Jeżdżę z dziadkiem na polowania. Jest on na prawdę wspaniałym myśliwym. Już nie jedno w lesie widział i przeżył. W borze spędził połowę życia, jak nie więcej. Jednak tu chodzi o mnie. Zwyczajnie mam pecha. Chce polować. Staż tuż, tuż. Na polowaniach widzę dużo. Raz mniej, raz więcej. Jak to na łowach bywa. Jednak często przy mnie dziadek pudłuje. Psuje tak banalne strzały. Ostatnio na jednym polowaniu zamiast kulą strzelił breneką, a 20 minut później spudłował dzika. Na niego dziki same wchodzą w nocy, ale wtedy jest sam. Zdarzają się też strzały celne, ale ten pech za mną chodzi.
Witam . No to tylko pozazdrościć szczęscia dziadka i tych jego dzików . Sadzę , że jak tylko wkroczysz do grona PZŁ to cały pech minie . Życzę tego tobie oraz twojemu dziadkowi szczęscia na łowach ! Darz Bór .
Łatwo oceniać strzelca stojąc obok , inaczej kiedy samemu się celuje , fajnego masz dziadka , pomyśl tylko , gdyby każdy strzał oddany przez myśliwych był celny , ile zwierza by było dzisiaj . Pudło to nic takiego widziałem łowy zbiorowe gdzie padło czterdzieści strzałów a na pokocie nic , o jakimś pechu czy fatum nikt nie wspominał . Fajnie gdy esencją polowania jest radość i przyjemność z tego co się robi , a pozyskanie nie jest celem samym w sobie , więc głowa do góry nie dopatruj się pecha , bo coś takiego nie istnieje .
Po woli się z tego śmieje. Sam dziadek z przekąsem mówi, że mu pecha przynoszę. Jednak zdarzają się wspaniałe polowania. Też i z pozyskanym zwierzem. Dziadek mówi, że on podczas swojej kariery łowieckiej również miał pasmo niepowodzeń, ale też i złote okresy.
Głowa do góry!!Dziadek to naprawdę księga wiedzy , zaufaj mu. Kazdy ma swój dzień- uwież mi. Nie wież w pecha tylko w kolej losu, tak po prostu miało być ale to nie znaczy, że juz zawsze tak będzie. Polowanie uważam za udane kiedy tylko widzę zwierza. Jest udane kiedy moge oddychać tym co nas otacza, dotykać tego czego inni nawet nie mysleli dotknąć niewiedząc, że istnieje. Dar jakim jest otaczające nas piękno materialne tylko w jednostce duchowej, bo przecież nie płacąc masz na wyciagnięcie dłoni szumiące bory, płynące wody, spiew ptaków i zapach którego nie podrobi nic i nic tego nie zamieni. A ty jesteś w samym środku tego wszystkiego z dziadkiem, kóry tak jak pisałes wiele widział i wiele przeżył. Spójż w jego oczy a zobaczysz całą głębię jego życia. Myslę, że zobaczysz tam tez siebie. To jest ważne, tak myslę, potrafić cieszysc z tego co widzimy, co mozemy widzieć i , że w ogóle to dostrzegamy.Sukces łowiecki tez się na to składa i nie raz , nie dwa a wiele razy tego doświadczysz. Myslę, że Twój dziadek chciałby w tym Twoim szczęściu uczestniczyć, pozwól mu na przekazanie Tobie wiedzy, którą zdobywał poprzez powodzenia i niepowodzenia przez wiele lat. To jego życie może być i Twoją cząstką musisz tylko tego chcieć. Życzę samych udanych polowań Darz Bór dla Dziadka i dla Ciebie:)
Dziękuję bardzo za słowa otuchy i rady. Dziadek też mi zawsze mówi, że kiedy widzi stwora to polowanie na 99% jest udane. W lesie zupełnie inaczej się czuję. Czuję się zdecydowanie lepiej. Gdy przemierzam szlaki tylko te, które przeszedł dziadek i nikt inny czuję, że żyję. Serce moje napełnia się radością kiedy mogę napełnić nos zapachem drzew, zapachem leśnego powietrza. Kiedy widzę zwierza czuję satysfakcje, ekscytacje. Kiedy oczom mym ukazują się dziki rośnie adrenalina, kiedy jeleń wyłania się z leśnych ostępów kieruje mną podziw. Kiedy dziadek strzela staram sobie powiedzieć "Albo celny, albo czyste pudło i nie mogę się tym przejmować". Powoli ta sztuka mi się udaje. Wiem, że św. Hubert będzie dziadkowi darzył cały czas, a mi w przyszłości. Darz Bór!
