W ostatnich miesiącach mam problem z córką która zamiast uczyć się wkręciła się w środowisko osób walczących z polowaniami.Nie wiem co mam robić.Cały dzień nie ma jej w domu tylko jak mi wiadomo czai się po lasach z grupą młodzieży i stara się nakręcić przestępstwa popełniane przez myśliwych.Na naukę nie ma czasu a matura w przyszłym roku.Mówię jej że myśliwi nie popełniają przestępstw bo mają pozwolenia na polowania.A ona mówi mi że nie umieją oni strzelać i odrazu zabić tylko ranią zwierzynę która później długo umiera w męczarniach.Ja jej mówię że trudno jest celnie trafić do zwierzyny.A ona że jak ktoś nie potrafi strzelać to nie powinien brać się za polowania bo wtedy jest sadystą a nie myśliwym.Kiedyś miała chłopaka który trenował strzelectwo,nawet medale jakieś zdobywał.To wszystko przez niego bo często się przy niej wyśmiewał że jak jacyś myśliwi przychodzą na strzelnicę to nie umieją strzelać.Nie znam się na tym wszystkim i nie wiem jak z nią rozmawiać.Muszę coś zrobić bo jak matury nie zda to co później będzie robić.
Przecież ona tego nie zrobi.Musiałabym mieć jakieś bardzo mocne argumenty aby ją do czegoś takiego namówić.To pewnie ostatnie miejsce w którym chciałaby się znaleźć.
Córka robi wspaniałą robotę pilnując myśliwych, którzy nie potrafią strzelać , za jakiś czas jej przejdzie a godziny spędzone na łonie przyrody zaowocują zdaniem matury .
Droga Pani Marto !Proszę koniecznie powstrzymać Córkę od włóczenia się po lasach i polach ponieważ tam polują właśnie Ci myśliwi , których Ona chce eliminować a łowiectwa
Ale jak ja mam to zrobić?Nawet tutaj nie ma nikogo kto powiedziałby mi jakich argumentów mam użyć w rozmowie z córką?Dlaczego tam są Ci których ona chce eliminować z łowiectwa?O co dokładnie chodzi?
Nie wiem Marto czy to jest problem. Osobiście uważam, że córka ma rację. Ja uważam, że myślistwo to pasja i zamiłowanie, oraz szacunek dla zwierzyny i środowiska w którym ta zwierzyna żyje. Jednak nie wszyscy tak traktują myślistwo. Osobiście znam prawdziwych myśliwych, którzy bardzo szlachetnie traktują myślistwo. Potrafią nie tylko celnie strzelać, ale i zrobić coś pożytecznego dla środowiska w którym zwierzyna żyje. Jestem dojrzałą kobietą, córką leśniczego, wychowaną w środowisku uczciwych ludzi, ale też wiem, że niestety są i tacy " myśliwi "których nazywam po prostu po imieniu - to są kłusownicy i nie mają nic wspólnego z prawdziwym myślistwem i ich zasadami .Należy pamiętać, że zwierzyna też czuje ból. Jeżeli zabijać zwierzę to w określonym celu ( np. populacji gatunku ) i w miarę celnie strzelać. A tego trzeba się nauczyć. A jeżeli chodzi o maturę Twojej córki - to myślę , że masz mądre dziecko i Ona na pewno da sobie radę. Życzę powodzenia. Pozdrawiam........warszawianka
Dziękuję Warszawianko.Próbuję jej tłumaczyć używając Twoich argumentów.Ona jednak twierdzi że myśliwi nie powinni polować ponieważ rzeczywiście w miarę celnie strzelają a nie potrafią naprawdę celnie strzelać.Mówi że dopóki nie nauczą się uśmiercać zwierzyny błyskawicznie to nie powinni się za to brać,mówi że zawsze mogą pójść do strzelców wyczynowych i jak potrenują parę lat to nauczą się wreszcie zabijać jak mężczyźni a nie jak "zwykłe cioty"(przepraszam za tego typu zwroty ale chcę abyście wiedzieli jakich zwrotów ona używa kiedy się z nią dyskutuję).Mówi że jak są "niedołężni" i nie potrafią nauczyć się zabijać błyskawicznie to lepiej niech się za to nie biorą.Mówi że lepsi są kłusownicy którzy potrafią zabijać błyskawicznie ponieważ nie zadają takiego dużego cierpienia a to czy państwo zarobi na zwierzętach czy nie zarobi powinno znajdować się na drugim planie bo najważniejsze jest zmniejszenie cierpienia a nie patrzenie na wszystko jakby "miało się tylko klapy na oczach na punkcie kasy".Co jej na to mówić?Nie wiem czy mam mądre dziecko,wychowawczyni twierdzi że jest źle,masę opuszczonych godzin.
