką inteligencję w starciu z Nim, kolego Wojtas!
zgadza sie ale my akurat mamy tych dzików tyle w łowisku że musimy zwiększac plany na nie bo inaczej nie wypłacimy sie ze szkód i koło sie rozpadnie bo jaki bedzie sens je utrzymywać tylko dla straty?chyba nie ja wiem że jest ci łatwo mówić bo byc może nie macie tyle dzików co ja mam w swoim łowisku i nie wyżądzają az tyle szkody co nam my nie możemy byc az tacy wyrozumiali jak ty musimy sie z nimi do pewnego stopnia uporac. DB
Dla tego ja zadaję proste pytanie,gdzie byliście 2-3 i więcej lat temu z planem dzików,bo z roku na rok nie mieliście przyrostu 300%,jesteście sobie sami winni przez prowadzoną gospodarkę łowiecką i brak liczenia populacji,ponieważ liczenie jest jednym z najważniejszych czynników dobrego prowadzenia gospodarki łowieckiej,dlaczego nie dogadujecie się z rolnikami,co do sposobu zasiewów,aby skutecznie przeciwdziałać szkodom,moje koło było kilku krotnie opisywane na łamach czasopism łowieckich jako wzór przeciwdziałania szkodom.Są sposoby szybkiego przenoszenia całych watach,ale jak to zrobić to sami musicie do tego dojść.DB
Szanowni koledzy, od hasłowego "dzika - szkodnika", etymologicznie nazwanego przez Wojtasa od wyrządzania przez niego dotkliwych szkód łowieckich kołom w uprawach rolniczych, doszliśmy do ciekawych tematów dotyczących sedna gospodarki łowieckiej, którą powinny w obrębie dzierżawionych obwodów prowadzić koła. Kol. Skalniak i Wojtas w swych argumentach przywołują rożne sposoby i okoliczności wpływające na sposób prowadzenia takiej gospodarki przez koła, które dla samoobrony i przetrwania muszą podejmować radykalne przedsięwzięcia i rozwiązania. Gospodarka łowiecka, która obejmuje zakres w rozumieniu całości działań koła, począwszy od zagospodarowania i przystosowania obwodu, łowiska do pozyskania zwierzyny jest uzależniona od bardzo wielu czynników wewnętrznych, dotyczących organizacji i przystosowania koła do funkcjonowania w określonych warunkach zewnętrznych, wynikających z ukształtowania terenu (obszary leśne, polne itp) i kultury upraw rolniczych, wpływających na stopień szkód łowieckich. Sądzę, że taka dyskusja na te interesujące tematy, które w sposób ciekawie zaprezentował kol. Skalniak i adwersował mu okolicznościami i strukturą ukształtowania łowiska kol. Wojtas, wskazują na kierunki i sposoby działania kół łowieckich w obszarach ich planowej gospodarki łowieckiej. Aczkolwiek diabeł tej gosparki tkwi w szczegółach, przekładających się na różnorodność sposobów stosowanych przez dzierżawców tych obwodów ! Zatem, prezentujcie pozytywne rozwiązania z własnego podwórka, jak to zainicjował kol Skalniak. A wszystkim, Darz Bór.
Darz bór;)
Kolego Wojtas@ szkodnikiem jest mysz, która zakradając się do ludzkich siedzib, wchodząc do domowych spichrzy niszczy nasze zapasy, kala zboże i obgryza ziemniaki, czyni wiele innych szkód w tym, co człowiek zebrał i przechowuje we własnym domostwie. Natomiast dzik jako inteligentne bardzo zwierzę, z pewnością człowieka stawia w kategoriach szkodnika. Bo dzik jest u siebie, we własnym domu. On tu był, gdy ludzie mieszkali jeszcze w szałasach i lepiankach. Populacja dzika rozrosła się niestety do poziomu w którym zaspokajanie potrzeb odbywa się za szkodą człowieka, który upatrzył sobie żyzną ziemię pod lasem na miejsce upraw. Nie można za to winić dzika. Może powinniśmy pójść śladem zachodnich kolegów po strzelbie, którzy uznają dokarmianie dzikiej zwierzyny za sprzeczne z naturą...a więc dla nich rachunek jest prosty: większe szkody=większe pozyskanie. Pogodzić interes rolnika z interesem leśnika i myśliwego, to chyba kwestia dialogu. W Niemczech na przykład rolnik inwestuje w pastuchy elektryczne (koło oddaje pieniądze wg faktury), wielołanowe uprawy są grodzone pasami co jest korzyścią i dla rolnika i dla myśliwego. Pewne koło stosowało z powodzeniem odstraszacze w postaci worków z ludzkimi niemytymi włosami..Przykładów jest wiele ale nic nigdy nie sprawi że dzik zrezygnuje ze swojego kukurydzianego posiłku. Ale to tylko jeden z pobocznych powodów dlaczego polujemy na dziki. Pozdrawiam DB!