To wspaniałe, że tak to odbierasz. Cieszę się, że potrafisz sie w tym odnaleźć, i że widzisz analogię pecha, lub po prostu to, iż nie zawsze udane polowanie musi zakończyć się sukcesem łowieckim w formie strzelonego zwierza. Gratuluję juz teraz. DB
Gdy bron utraci celnosc ponoć najlepszym sposobem jest przepuszczenie węża przez lufę :) a na pecha -trzeba uwazać i wystrzegac sie wielu spotkań i przypadków przy wyjsciu do lowiska najgorsza jest baba z wiadrem -sztucer spadł mi z ambony pekła kolba zapomnienie czegos i powrót do domu = pustynia w łowisku -sprawdzone wielokrotnie
To nie pech, tylko czysta psychologia. Twój Dziadek, gdy jest sam, może się w całości skupić na łowach i zwierzynie. Gdy jesteście razem, część Jego uwagi skupiona jest na Tobie, więc szansa na pudło znacznie wzrasta. Poza tym dwie osoby to dwa razy więcej hałasu na stanowisku (nawet niewielkie ruchy tworzą dźwięki-trzaski gałązek, ocieranie ubrań nawet przy oddychaniu. nie mówiąc już o rozmowie, nawet prowadzonej szeptem). Zwierzyna może nie wie, co się dzieje, ale na pewno czuje, że "coś jest nie w porządku" i w związku z tym jest ostrożniejsza. Tak więc nie myśl, Drogi Kolego, żeś Jonasz i pecha Twojemu Dziadkowi przynosisz, tylko że bardziej poważnie traktuje On (nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy) swoją rolę nauczyciela niż łowcy.
W sumie na imię mam Jonasz. I to różnie z tym przynoszenia pecha. Zazwyczaj mam szczęście. Jednak nie mogę powiedzieć, że na polowaniach dużo widzę, ale nie rzadziej widzę upolowane zwierzę.
No, Jonasz miał w gruncie rzeczy wiele szczęścia we wszystkich tych swoich przebojach i cały i zdrowy dotarł tam, gdzie było mu pisane. Więc nie masz się czym martwić.
Jeżdżę z dziadkiem na polowania. Jest on na prawdę wspaniałym myśliwym. Już nie jedno w lesie widział i przeżył. W borze spędził połowę życia, jak nie więcej. Jednak tu chodzi o mnie. Zwyczajnie mam pecha. Chce polować. Staż tuż, tuż. Na polowaniach widzę dużo. Raz mniej, raz więcej. Jak to na łowach bywa. Jednak często przy mnie dziadek pudłuje. Psuje tak banalne strzały. Ostatnio na jednym polowaniu zamiast kulą strzelił breneką, a 20 minut później spudłował dzika. Na niego dziki same wchodzą w nocy, ale wtedy jest sam. Zdarzają się też strzały celne, ale ten pech za mną chodzi.
Witam . No to tylko pozazdrościć szczęscia dziadka i tych jego dzików . Sadzę , że jak tylko wkroczysz do grona PZŁ to cały pech minie . Życzę tego tobie oraz twojemu dziadkowi szczęscia na łowach ! Darz Bór .
Łatwo oceniać strzelca stojąc obok , inaczej kiedy samemu się celuje , fajnego masz dziadka , pomyśl tylko , gdyby każdy strzał oddany przez myśliwych był celny , ile zwierza by było dzisiaj . Pudło to nic takiego widziałem łowy zbiorowe gdzie padło czterdzieści strzałów a na pokocie nic , o jakimś pechu czy fatum nikt nie wspominał . Fajnie gdy esencją polowania jest radość i przyjemność z tego co się robi , a pozyskanie nie jest celem samym w sobie , więc głowa do góry nie dopatruj się pecha , bo coś takiego nie istnieje .
Po woli się z tego śmieje. Sam dziadek z przekąsem mówi, że mu pecha przynoszę. Jednak zdarzają się wspaniałe polowania. Też i z pozyskanym zwierzem. Dziadek mówi, że on podczas swojej kariery łowieckiej również miał pasmo niepowodzeń, ale też i złote okresy.