Czytałem niegdyś pewną paskudną książkę, pewnego paskudnego pana, który ma ogromny żal do myśliwych za to, że był jednym z nich. I ten wyżej wymieniony pan twierdzi, że myśliwi nie potrafią odpowiedzieć na pytanie: dlaczego łowiectwo jest potrzebne przyrodzie? Niestety większość z nas rzeczywiście na to pytanie nie potrafi odpowiedzieć, ale są tacy co są w stanie to zrobić. Ten pan ma zupełną rację: łowiectwo nie potrzebne jest dla prawidłowego funkcjonowania przyrody. Ale jest potrzebne do utrzymania jej homeostazy, czyli stanu, w którym wszyscy i wszystko jest zdrowe i ma się całkiem dobrze. Natomiast żeby precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie i przedstawić rolę łowiectwa wybierzmy się w podróż w czasie do czasów odległych. Kiedyś, kiedyś Polskę porastały piękne lasy pierwotne. Lecz pewnego, może już nie tak pięknego dnia, na nasze ziemie wkroczył legendarny pan Lech. Rozpoczął kolonizacje dziewiczych puszcz. W jaki sposób? – Rozdziewiczając je, a dokładniej wyrębując: pod pola uprawne, powierzchnie mieszkalne itp. Powierzchnie puszcz zaczęły maleć w oczach, proporcjonalnie do przyrostu ludzi, aż zostało ich bardzo nie wiele (puszcz). W tak zwanym międzyczasie człowieka zaczęły irytować duże drapieżniki: rysie, niedźwiedzie czy wilki. Więc wpadł na pomysł, wybicia ich. Do szybkiego spadku populacji tych gatunków, przyczyniło się także niszczenie ich środowisk życia. I tak oto duże drapieżniki prawie zniknęły z powierzchni kraju. (Musimy wiedzieć, że bardzo ważnym elementem dla życia zwierząt dzikich są ich środowiska, np. dla batalionów są to bagna). A teraz przejdźmy do dzisiejszych czasów. Duże drapieżniki pełniły ( a gdzieniegdzie nadal pełnią) funkcję tzw. czynnika oporu środowiska. Tzn. ograniczały populacje do stanu, który nie zagraża istnieniu innych gatunków, np. ogranicza liczebność jeleni, żeby nie zjadły za dużo sosen. Czyli pełniły dokładnie tę samą rolę co myśliwi!Dlatego niektórzy nie do końca je lubią. Obecny stan przyrody raczej nie przewiduje miejsca dla rysia, czy wilka. Spowodowane jest to silną antropopresją (czyli oddziaływaniem człowieka na środowisko przyrodnicze), przez co duże drapieżniki żyłyby w ogromnym stresie, ale nie tylko. Jak wcześniej mówiłem Polskę pokrywały niegdyś piękne puszcze pierwotne, które były ogromnym ułatwieniem i sprzymierzeńcem w zdobywaniu przez nie pokarmu. Np. dla rysia niezbędna jest odpowiednia kolorystyka lasu i ilość powalonych pni drzew, żeby mógł bez problemu zdobywać pożywienie. Takich przeciwieństw losu dla życia tych gatunków jest wiele, kolejny przykład zabójcze drogi, ograniczające migrację nie tylko w czasie godów (co powoduje zawężenie puli genetycznej i spadek rozrodczości), ale także ograniczenie areału osobniczego