Kolego Wojtas@ szkodnikiem jest mysz, która zakradając się do ludzkich siedzib, wchodząc do domowych spichrzy niszczy nasze zapasy, kala zboże i obgryza ziemniaki, czyni wiele innych szkód w tym, co człowiek zebrał i przechowuje we własnym domostwie. Natomiast dzik jako inteligentne bardzo zwierzę, z pewnością człowieka stawia w kategoriach szkodnika. Bo dzik jest u siebie, we własnym domu. On tu był, gdy ludzie mieszkali jeszcze w szałasach i lepiankach. Populacja dzika rozrosła się niestety do poziomu w którym zaspokajanie potrzeb odbywa się za szkodą człowieka, który upatrzył sobie żyzną ziemię pod lasem na miejsce upraw. Nie można za to winić dzika. Może powinniśmy pójść śladem zachodnich kolegów po strzelbie, którzy uznają dokarmianie dzikiej zwierzyny za sprzeczne z naturą...a więc dla nich rachunek jest prosty: większe szkody=większe pozyskanie. Pogodzić interes rolnika z interesem leśnika i myśliwego, to chyba kwestia dialogu. W Niemczech na przykład rolnik inwestuje w pastuchy elektryczne (koło oddaje pieniądze wg faktury), wielołanowe uprawy są grodzone pasami co jest korzyścią i dla rolnika i dla myśliwego. Pewne koło stosowało z powodzeniem odstraszacze w postaci worków z ludzkimi niemytymi włosami..Przykładów jest wiele ale nic nigdy nie sprawi że dzik zrezygnuje ze swojego kukurydzianego posiłku. Ale to tylko jeden z pobocznych powodów dlaczego polujemy na dziki. Pozdrawiam DB! Koleżanko Walkirio dziękuję za wsparcie!!Zapytam koleżankę jako przyszłą Dianę,czy ma koleżanka już koło?Mój mail jest w jednym z postów na tym forum.DB
Witam Cię Koleżanko Walkirio, bo jakiś czas milczałaś i dziękuję za podzielenie się swoimi uwagami do tego o czym piszemy, albo bardziej "postujemy", a szczególnie za przybliżenie łowiectwa Niemieckiego. Prosimy o więcej takich ciekawostek! Określenie Kolegi Wojtasa o dziku - szkodniku nie miało, aż takiego wymiaru, jak któremu poświęciliśmy naszą dyskusję z Kolegą Skalniakiem o znaczeniu dzika w środowisku i myślistwie. Dzik, jak mysz czyni szkody w uprawach, ale też spełnia bardzo ważną rolę w środowisku, w którym żyje, to znaczy w lesie, o czym często zapominamy. Pozdrawiam i Darz bór!
