Reklama
  • knieja222013-02-17 21:51:12

    Wydarzenie które chcę Wam opowiedzieć miało miejsce w grudniu 1998 roku.Uczęszczałem do Technikum Leśnego.Po ciężkim tygodniu uradowani wracamy wraz z kolegą do domu.Gdy po odwiezieniu kolegi do domu, postanowiłem jechać do książki ewidencji zobaczyć co co się tam dzieje.Po wcześniejszym rozplanowaniu, postanowiłem usiąść na ambonie na ściernisku po kukurydzy.Po krótkim telefonie do ojca wpisałem sie na uroczysko "NIWA", a tate na uroczysko "2 SOSNY".Po przyjeździe do domu przywitałem się ze wszystkimi no i oczywiście z psami które cieszyły sie niezwykle.Po godzinnym odpoczynku zarzuciłem drylinga na plecy i ruszyłem w knieje.Po przyjeździe do wyznaczonego miejsca zasiadłem na ambonie.Był kilkustopniowy mróz, księżyc dążył do pełni, a warstwa śniegu nie przekraczała 15 cm.Siedząć spogladałem na upadły już PGR, w zadumaniu myślałem jak żyło się kiedyś, moją refleksję przerwał mikita biegnący ze zdobyczą który w mig skoczył do lasu.Około godziny 20:00 na ściernisko wyszedł pojedynek, Spokojnie podniosłem drylinga, choć serce biło mi jak młot pneumatyczny,spokojnie odbezpieczyłem broń, przyspiesznik naciągnięty, szpic celownika w lunecie naprowadzony na komore i pociągam za spust.BUUCH!!!!! Echo rozniosło się po całym lesie.Dzik uchodzi około 40 metrów i pada.Pogłaskałem lufy drylinga i powiedziałem-będziemy żyć w zgodzie-Był to nowy dryling z lunetą Swarovski Habicht 8x56.Zszedłem z ambony, urwałem gałązkę świerkową i poszedłem po patrola którym podjechałem po zdobycz! Wysiadłem z auta i ujżałem piękny oręż! Nadeszła smutna ceremonia patroszenia.Gdy schyliłem sie usłyszałem strzał, było uderzenie kuli.Za minutę czuję wibracje w kieszeni odbieram telefon i słyszę głos ojca.-strzelałeś????-zapytał.Odpowiedziałem mu, że tak wycinka z ładnym orężem, a ojciec na to -Gratulacje, ja też strzelałem do przelatka i jest dużo farby, przyjedź-Gdy wypatroszyłem dzika pojechałem 2 kilometry dalej gdzie czekał na mnie ojciec, puściłem psa i za minutę doszliśmy postrzałka był to przelatek płci męskiej, po wypatroszeniu załadowaliśmy tuszę na kosz i podjechaliśmy po mojego, wrzuciliśmy mojego dzika na kosz i ruszyliśmy do skupu.Mój dzik ważył 83 kg, z orężem którym mógłby mi pozazdrościć niejeden myśliwy, ojca dzik ważył 45 kg, tak kończę swoje opowiadanie!!!! Prosze o komentarze!!!! Darz Bór!!!!

  • dominikasysaki 2013-02-18 10:31:24

    Historia piękna i czyta się ja z zaciekawieniem. Fajnie że opisujesz tu ,,tradycje" związaną z włożeniem złomu zwierzynie ,,ostatni kęs" bo teraz na indywidualnym mało kto otym pamiętaDB

  • knieja22 2013-02-18 15:03:42

    Dziękuję!!!!!

  • Milosz7x64 2013-03-11 13:22:44

    Super historia  ! aż się człowiek raduje czytając takie opowiadania , choć jestem młodym myśliwym( bo z zaledwie 3 letnim stażem ) też mógłbym ich już sporo napisać . Pozdrawiam  . Darz Bór !

  • Reklama
  • senior 2013-03-11 15:00:27

    piękna historia dzięki że opisujesz swoje przygody łowieckie pozdrawiam.