poszczególnych osobników. Ale przypuśćmy, że dziś myśliwi przestają polować, co się wtedy dzieje? Właściwie nic strasznego zwierzątka żyją sobie swoim rytmem, do momentu kiedy nie zacznie szaleć inny czynnik oporu środowiska, a obecnie najskuteczniejszym są pasożyty i choroby. Zwiększenie liczebności zwierzyny powoduje przegęszczenie jej na jakimś tam obszarze (przypuśćmy pól uprawnych), szkody, które takie przegęszczenie spowoduje to pikuś w porównaniu z tym co zaraz usłyszymy. Spada nam śmiertelność, więc zwierząt jest więcej, co idąc dalej spowoduje łatwiejsze zarażanie się najrozmaitszymi paskudnymi chorobami. Jedzenia powoli zacznie brakować, jak i również składników odżywczych i powierzchni do życia. A więc osobniki o silnym terytorializmie będą żyły w stresie. To wszystko spowoduje osłabienie organizmów i zwiększenie podatności na choroby, oraz zwiększenie odsetku zarażonych. (Oby to tylko nie był wirus z racji dużej zdolności mutacji, bo jeszcze by nam wystąpiła SARNIA GRYPA). Wszystkie zwierzęta domowe pochodzą od dzikich, więc są bezpośrednio narażone na choroby od swoich dzikich braci. I mamy proszę państwa pandemię. Zanim wymyślimy szczepionki zaczniemy znowu odstrzeliwać zwierzęta. I koło nam się zamknęło.Oczywiście to tylko wyolbrzymiony model, który jest wielce prawdopodobny. W związku z powyższym, myślę że odpowiedziałem na pytanie autora pewnej książki. Łowiectwo owszem przyrodzie nie jest bardzo potrzebne, bo kiedyś by się to unormowało, ale nam ludziom TAK. Żeby powrócić ze stanem przyrody jak setki, tysiące lat temu, musielibyśmy zmniejszyć drastycznie ilość ludzi na świecie, a nasze miasta, domy, ogrody i inne, pozostawić naturalnej sukcesji.
Dzięki SkalniakSzkoda że tak długo musiałam czekać za tak profesjonalnymi informacjami.Teraz mam już z czego argumentować.A czy mógłbyś napisać konkretnie jakie zwierzęta i dlaczego należy aktualnie odstrzeliwać?Jakiś taki bardzo praktyczny przykład obecnych czasów.Trochę się boję że córka może zapytać skąd mam informacje które mi przekazałeś,nie mogę napisać jej że mam je z forum bo się wkurzy ze z wami się kontaktuje.Nie znasz jakiegoś tego typu artykułu który mogłabym pokazać jej na jakieś stronie w internecie?No bo na forum nie mogę się powołać.
Witaj Marto - przerażające jest to co piszesz o córce - zastanawiam się do jakich celów potrzebna jest jej umiejętność strzelania? . Myślę , że faktycznie lepiej było by jakby córka zajęła się nauką i miała jakieś dodatkowe ciekawsze zajęcie - np. chodziła do schroniska dla zwierząt i tam się aktywnie udzielała.Myślę, że wolontariat przy ludziach niesprawnych lub tylko starszych to nie dla niej zajęcie, bo do tego trzeba mieć serce .Życzę powodzenia i dużo siły. Pozdrawiam - warszawianka.