hehe jak mało jeszcze wiedza starzyści ja wiem jak poluja w Niemczech bo pracowałem tam i miałem okazje zapolować wśród niemieckich myśliwych wiem na jakiej zasadzie oni polują nie musi mi koleżanka tłumaczyćjak sama koleżanka zacznie poowac to i zacznie składni podnoszace sie z roku na rok podwyższające za szkode to zobaczy koleżanka jak to fajnie jest z dzikamimy tez stosujemy pastuchy i owszem ogranicza to szkode ale nie w takim stopniu żeby tej szkody nie było my mamy tysiace hektarów kukurydzy i nawet po ogrodzeniu jej to i tak dzik znajdzie taką szpare że sie w nią wciśnie a pastuch działa na zasadzie pulsacyjnego wysyłania sygnałów prądowych a zanim prąd przeskoczy do okoła pola np200 hektarowego to ten dzik nawe nie poczuje tego kopnięcia my juz stosujemy to to wiemy a i tak próbujemy robic cos wiecej ale tych dzików cały czas przybywa i niewiadomo z kąd... darz bór
Kolego Wojtas17@ ale ja nie napisałam słowa o tym jak Niemcy polują. Niczego nikomu nie "tłumaczę", jakże bym śmiała tutaj wśród doświadczonych mysliwych. Napisałam tylko co zauważyłam u sąsiadów zza Odry, nic więcej. Owszem byłam na takim polowaniu ale jako gość więc nie wypowiadam się na ten temat. Kolego Wojtas17@ składki u nich są wysokie, ale i Niemców na to stać. My dojdziemy do ich poziomu rozwoju gospodarczego za 20 lat, niestety i nie ma się co czarować. Poza tym, musisz się ze mną zgodzić że należy szukać kompromisu. Pewnie że nie ma takiej metody, żeby staty całkowicie wykluczyć. Niesprawiedliwe jednak byłoby ograniczać rolę dzika tylko do szkód, które czyni. Częściowo człowiek sam jest sobie winien, że populacja dzika aż tak się rozrosła. Dokarmianie zimą to powinien być temat do dyskusji. Buchtujący w lesie dzik, mieszający swoim gwizdem wszystkie warstwy ściółki, wyjadajacy pędraki, pozywiający się też padliną jest błogosławieństwem dla leśnika. Tak na marginesie dodam że dzik występuje we wszystkich mitologiach na terenach, na których występował a więc również w Północnej Afryce, Indiach czy Mezopotamii. Bohaterowie nordyccy pożywając mięso pieczonego dzika Andhimnira w Walhalli nabywali niezwykłej mocy. Istnieje też legenda że to locha dzika wykarmiła założycieli Rzymu, potem pod wpływem środowisk zydowskich zastąpiono ją wilczycą. A wracając do rzeczywistości, są koła w których kwoty wypłacanych odszkodowań zostały bardzo korzystnie umniejszone przez prowadzenie umiejętnej gospodarki łowieckiej, i to nie żaden mój wymysł, o tym również kolega Skalniak@ napisał. Pozdrawiam DB!
i żeby bylo jasne, tak, my stażyści wiemy mało, czasem tyle co nic i nie mamy nic przeciwko gdy nam ktoś zwróci uwagę. Ale niczego się nie nauczymy jeśli nie będziemy dyskutować z innymi mądrzejszymi i doświadczonymi mysliwymi..temu służy również to forum. Pozdrawiam raz jeszcze
Koleżanko Walkirio,nie złość się,złość urodzie szkodzi:)Kolega Wojtas czasem nie doczyta,lub nie zrozumie o co chodzi i komentuje z g.....m uśmiechem,zamiast zadać odpowiednie pytanie,lub odpowiednio podzielić się swoim doświadczeniem.Kolego Wojtas,ja nie dziwię się,że na 200 hektarowej uprawie dziki przechodzą przez pastuch elektryczny,Jest takie coś jak instrukcja obsługi,która mówi,przy jakiej długości ogrodzenia pastuch działa skutecznie,a impuls to nie biegacz,w momencie wysłania jest już na końcu,z tym że jego siła zależy od długości ogrodzenia.Na 200ha kukurydzy jest potrzebne około 5 urządzeń,do tego potrzeba sprawdzać 2 razy dziennie,czy trawa nie dotyka ogrodzenia,lub czy dziki przez próbę przedarcia się nie uszkodziły go.Sam pastuch i tak nie załatwi sprawy,ponieważ dziki są uparte,ale częściowo pomoże zmniejszyć szkody.Zmniejszyć,ponieważ nikt jeszcze nie mówił o całkowitym pozbyciu się szkód,one były są i będą,ale można je ograniczyć,tylko aby je ograniczyć nie wystarczy tylko narzekać i krytykować rozwiązania stosowane przez innych,czasem należy zadać dobrze sformułowane pytanie.DB