Głowa do góry!!Dziadek to naprawdę księga wiedzy , zaufaj mu. Kazdy ma swój dzień- uwież mi. Nie wież w pecha tylko w kolej losu, tak po prostu miało być ale to nie znaczy, że juz zawsze tak będzie. Polowanie uważam za udane kiedy tylko widzę zwierza. Jest udane kiedy moge oddychać tym co nas otacza, dotykać tego czego inni nawet nie mysleli dotknąć niewiedząc, że istnieje. Dar jakim jest otaczające nas piękno materialne tylko w jednostce duchowej, bo przecież nie płacąc masz na wyciagnięcie dłoni szumiące bory, płynące wody, spiew ptaków i zapach którego nie podrobi nic i nic tego nie zamieni. A ty jesteś w samym środku tego wszystkiego z dziadkiem, kóry tak jak pisałes wiele widział i wiele przeżył. Spójż w jego oczy a zobaczysz całą głębię jego życia. Myslę, że zobaczysz tam tez siebie. To jest ważne, tak myslę, potrafić cieszysc z tego co widzimy, co mozemy widzieć i , że w ogóle to dostrzegamy.Sukces łowiecki tez się na to składa i nie raz , nie dwa a wiele razy tego doświadczysz. Myslę, że Twój dziadek chciałby w tym Twoim szczęściu uczestniczyć, pozwól mu na przekazanie Tobie wiedzy, którą zdobywał poprzez powodzenia i niepowodzenia przez wiele lat. To jego życie może być i Twoją cząstką musisz tylko tego chcieć. Życzę samych udanych polowań Darz Bór dla Dziadka i dla Ciebie:)
Dziękuję bardzo za słowa otuchy i rady. Dziadek też mi zawsze mówi, że kiedy widzi stwora to polowanie na 99% jest udane. W lesie zupełnie inaczej się czuję. Czuję się zdecydowanie lepiej. Gdy przemierzam szlaki tylko te, które przeszedł dziadek i nikt inny czuję, że żyję. Serce moje napełnia się radością kiedy mogę napełnić nos zapachem drzew, zapachem leśnego powietrza. Kiedy widzę zwierza czuję satysfakcje, ekscytacje. Kiedy oczom mym ukazują się dziki rośnie adrenalina, kiedy jeleń wyłania się z leśnych ostępów kieruje mną podziw. Kiedy dziadek strzela staram sobie powiedzieć "Albo celny, albo czyste pudło i nie mogę się tym przejmować". Powoli ta sztuka mi się udaje. Wiem, że św. Hubert będzie dziadkowi darzył cały czas, a mi w przyszłości. Darz Bór!
To wspaniałe, że tak to odbierasz. Cieszę się, że potrafisz sie w tym odnaleźć, i że widzisz analogię pecha, lub po prostu to, iż nie zawsze udane polowanie musi zakończyć się sukcesem łowieckim w formie strzelonego zwierza. Gratuluję juz teraz. DB
Gdy bron utraci celnosc ponoć najlepszym sposobem jest przepuszczenie węża przez lufę :) a na pecha -trzeba uwazać i wystrzegac sie wielu spotkań i przypadków przy wyjsciu do lowiska najgorsza jest baba z wiadrem -sztucer spadł mi z ambony pekła kolba zapomnienie czegos i powrót do domu = pustynia w łowisku -sprawdzone wielokrotnie
To nie pech, tylko czysta psychologia. Twój Dziadek, gdy jest sam, może się w całości skupić na łowach i zwierzynie. Gdy jesteście razem, część Jego uwagi skupiona jest na Tobie, więc szansa na pudło znacznie wzrasta. Poza tym dwie osoby to dwa razy więcej hałasu na stanowisku (nawet niewielkie ruchy tworzą dźwięki-trzaski gałązek, ocieranie ubrań nawet przy oddychaniu. nie mówiąc już o rozmowie, nawet prowadzonej szeptem). Zwierzyna może nie wie, co się dzieje, ale na pewno czuje, że "coś jest nie w porządku" i w związku z tym jest ostrożniejsza. Tak więc nie myśl, Drogi Kolego, żeś Jonasz i pecha Twojemu Dziadkowi przynosisz, tylko że bardziej poważnie traktuje On (nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy) swoją rolę nauczyciela niż łowcy.
W sumie na imię mam Jonasz. I to różnie z tym przynoszenia pecha. Zazwyczaj mam szczęście. Jednak nie mogę powiedzieć, że na polowaniach dużo widzę, ale nie rzadziej widzę upolowane zwierzę.
No, Jonasz miał w gruncie rzeczy wiele szczęścia we wszystkich tych swoich przebojach i cały i zdrowy dotarł tam, gdzie było mu pisane. Więc nie masz się czym martwić.