Trzeba jeszcze dodać, że w przypadku lisów taką rolę ograniczającą pełniła wścieklizna. Ażeby wyeliminować rolę myśliwych, trzeba by tą chorobę wprowadzić z powrotem do środowiska. Myślę, że nawet największe ekopo*eby nie są tak głupie, żeby coś takiego zaproponować.Odnośnie umiejętności strzelania, ja trenowałem strzelectwo wyczynowo przez wiele lat, swego czasu byłem członkiem kadry narodowej i startowałem z sukcesami w bardzo poważnych zawodach. Ale jak zostałem myśliwym i poszedłem na polowanie, gdy znalazłem się nad stawem, a kaczki latały we wszystkie strony, poczułem się jak ostatnia dupa, bo nic nie mogłem trafić. Koledzy strącali ich mnóstwo, praktycznie każdym strzałem, a ja... kicha. Dlatego niech młodzieniec nie kozaczy, tylko przekona się, jak to jest naprawdę na polowaniu. Tutaj nie ma doskonałych warunków strzeleckich, chorągiewek pokazujących kierunek i siłę wiatru, oświetlenia na tarczach 800-1000 lumenów. A odruchy ze strzelnicy pomagają co najwyżej zachować warunki bezpieczeństwa (naprawdę pomagają). Jak znajdzie się w terenie i spróbuje, to z niego będą się śmiać, że cipa i strzelać nie umie.
Nie wiedziałam Warszawianko że pisałam iż córka czasami chodzi na strzelnicę,ostatnio chyba dość często choć sama dokładnie nie wiem ale muszę zapytać po co jej w zasadzie umiejętność strzelecka.A do schroniska dla zwierząt także chodzi i wolałabym aby głównie tam chodziła.
Nie rozumiem o co chodzi Irion z tymi lisami?To znaczy że myśliwi odstrzeliwali wściekłe lisy?Nikt chyba nie chce eliminować myśliwych którzy odstrzeliwują wściekłe lisy?Nie wiem nic o strzelectwie ale może coś tam zasugeruje córce aby docenili tak wysokie umiejętności myśliwych.Mógłbyś napisać coś bardziej dokładnie w czym myśliwi przewyższają strzelców wyczynowych.Chodzi o to że na strzelnicy wszystko jest statyczne,pozbawione ruchu?
Chodziło o to, że kiedyś ilość lisów była regulowana naturalnie przez wściekliznę. Gdy ich zagęszczenie robiło się za duże wybuchała epidemia i część zdychała. Niestety, lisy zarażały wścieklizną inne zwierzęta dzikie, domowe i ludzi. Teraz wścieklizny nie ma, bo ludzie ją zlikwidowali szczepionkami. Lisy mnożą się bez żadnych ograniczeń i wybijają drobną zwierzynę - zające, króliki, kuropatwy, bażanty, a nawet młode sarny. Więc ludzie muszą zmniejszać ilość lisów zabijając je. Żeby wrócić do "naturalnej" metody ograniczenia ilości lisów, bez odstrzału, musielibyśmy przywrócić do środowiska wściekliznę, która zabija lisy, ale krowy, konie, sarny, psy, koty i ludzi też. Strzelanie na strzelnicy jest proste. Jak mówił mój trener: "Wystarczy pierwszym strzałem strzelić dziesiątkę, a potem tylko powtórzyć dokładnie to samo sześćdziesiąt razy".Na polowaniu każdy strzał jest inny, na inną odległość, w innych warunkach oświetlenia, z inną pozycją ciała, z innym uchwytem broni i do inaczej poruszającego się celu. Nie tylko zawodnicy dyscyplin statycznych (karabin i pistolet), ale także dynamicznych (rzutki i ruchoma tarcza) nie zawsze sobie radzą na polowaniu.