ja sie z tobą zgadzam kolezanko;) ale powiem tak. jak wstępowalem do koła był inny zarząd i łowczy zamiast zajmować sie szkodami i liczeniem populacji dzika o zajmował sie czym innym nikt niewie dokładnie czym ale to szczegół on uważał ze robi dobrą robote no ok ale nie było widać efektów wiec zmieniliśmy zarząd i teraz mamy łowczego naprawde godnego tej posady szacuje szkody organizuje prace zajmuje sie liczeniem populacji co chwile wnioskuje o większy odstrzał dzika ze wzgleów szkód wiem jedno teraz troche jest za pózno na takie liczenie ja sie z wami zgadzam tylko ten łowczy za pózno nim zostal a u nas to nie jest tak naprawe że my siedzimy i płaczemy tylko . Naprawde ile kto może jest w terenie i pracuje to grodzimy pastuchem ,budujemy kabriolety przewozimy je zbieramy rzołedzie jak sa w lesie robimy pasy zaporowe ale to nie daje takich skótków jakich byśmy oczekiwali ale nie poddajemy sie i dalej walczymy ja od 3 tygodni nie spie w nocy tylko poluje i pilnuje kukurydzy naszczęscie jestem teraz bez pracy wiec mam czas na tto ale dziki przychodza do nas od innych sąsiadów co chwile i osiadają sie u nas bommaja co jeść my mamy dardzo dużo dęba i dlatego tak sie dzieje mokradła gdzie dziki lubią przebywać ale wina jest tak samo rolników bo co roku obsiewaja wiecej kukurydzy a sa to tacy ludzie że nie idzie sie z nimi dogadac trudno jeśli nie w ten sposób to w inny musiemy odstrzeliwać dziki nic nam nie pozostaje innego pozdrawiam i przepraszam koleżanko walkiro jeśli cie uraziłem zle sie wypowiedziałem darz bor
wiem kolego skalniak ile użadzeń potrzebachyba nie pomyslaleś że zakładamy tylko jedno użodzenie wysyłające promień;) mamy jako takie doświadczenie w używaniu pastucha trawe też obkaszamy są wyznaczone osoby do tych prac w wyznaczonych sektorach ale ja wiem że dzik o wadze 40 kg moze i wystraszy sie tergo kopnięcia ale locha albo stary odyn i tak znajdzie takie miejsce ze sie wcisnie a za nim pójdzie cała watacha owszem czesciowo ogranicza to szkode ale pastuch to i tak nie jest do końca rozwiązanie poprosu gospodarka była zle prowadzona jak do tej pory i dlatego tak sie dzieje niema co sie oszukiwac my teraz mżemy myslec co tu jeszcze zrobic darz bór
Kolego Wojtas,że rolnik umie zajść za skórę,a kukurydza stała się teraz uprawą,która z powodu zwiększonej produkcji biomasy stała się bardzo popularna wśród rolników widać w wielu kołach.Kilka sezonów temu mieliśmy problem z rolnikiem,z którym nie dało się w żaden sposób dogadać i do tego był namawiany przez jednego z myśliwych do siania upraw typowo pod szkody.Jak to mówią z koniem nie należy się kopać,a więc poszliśmy z nim na układ.Przy jednym z szacowań u niego,zaczęliśmy podpytywać go,czy może on ma na szkody jakiś pomysł,bo nam pomysły się już kończą,postawiliśmy mu sprawę jasno,że jeżeli my zbankrutujemy i odejdziemy,to zwierzyna go zje i nikt za to nie zapłaci.On pomyślał,popatrzył w niebo i zaproponował,że jeżeli zapłacimy za zasiew,to obsieje swoje uprawy pasami upraw bardziej atrakcyjnych roślin dla zwierzyny niż jego,po między jego uprawą a tą dla nas zostawi pas do polowań,w następnym sezonie zrobiliśmy tak jak zaproponował,a w między czasie jeden z pracowników rolnika wydał myśliwego i szybko pozbyliśmy się go.Forma ochrony jaką zaproponował rolnik,poniekąd przyniosła jakiś efekt,ponieważ łączna suma jaką zapłaciliśmy rolnikowi spadła w stosunku do odszkodowania z poprzedniego sezonu o 35% i zostało nam prawie 3tony zboża z pasów jaki nam obsiał. Wspomniał kolega o liczeniu,są metody inwentaryzacji letniej,oczywiście ich wynik nie jest aż tak wiarygodny jak inwentaryzacji całorocznej,ale jakiś wynik jest i można na jego podstawie podnieść plan,w tym sezonie dużo to nie da,ale w przyszły może przynieść chociaż w części pożądany efekt,zyskacie w ten sposób sezon na zrobienie dokładnej inwentaryzacji całorocznej,dziki w waszym obwodzie mogą nie występować tak licznie w okresie całego sezonu,dla tego inwentaryzacja musi być dokładna i podzielona na okresy.DB