  • prete 2015-01-15 13:57:20

    Czas polowań zbiorowych dobiega końca , psy już w kojcach , jednym Bór Darzył bardziej , innym troszkę mniej , mam nadzieję , że każdy zakończył sezon polowań zbiorowych w zdrowiu , i nie utracił pieska , którego poniosła pasja , choć polowania na wiele gatunków jeszcze trwają , jednak atmosfera jesiennych i przedświątecznych polowań odeszła . Chciałbym się podzielić moją przygodą , którą zapoczątkował mój kolega w zeszłym sezonie opowiadając o monstrualnej wielkości odyńcu odwiedzającym co jakiś czas łączkę w pobliżu babrzyska , swą opowieścią wzbudził uśmiech na twarzach wielu kolegów i kręcenie głowami nemrodów , a nawet pytania o krotność lunety . Trochę inaczej odebrano relację podkładacza , którego psy zjeżone , ze skowytem wypadły z młodnika szukając schronienia pod jego nogami , na zachęty i podniety , nie reagowały , sam ruszył w kierunku domniemanego zwierza i zwątpił , w chwili jego zwątpienia , czarny ruszył pozostawiając go z jego wątpliwościami , jak to póżniej określił istny nosorożec.Pierwszy epizod odbył się pewnego wieczoru , kiedy większość kolegów szukała sposobności do pozyskania na świąteczny stół jakiejś fajnej tuszy , w łowiskach zrobił się istny tłok i zamieszanie , na pewne miejsca zapisywano się z wyprzedzeniem , a nawet w środku nocy istny obłęd ogarną niektórych .  Pojechałem na czatownię gdzie jak to mówią nic nie chodzi szkoda czasu , ale skoro już się zebrałem , to szkoda wracać do domu więc zasiadłem . Pustynia , nawet lisiury nie widać , wiatr mało nie obali czatowni , ziąb przeciąga każdą szparą , co za głupi pomysł pomyślałem , i tak w zadumie , O św.Hubercie  , daj jakąś świnię , choć malutką , choć zobaczyć , sięgnąłem po termos i siedzę . Po polu przesuną się cień , uchyliłem okienko , nie , zdawało mi się pewnie , słyszę tupot po zamarzniętym , dzik , o K...wa jaki wielki , patrzę przez lunetę , za daleko , ale idzie jakby na mnie , coraz bliżej jakieś 150 , niesamowite , gwizd tak jakoś opuszczony , spokojny , idzie dalej na mnie , napinam przyspiesznik , i w pobliską drogę polną wpada , terenówka , napędy chroboczą , jak w Rudym 102 , i po odyńcu , jak zerwał , chwost niczym sztandar bojowy , chyb jak u rumaka spod Troi , poszedł w noc . Pakuję sprzęty i do auta , w głowie tylko co za kutas mi się podłączył , taką okazję zmarnował .Epizod drugi , piękny księżyc , świeży śnieg , jak tu siedzieć w domu , przedświąteczna krzątanina , żona naładowana , niekoniecznie dobrą energią , mnóstwo pracy  , psy dokazują , niech już te święta przyjdą i będzie spokój , myślę i po cichu , termosik , sztucer i do auta .  W książce milion wpisów , jedne wyrażne inne jakimś szyfrem , gdzie jechać ? , wybrałem to co pozostało zapomnianą ambonę , która stoi dzięki chwastom porastającym  obok , masakra , zły , ostrożnie się wspinam , trzeba to rozwalić bo jeszcze ktoś spadnie , pomyślałem . Siedzę widoczność doskonała , jednak ziąb swoje robi , zaczynam się trząść jak śląski galert , diabli nadali jeszcze jenoty , ręce się trzęsą nie ma szans na celowanie , złażę z tego ustrojstwa z postanowieniem grubszego ubierania się na przyszłość . Zły , ale rozgrzany marszem idę przez dębinę , ostrożnie , myślę może św. Hubert pamięta o swoim wiernym rycerzu . Widzę już auto stojące na skraju , ale , ale , z drugiej strony idzie , dzik , jak , jakiś nierozważny warchlak , to , mój nosorożec , o dzięki , już go mam w całym świetle , spokojnie środek łopatki , tak , mój , mój , spust , i trzask spadającej iglicy , wśród obielonej śniegiem dębiny niczym uderzenie młota kowalskiego , a gdzie huk strzału , palce wędrują w kierunku magazynu , no tak , jest w kieszeni , tętent i łamanie suchych gałęzi , tyle pozostało z odyńca , o jak mogłem coś takiego zrobić , cicho z największą uwagą , przeładować na sucho , o nie , pomyślałem , jakaś klątwa , do auta i do domu .Epizod ostatni trzeci , miał miejsce tuż po nowym roku , warunki były już gorsze , nadchodzącą odwilż oznajmiał silny wiatr , i prognozy pogody , jeszcze miałem nadzieję strzelić jakąś loszkę , na osłodę niepowodzeń jakie mnie ostatnio nękały w różnych aspektach życia łowieckiego . Siedzę na znanej czatowni z epizodu pierwszego , koledzy korzystają z wolnych dni walnie nawiedzają łowiska , normalka każdy coś tam chce pozyskać , motywacje różne bywają , nie wnikam , siedzę i czatuję . Gdzieś w dali pada strzał , tam wśród lasu błyśnie latarka , nie to bez sensu , ale siedzę , teściowa w gościnie , choć ogień na kominku , pełna lodówa , i niedomykający się barek , kuszą . Coś mi mignęło pod ogrodzeniem przyległej uprawy leśnej , e , pewnie koza pomyślałem , i pakuję termos , kocyk , lornetkę , spojrzenie przez okienko , ooo Ku...wa , DZIK , pod samą czatownią , mój , nosorożec , strzelam , od góry na kręgosłup , pewniak , już widzę jak pisze testament , NIE , od jednego podejścia pęka siatka grodząca uprawę , idzie jakoś cicho bez paniki , jaka powinna towarzyszyć , zestresowanemu , rannemu ,  czarnemu zwierzu . Już jestem na dole , latarka , sztucer jakże nieporęczny w tej sytuacji , idę w uprawę , jest farbuje , ale jakoś tak niezbyt obficie , uprawa spora ,  dwa koła i wyjście , dalej chruśniak i jeżyna i chaszcze niesamowite , nagle jak grom , myśl , co ty k..wa robisz , człowieku opanuj się , to był odyniec , nosorożec , nie jakiś warchlaczek . Napięcie opadło wkradł się lęk który często podstępnie sieje zwątpienie w sercu nocnego łowcy , wróciłem , badam miejsce zestrzału ewidentnie kula rozbiła się o ziemię , idę do auta , pakuję się , akurat jedzie znajomy , strzeliłeś coś pyta , taa , opowiadam mu o zajściu , ocierka , zawyrokował , no jesteś odważny , no , albo głupi , odpowiedziałem szybko . Spać nie mogłem , wątpliwości , a może tam jednak leży ? , już pies w aucie , jedziemy , rano odwilż idzie na całego , pies z trudem ale idzie , po jakiś dwu kilometrach zaczyna się gubić , wracać , ruszył dziki z młodnika , nie , siadłem przy drodze na pniaczku i rozmyślam . Jedzie mój znajomy , jak , znalazłeś pyta z uśmiechem , to wielki odyniec więc szukać łatwiej ciągnie , pomódl się do naszego patrona i podziękuj , że nie leżysz w młodniku razem z nim . A pi..lisz pomyślałem , stary cwaniaczek się podśmiewa , pamiętasz ciągnie , jak dałeś potrzymać sztucer temu gościowi , no odpowiedziałem , a pamiętasz co ci mówiłem , no tak do końca sezonu nic nie strzelisz , wierzysz teraz ? .Może ta opowieść wywoła uśmiech , pokpiwanie , ale nawet tera gdy spojrzę na szafę z bronią widzę tego odyńca . i nawet gdyby mi staną blatem na dziesięć kroków , odpuszczę , i już więcej nie poproszę naszego patrona o świne , ale o zwierza . DB.

  • padree1995pl 2015-01-19 20:59:04

    Obie historie czyta się jak wysokiej klasy lekturę. Gratuluję twórczości. Coś niesamowitego i więcej takich opowiadań proszę. Pozdrawiam Darz Bór

  • prete 2015-01-20 09:33:04

    Dzięki , szkoda że nie mam literackiego polotu bo kilka historii mi się przydarzyło , zazwyczaj tych kiedy zwierz leży na pokocie , nie pamięta się tak dobrze , za kilka dni pełnia , do zakupu amunicji dołączę pampersy ,( tak na wszelki wypadek ), pozdrawiam , DB.  

  • Reklama


Reklama
Reklama