W ostatnich miesiącach mam problem z córką która zamiast uczyć się wkręciła się w środowisko osób walczących z polowaniami.Nie wiem co mam robić.Cały dzień nie ma jej w domu tylko jak mi wiadomo czai się po lasach z grupą młodzieży i stara się nakręcić przestępstwa popełniane przez myśliwych.Na naukę nie ma czasu a matura w przyszłym roku.Mówię jej że myśliwi nie popełniają przestępstw bo mają pozwolenia na polowania.A ona mówi mi że nie umieją oni strzelać i odrazu zabić tylko ranią zwierzynę która później długo umiera w męczarniach.Ja jej mówię że trudno jest celnie trafić do zwierzyny.A ona że jak ktoś nie potrafi strzelać to nie powinien brać się za polowania bo wtedy jest sadystą a nie myśliwym.Kiedyś miała chłopaka który trenował strzelectwo,nawet medale jakieś zdobywał.To wszystko przez niego bo często się przy niej wyśmiewał że jak jacyś myśliwi przychodzą na strzelnicę to nie umieją strzelać.Nie znam się na tym wszystkim i nie wiem jak z nią rozmawiać.Muszę coś zrobić bo jak matury nie zda to co później będzie robić.
zapisz córkę do koła łowieckiego, zobaczy jak to wygląda z bliska ,nie będzie ulegała powszechnej modzie
Przecież ona tego nie zrobi.Musiałabym mieć jakieś bardzo mocne argumenty aby ją do czegoś takiego namówić.To pewnie ostatnie miejsce w którym chciałaby się znaleźć.
Córka robi wspaniałą robotę pilnując myśliwych, którzy nie potrafią strzelać , za jakiś czas jej przejdzie a godziny spędzone na łonie przyrody zaowocują zdaniem matury .
Droga Pani Marto !Proszę koniecznie powstrzymać Córkę od włóczenia się po lasach i polach ponieważ tam polują właśnie Ci myśliwi , których Ona chce eliminować a łowiectwa
Ale jak ja mam to zrobić?Nawet tutaj nie ma nikogo kto powiedziałby mi jakich argumentów mam użyć w rozmowie z córką?Dlaczego tam są Ci których ona chce eliminować z łowiectwa?O co dokładnie chodzi?
Nie wiem Marto czy to jest problem. Osobiście uważam, że córka ma rację. Ja uważam, że myślistwo to pasja i zamiłowanie, oraz szacunek dla zwierzyny i środowiska w którym ta zwierzyna żyje. Jednak nie wszyscy tak traktują myślistwo. Osobiście znam prawdziwych myśliwych, którzy bardzo szlachetnie traktują myślistwo. Potrafią nie tylko celnie strzelać, ale i zrobić coś pożytecznego dla środowiska w którym zwierzyna żyje. Jestem dojrzałą kobietą, córką leśniczego, wychowaną w środowisku uczciwych ludzi, ale też wiem, że niestety są i tacy " myśliwi "których nazywam po prostu po imieniu - to są kłusownicy i nie mają nic wspólnego z prawdziwym myślistwem i ich zasadami .Należy pamiętać, że zwierzyna też czuje ból. Jeżeli zabijać zwierzę to w określonym celu ( np. populacji gatunku ) i w miarę celnie strzelać. A tego trzeba się nauczyć. A jeżeli chodzi o maturę Twojej córki - to myślę , że masz mądre dziecko i Ona na pewno da sobie radę. Życzę powodzenia. Pozdrawiam........warszawianka
Proszę dać to przeczytać córce http://mysliwer.pl/…/czy-lowiectwo-jest-potrzebne-przyrodz…/
Dziękuję Warszawianko.Próbuję jej tłumaczyć używając Twoich argumentów.Ona jednak twierdzi że myśliwi nie powinni polować ponieważ rzeczywiście w miarę celnie strzelają a nie potrafią naprawdę celnie strzelać.Mówi że dopóki nie nauczą się uśmiercać zwierzyny błyskawicznie to nie powinni się za to brać,mówi że zawsze mogą pójść do strzelców wyczynowych i jak potrenują parę lat to nauczą się wreszcie zabijać jak mężczyźni a nie jak "zwykłe cioty"(przepraszam za tego typu zwroty ale chcę abyście wiedzieli jakich zwrotów ona używa kiedy się z nią dyskutuję).Mówi że jak są "niedołężni" i nie potrafią nauczyć się zabijać błyskawicznie to lepiej niech się za to nie biorą.Mówi że lepsi są kłusownicy którzy potrafią zabijać błyskawicznie ponieważ nie zadają takiego dużego cierpienia a to czy państwo zarobi na zwierzętach czy nie zarobi powinno znajdować się na drugim planie bo najważniejsze jest zmniejszenie cierpienia a nie patrzenie na wszystko jakby "miało się tylko klapy na oczach na punkcie kasy".Co jej na to mówić?Nie wiem czy mam mądre dziecko,wychowawczyni twierdzi że jest źle,masę opuszczonych godzin.