W kwestii kukurydzy trudno porownac Polske i Niemy. Powierzchnia upraw tej roslinyjest w Niemczech ok. trzykrotnie wieksza, Uzyskiwana wydajnosc z ha - szczegolniew odniesieniu do kukurydzy nasiennej jest regionalnie do 30 - 40 % wyzsza.Zeby pozostac przy temacie - czyli dziku. Rowniez w tym punkcie sa istotneroznice. W odniesieniu do niektorych regionow w Niemczech tytul tego brzmiecwinien raczej "Dlaczego musze polowac na dziki ?.W Niemczech poluje sie sie na dziki juz od kilkudziesieciu lat bez planow pozyskania -ilosc ostrzalow nie jest limitowana. Naturalnie takimi duperelami jak "inwentaryzacja" w odniecieniu do dzika nikt sie nie przejmuje i nie zajmuje.Zalecana i w duzym stopniu przestrzegana jest struktura odstrzalow - gro winnoprzypadac na osobniki mlode - warchlaki i przelatki. Z rozna konsekwencja stosujesie zasade oszczedzania loch - szczegolnie loch prowadzacych o raz odyncoww srednim wieku. Duzy - trofeowy odyniec - cieszy niemieckiego mysliwego tak samojak tutejszego ale przyczynia sie tez do problemow. Strzelony w czasie huczkistanowi kupe smierdzacego miesa nierzadko utylizowana. Handlarze takich sztuk nieprzyjmuja a mozliwosci sprzedazy tej intensywnie pachnacej dziczyzny sa doscproblematyczne.Okresy ochronne sa dosc zroznicowane w poszczegolnych landach - generalnie wolnopolowac na dziki przez caly rok z wyjatkiem sztuk prowadzacych mlode ( § 22 FederalnegoPrawa Lowieckiego ) - czyli loche bez warchlakow mozna strzelic w maju bez zadnychkonsekwencji ale np. strzelenie lochy z mlodymi w okresie laktacji - rowniez w pazdziernikualbo listopadzie jest przestepstwem (w niektorych landach wykroczeniem).W odniesieniu do kukurydzy i dzikow nalezy wspomniec o dopuszczalnosci metod polowania zabronionych w Polsce tj. letnich polowan z naganka i psami w lanach kukurydzy oraz polowaniu bezposrednio przy zbiorze ( bez wymaganego u nas min. odstepu od pracujacych maszyn, jak tez inna definicje polowania zbiorowego.Sama struktura powierzchniowa i wlasnosciowa rewirow wlasnych i dzierzawionych iregionalna specyfika rezultuja tez zroznicowanym podejsciem do polowan na dziki w poszczegolnych okolicach i jest czesciowo nieporownywalna z warunkami w Polsce.Zasady wyplacania szkod sa identyczne jak u nas w kraju lecz bazuja na innych rozwiazaniachprawnych.Szkody w bardzo duzych uprawach kukrydzy wlasciciel pola (uzytkownik) ma szansew pelni wyegzekwowac jedynie gdy ze swej strony podjal sam kroki w celu ichograniczenia ( wizurki - kultura uprawy etc.). W zwiazku z wejsciem w zycie od 2013 roku nowych zasad doplat unijnych do produkcjirolnej nakladajacej na rolnikow obowiazek "ekologicznego" zagospodarowania okreslonego% upraw objetych doplatami testuje sie warianty zwiazane z celowa fragmentacjaduzych lanow kukurydzy pasami odlogow badz zboz. (Wspomnianie tutaj wizurki).Temat rzeka......pozdr
Kolego Feldjaeger,dziękuję za częściowe przybliżenie zasad niemieckiej gospodarki łowieckiej,o niektórych przedstawionych w tekście rozwiązaniach prawnych nie wiedziałem.Ale przekładając to na naszą gospodarkę,to niestety,ale jest to w tym momencie nie realne,my mamy prawo,które jest oparte jeszcze na prawie z okresu zaborów i wszelakie zmiany w nim natrafiają zawsze na opór i sprzeciw środowisk pro-ekologicznych,a ci zawsze wszystko chcą ochraniać i wieszają na nas psy,ale my za to musimy płacić.DB
@skalniakPolskie i niemieckie rozwiazania sytemowe sa calkowicie odmienne lecz zasadniczy problemy- to jest dzik i kukurydza sa te same.Nie przesadzalbym z wplywem organizacji ekologicznych na regulacje dotyczaceregulacji prawnych dotyczacych lowiectwa. Problemy tkwia chyba gdzie indziej.