Bardzo chciałabym Skalniak przeczytać ten artykuł ale wyświetla mi się że ta strona nie istnieje?Może podałbyś jakiś podobny artykuł?
Czytałem niegdyś pewną paskudną książkę, pewnego paskudnego pana, który ma ogromny żal do myśliwych za to, że był jednym z nich. I ten wyżej wymieniony pan twierdzi, że myśliwi nie potrafią odpowiedzieć na pytanie: dlaczego łowiectwo jest potrzebne przyrodzie? Niestety większość z nas rzeczywiście na to pytanie nie potrafi odpowiedzieć, ale są tacy co są w stanie to zrobić. Ten pan ma zupełną rację: łowiectwo nie potrzebne jest dla prawidłowego funkcjonowania przyrody. Ale jest potrzebne do utrzymania jej homeostazy, czyli stanu, w którym wszyscy i wszystko jest zdrowe i ma się całkiem dobrze. Natomiast żeby precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie i przedstawić rolę łowiectwa wybierzmy się w podróż w czasie do czasów odległych. Kiedyś, kiedyś Polskę porastały piękne lasy pierwotne. Lecz pewnego, może już nie tak pięknego dnia, na nasze ziemie wkroczył legendarny pan Lech. Rozpoczął kolonizacje dziewiczych puszcz. W jaki sposób? – Rozdziewiczając je, a dokładniej wyrębując: pod pola uprawne, powierzchnie mieszkalne itp. Powierzchnie puszcz zaczęły maleć w oczach, proporcjonalnie do przyrostu ludzi, aż zostało ich bardzo nie wiele (puszcz). W tak zwanym międzyczasie człowieka zaczęły irytować duże drapieżniki: rysie, niedźwiedzie czy wilki. Więc wpadł na pomysł, wybicia ich. Do szybkiego spadku populacji tych gatunków, przyczyniło się także niszczenie ich środowisk życia. I tak oto duże drapieżniki prawie zniknęły z powierzchni kraju. (Musimy wiedzieć, że bardzo ważnym elementem dla życia zwierząt dzikich są ich środowiska, np. dla batalionów są to bagna). A teraz przejdźmy do dzisiejszych czasów. Duże drapieżniki pełniły ( a gdzieniegdzie nadal pełnią) funkcję tzw. czynnika oporu środowiska. Tzn. ograniczały populacje do stanu, który nie zagraża istnieniu innych gatunków, np. ogranicza liczebność jeleni, żeby nie zjadły za dużo sosen. Czyli pełniły dokładnie tę samą rolę co myśliwi!Dlatego niektórzy nie do końca je lubią. Obecny stan przyrody raczej nie przewiduje miejsca dla rysia, czy wilka. Spowodowane jest to silną antropopresją (czyli oddziaływaniem człowieka na środowisko przyrodnicze), przez co duże drapieżniki żyłyby w ogromnym stresie, ale nie tylko. Jak wcześniej mówiłem Polskę pokrywały niegdyś piękne puszcze pierwotne, które były ogromnym ułatwieniem i sprzymierzeńcem w zdobywaniu przez nie pokarmu. Np. dla rysia niezbędna jest odpowiednia kolorystyka lasu i ilość powalonych pni drzew, żeby mógł bez problemu zdobywać pożywienie. Takich przeciwieństw losu dla życia tych gatunków jest wiele, kolejny przykład zabójcze drogi, ograniczające migrację nie tylko w czasie godów (co powoduje zawężenie puli genetycznej i spadek rozrodczości), ale także ograniczenie areału osobniczego poszczególnych osobników. Ale przypuśćmy, że dziś myśliwi przestają polować, co się wtedy dzieje? Właściwie nic strasznego zwierzątka żyją sobie swoim rytmem, do momentu kiedy nie zacznie szaleć inny czynnik oporu środowiska, a obecnie najskuteczniejszym są pasożyty i choroby. Zwiększenie liczebności zwierzyny powoduje przegęszczenie jej na jakimś tam obszarze (przypuśćmy pól uprawnych), szkody, które takie przegęszczenie spowoduje to pikuś w porównaniu z tym co zaraz usłyszymy. Spada nam śmiertelność, więc zwierząt jest więcej, co idąc dalej spowoduje łatwiejsze zarażanie się najrozmaitszymi paskudnymi chorobami. Jedzenia powoli zacznie brakować, jak i również składników odżywczych i powierzchni do życia. A więc osobniki o silnym terytorializmie będą żyły w stresie. To wszystko spowoduje osłabienie organizmów i zwiększenie podatności na choroby, oraz zwiększenie odsetku zarażonych. (Oby to tylko nie był wirus z racji dużej zdolności mutacji, bo jeszcze by nam wystąpiła SARNIA GRYPA). Wszystkie zwierzęta domowe pochodzą od dzikich, więc są bezpośrednio narażone na choroby od swoich dzikich braci. I mamy proszę państwa pandemię. Zanim wymyślimy szczepionki zaczniemy znowu odstrzeliwać zwierzęta. I koło nam się zamknęło.Oczywiście to tylko wyolbrzymiony model, który jest wielce prawdopodobny. W związku z powyższym, myślę że odpowiedziałem na pytanie autora pewnej książki. Łowiectwo owszem przyrodzie nie jest bardzo potrzebne, bo kiedyś by się to unormowało, ale nam ludziom TAK. Żeby powrócić ze stanem przyrody jak setki, tysiące lat temu, musielibyśmy zmniejszyć drastycznie ilość ludzi na świecie, a nasze miasta, domy, ogrody i inne, pozostawić naturalnej sukcesji.
Oto ten artykuł skopiowałem z mojego archiwum,zdjęcia nie wkleiły się dlatego są przerwy.Pozdrawiam
Dzięki SkalniakSzkoda że tak długo musiałam czekać za tak profesjonalnymi informacjami.Teraz mam już z czego argumentować.A czy mógłbyś napisać konkretnie jakie zwierzęta i dlaczego należy aktualnie odstrzeliwać?Jakiś taki bardzo praktyczny przykład obecnych czasów.Trochę się boję że córka może zapytać skąd mam informacje które mi przekazałeś,nie mogę napisać jej że mam je z forum bo się wkurzy ze z wami się kontaktuje.Nie znasz jakiegoś tego typu artykułu który mogłabym pokazać jej na jakieś stronie w internecie?No bo na forum nie mogę się powołać.
http://mysliwer.pl/czy-lowiectwo-jest-potrzebne-przyrodzie/
http://zootechnika.blog.pl/2014/03/26/liczebnosc-i-zageszczenie-inwentaryzacja-zwierzyny/
http://magazynsezon.pl/art357,gospodarowanie-populacjami-zwierzyny-grubej
http://www.lex.pl/czytaj/-/artykul/szkody-lowieckie-potrzebne-zmiany-w-prawie?refererPlid=68467180
Witaj Marto - przerażające jest to co piszesz o córce - zastanawiam się do jakich celów potrzebna jest jej umiejętność strzelania? . Myślę , że faktycznie lepiej było by jakby córka zajęła się nauką i miała jakieś dodatkowe ciekawsze zajęcie - np. chodziła do schroniska dla zwierząt i tam się aktywnie udzielała.Myślę, że wolontariat przy ludziach niesprawnych lub tylko starszych to nie dla niej zajęcie, bo do tego trzeba mieć serce .Życzę powodzenia i dużo siły. Pozdrawiam - warszawianka.