W naszym kraju,niestety ale wszelakie zmiany na lepsze w łowiectwie zawsze napotykają na fale krytyki i dezaprobaty,"żeby żyło się lepiej"ale nie nam,szarym obywatelom,tylko tym przy korycie.Środowiska eko nie są głównym powodem,ale jednym z głównych,bo biorąc pod uwagę choćby polowanie na samury w lecie,to za to by nas zjedli.DB
@skalniakZwalenie calej winy na masonow, cyklistow i ekologow - bo o Zydow dzis trudniej -jest mocnym uproszczeniem. O ile sobie dobrze przypominam to zmiany okresow polowanna dziki - dopuszczenie wiosennych polowan na dziki przed kilu laty - nie byly przedmiotemzadnej krytyki ze strony organizacji ochrony zwierzat , ochrony przyrody itp.Czy nawet jakichkolwiek komentarzy. Nie chodzi tu tez o powielenie rozwiazan z innych krajow.Wbrew pozorom regulacja znoszaca okresy ochronne w odniesieniu do okreslonej kategoriiwiekowej zwierzat - "locha" i zastapienie ich tej kategorii pojeciem "zwierze wychowujacemlode" objete caloroczna ochrona naklada na mysliwego obowiazek zwiekszonejprzezornosci - nie ma miejsca na beztroskie walenie do kazdej sztuki po 15 sierpnia,jesli kryterium "ochronnosci" jest mleko w sutkach.Generalnie mysliwi niemieccy maja te same problemy z dzikami (i chyba wieksze z"Zielonymi") - rozklady dzika utrzymuja sie na wysokim poziomie - szkody rowniez.W tym kontekscie nie mozna mowic o "lepszych" czy "gorszych" rozwiazaniach.Tytul tego temat - "Dlaczego poluje na dziki" oddaje doskonale pewien stan umyslow -nie samo pytanie ale jego postawienie.Dlaczego poluje na dziki ? - bo dzik jest zwierzyna lowna. Kropka. Jeszcze kilkanascie czy kilkadziesiat lat temu mozna bylo z pewnoscia podywagowac na temat motywow wkontekscie atrakcyjnosci takiego polowania, atrakcyjnosci samej zwierzyny, emocjizwiazanych z tym polowaniem itp.To sie do dzis nie zmienilo jednak na pierwszy plan wysuwa sie kwestia szkod wuprawach rolnych z aspektem finansowym i status tego zwierzecia -dryfujacy w swiadomosci niektorych grup w kierunku pojmowania dzika jako wyrosnietego czarnego szczura powodujacego horrendalne szkodyw rolnictwie, szkody ktorych mysliwi nie sa w stanie pokryc. Dalej nasuwajacy siew zwiazku z tym wniosek iz tradycyjne polowanie nie jest srodkiem, ktorymoze skutecznie regulowac populacje tego zwierzecia. Z wolaniem ozastapienie tradycyjnych metod polowania radykalnymi srodkami - technicznymi czytez innymi - z chemiczna sterylizacja zwierzat wolno zyjacych dopuszczalnosciamalo "etycznych" metod redukcji populacji wlacznie (To nie sa juz tylko pomysly rodem z SF).W tym kontekscie odpowiedz na pytanie z tytulu tematu winna w duzym stopniukrecic sie wokol kwestii "odpowiedzialnosci" za populacje tego zwierzaka.Utrzymania balansu w ktorym "dzikowi dobrze" i z dzikiem dobrze -przynajmniej znosnie. To czasami w naszych - mysliwskich - dywagacjach, schodzi na dalszy plan....pozdr