Trzeba jeszcze dodać, że w przypadku lisów taką rolę ograniczającą pełniła wścieklizna. Ażeby wyeliminować rolę myśliwych, trzeba by tą chorobę wprowadzić z powrotem do środowiska. Myślę, że nawet największe ekopo*eby nie są tak głupie, żeby coś takiego zaproponować.Odnośnie umiejętności strzelania, ja trenowałem strzelectwo wyczynowo przez wiele lat, swego czasu byłem członkiem kadry narodowej i startowałem z sukcesami w bardzo poważnych zawodach. Ale jak zostałem myśliwym i poszedłem na polowanie, gdy znalazłem się nad stawem, a kaczki latały we wszystkie strony, poczułem się jak ostatnia dupa, bo nic nie mogłem trafić. Koledzy strącali ich mnóstwo, praktycznie każdym strzałem, a ja... kicha. Dlatego niech młodzieniec nie kozaczy, tylko przekona się, jak to jest naprawdę na polowaniu. Tutaj nie ma doskonałych warunków strzeleckich, chorągiewek pokazujących kierunek i siłę wiatru, oświetlenia na tarczach 800-1000 lumenów. A odruchy ze strzelnicy pomagają co najwyżej zachować warunki bezpieczeństwa (naprawdę pomagają). Jak znajdzie się w terenie i spróbuje, to z niego będą się śmiać, że cipa i strzelać nie umie.
Dzięki Skalniak.Teraz będę miała co czytać przez najbliższe wieczory,mam nadzieję że znajdę na to czas i to wszystko zrozumiem.
Nie wiedziałam Warszawianko że pisałam iż córka czasami chodzi na strzelnicę,ostatnio chyba dość często choć sama dokładnie nie wiem ale muszę zapytać po co jej w zasadzie umiejętność strzelecka.A do schroniska dla zwierząt także chodzi i wolałabym aby głównie tam chodziła.
Nie rozumiem o co chodzi Irion z tymi lisami?To znaczy że myśliwi odstrzeliwali wściekłe lisy?Nikt chyba nie chce eliminować myśliwych którzy odstrzeliwują wściekłe lisy?Nie wiem nic o strzelectwie ale może coś tam zasugeruje córce aby docenili tak wysokie umiejętności myśliwych.Mógłbyś napisać coś bardziej dokładnie w czym myśliwi przewyższają strzelców wyczynowych.Chodzi o to że na strzelnicy wszystko jest statyczne,pozbawione ruchu?
Chodziło o to, że kiedyś ilość lisów była regulowana naturalnie przez wściekliznę. Gdy ich zagęszczenie robiło się za duże wybuchała epidemia i część zdychała. Niestety, lisy zarażały wścieklizną inne zwierzęta dzikie, domowe i ludzi. Teraz wścieklizny nie ma, bo ludzie ją zlikwidowali szczepionkami. Lisy mnożą się bez żadnych ograniczeń i wybijają drobną zwierzynę - zające, króliki, kuropatwy, bażanty, a nawet młode sarny. Więc ludzie muszą zmniejszać ilość lisów zabijając je. Żeby wrócić do "naturalnej" metody ograniczenia ilości lisów, bez odstrzału, musielibyśmy przywrócić do środowiska wściekliznę, która zabija lisy, ale krowy, konie, sarny, psy, koty i ludzi też. Strzelanie na strzelnicy jest proste. Jak mówił mój trener: "Wystarczy pierwszym strzałem strzelić dziesiątkę, a potem tylko powtórzyć dokładnie to samo sześćdziesiąt razy".Na polowaniu każdy strzał jest inny, na inną odległość, w innych warunkach oświetlenia, z inną pozycją ciała, z innym uchwytem broni i do inaczej poruszającego się celu. Nie tylko zawodnicy dyscyplin statycznych (karabin i pistolet), ale także dynamicznych (rzutki i ruchoma tarcza) nie zawsze sobie radzą na polowaniu.