Witajcie! Chcę wrócić do mojego wątku - pytania, dlaczego poluje na dziki, które było podstawą do podjęcia i rozwinięcia dyskusji, ale w kontekście polowania na dziki z uwagi na ich zagrożenie szkodami dla gospodarki łowieckiej kół i przeciwdziałania temu. Napisano na ten temat dużo ciekawych i istotnych rzeczy, które jak oceniam, są przewodnim tematem forum, bo na ten temat najwięcej napisano. Czas na mnie, autora tego wątku, rozsądzić tę dyskusję. A więc, pytanie w wątku mogło być jednym z wielu innych, dlaczego poluje Na...., na wszystko ! Większość z dyskutantów podjęła ten wątek w sposób niezrozumiały i kłania się tu zasada czytania ze zrozumieniem na poziomie szkoły, bo uzupełnieniem tego pytania w jego rozwinięciu dla jasności umysłu dotyczyło uprawiania takiej sztuki polowania ze szczególnym upodobaniem oraz wyróżnieniem go spośród innych polowań. Tym pytaniem Szukałem myśliwych nie strzelających, napotkanych i przypadkowych dzików w kukurydzy w ramach ochrony przed szkodami, ale z wolnego wyboru polowania na dzika jako takiego, stanowiącego wyróżnik myśliwego spośród innej zwierzyny łownej w kontekście, jak ktoś napisał atrakcyjności takiego polowania, dużej emocji wrażeń i realnego zagrożenia bezpieczeństwa dla polującego na dziki. Polowania stanowiącego, można by rzec, taką mini cząstkę Polskiego Safari! Trochę rozczarowałem się tym, że w tej dyskusji postawiono dzika pod pręgierzem szkodnika, zagrażającego bytowi dla wielu kół łowieckich, pomijając jego poważną atrakcyjność w polowaniach.
@Nemrod74Polowanie na dziki jest "atrakcyjne" z roznych powodow - przede wszystkim samozwierze majace w sobie cos archaicznego, pierwotnego, budzace respekt.Cala reszta to sfera sterotypow - "wiesci gminnej" powiedzialbym. Dzik jest zwierzeciem,ktorego zmysly sa o niebo doskonalsze niz nasze, posiada "ponadprzecietna" inteligencje.Ale to juz wszystko. Polowanie na dziki an nie jest ani specjalnie trudne, ani niebezbieczne(jesli niebezpieczne to raczej dla dzikow), ani nie wymaga szczegolnych predyspozycji.Odrobina doswiadczenia, sprzet....i niczego wiecej nie trzeba.To nie sa czasy gdzie chodzilo sie z rohatyna na dzika. Kreowanie tego polowaniajako czegos wyjatkowego jest chyba pomylka. Indywidualnie, subiektywnie -owszem. Ale obiektywnie ? Ambona, 100 metrow, luneta, sztucer - komu ty chceszsprzedac bajeczki o wyjatkowym "niebezpieczenstwie" tego polowania ?. Zerujace dziki dadza sie podejsc na rzut beretem, Widza kiepsko....Jesli komus sie faktycznie krzywda stanie to w 90 % winny byl idiotyzm poszkodowanegoa w 10 % - pech. Ktory strzelca moze spotkac rowniez przy polowaniu na zajace.
Chciałbym ci Her feldjager odpowiedzieć, ale etyka myśliwska nie pozwala mi wchodzić w dyskusję z kimś, komu wydaje się że jego wyobraźnia jest chyba ważniejsza od wiedzy łowieckiej, którą próbujesz wtykać tu i ówdzie albo udajesz nieudolnie adwokata diabła. Ale wiedz, że wszechświat nie zdaje sobie sprawy z twego istnienia, więc uspokój się i rozluźnij, nie traktuj ludzi jak ciemniaków i nie pouczaj ich.
Drogi Panie Nemrodzie 74 Nie krepuj sie Pan. Jestesmy w swoim gronie. To nie jest Wszechswiat tylko grajdolekz nim mylony. Reprezentujemy jakis tam margines postrzegany przez 99 % - towawiekszosc jako smieszna grupke smiesznych ludzi smiesznie ubranych i czasamibardzo sie nadymajacych aczkolwiek z materia zupelnie powazna majacych do czynienia.Jeslis Pan tego do tej pory nie zauwazyl.Na temat polowania na dziki kazdy moze miec swoje zdanie - i niekonieczniemusi to byc zdanie Nemroda 74 czy Feldjaegera. Tyle tylko, ze wypada zdawac sobie sprawe z konsekwencji wynikajacych z reprezentowanegostanowiska.