Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Takie fermy kojarzą mi się ze zwierzyńcami zakładanymi przez panujących i magnatów. Przykładem może być miejscowość Zwierzyniec, kóra powstała przy takim zwierzyńcu założonym przez Zamojskiego na terenach swych dóbr. Tylko, że kiedyś odbywały się tam polowania. Oczywiście były to bardzo rozległe tereny, a zwierzęta hodowane prawie dziko.
Szczerze mówiąc, dla mnie fermowa hodowla tak pięknych zwierząt, jak jelenie, daniele i w ogóle dziko żyjące, to jakaś forma wynaturzenia! Pozyskanie w celach wyłącznie konsumpcyjnych? A gdzie możliwość zmierzenia się za zwierzem, przechytrzenia go i przeżycia z tym związane, które pozostaną w pamięci? Ale może staliśmy się już wirtualnym społeczeństwem a wszystko co żyje obok nas to tylko pożywienie?
Haslo "hodowla fermowa jeleniowatych" budzi wiele kontrowersji.Nie tylko w srodowisku mysliwych.Z jednej strony jest to forma ekstensywnej hodowli zwierzat, szansa dlarolnictwa w okreslonych regionach. Od strony etycznej - jesli pominac hodowanegatunki - forma obiektywnie rzecz biorac akceptowalna.Z drugiej strony obiekty hodowli - tj. jeleniowate. Widok krola lasu prowadzonegow efekcie jak przyslowiowy baran na rzez, kloci sie ze statusem tego zwierzeciajako stworzenia "dzikiego" i jego "wizerunkiem" nie pasujacym do zagrody.Dalej - ryzyka - tj. Potencjalna mozliwosc ucieczki zwierzat z hodowli, znieksztalceniapuli genetycznej lokalnych, dziko zyjacych populacji tych gatunkow. Badz pojawieniasie gatunkow obcych. ( w tej chwili w polnocnych Niemczech rozwija siepopulacja strusi nandu ktore po ucieczce przed przerobka na kotlety doskonalesobie radza w tamtejszych warunkach). Do tej samej ktegorii ryzyka zaliczyc nalezy potencjalna grozbe zainfekowania rodzimychpopulacji chrobami, pasozytami przenoszonymi przez hodowane zwierzeta -i odwrotnie.Otwarcie tez wypada napisac o konflikcie interesow tj. konkurencji na rynku dziczyzny.Dla przecietnego (szczegolnie polskiego) konsumenta szynka z jelenia jest szynkaz jelenia - hodowla zagrodowa profituje z "ekslkuzywnosci" dziczyzny w okreslonychkregach i jest w stanie zaopatrzyc rynek w ten produkt po atrakcyjnych dla klientacenach , prowadzac w rezultacie do generalnego ich spadku.W tej samej kwestii - zatarcie, zacieranie sie roznicy miedzy "poldzika" hodowla zwierzatlownych a gospodarka lowiecka - nie ma na razie u nas tej formy, jednak niewykluczonym jestiz sie pojawi. Szczegolnie z tego wzgledu, iz producent korzysta w tymwypadku nie tylko z wyprodukowania dziczyzny lecz zyski generowane sa rowniez ze sprzedazy polowan na zwierzeta poldziko zyjace badz te hodowle nastawionesa na "produkcje" okazow trofeowych przeznaczonych a priori do odstrzalu.W okreslonych warunkach naszkicowane powyzej problemy moga stac sie zupelniewymiernymi. Choc na razie dyskusja w kontekscie powyzszej tematyki na -na razie - raczej teoretyczny charakter.
Takie fermy kojarzą mi się ze zwierzyńcami zakładanymi przez panujących i magnatów. Przykładem może być miejscowość Zwierzyniec, kóra powstała przy takim zwierzyńcu założonym przez Zamojskiego na terenach swych dóbr. Tylko, że kiedyś odbywały się tam polowania. Oczywiście były to bardzo rozległe tereny, a zwierzęta hodowane prawie dziko.
Szczerze mówiąc, dla mnie fermowa hodowla tak pięknych zwierząt, jak jelenie, daniele i w ogóle dziko żyjące, to jakaś forma wynaturzenia! Pozyskanie w celach wyłącznie konsumpcyjnych? A gdzie możliwość zmierzenia się za zwierzem, przechytrzenia go i przeżycia z tym związane, które pozostaną w pamięci? Ale może staliśmy się już wirtualnym społeczeństwem a wszystko co żyje obok nas to tylko pożywienie?
Haslo "hodowla fermowa jeleniowatych" budzi wiele kontrowersji.Nie tylko w srodowisku mysliwych.Z jednej strony jest to forma ekstensywnej hodowli zwierzat, szansa dlarolnictwa w okreslonych regionach. Od strony etycznej - jesli pominac hodowanegatunki - forma obiektywnie rzecz biorac akceptowalna.Z drugiej strony obiekty hodowli - tj. jeleniowate. Widok krola lasu prowadzonegow efekcie jak przyslowiowy baran na rzez, kloci sie ze statusem tego zwierzeciajako stworzenia "dzikiego" i jego "wizerunkiem" nie pasujacym do zagrody.Dalej - ryzyka - tj. Potencjalna mozliwosc ucieczki zwierzat z hodowli, znieksztalceniapuli genetycznej lokalnych, dziko zyjacych populacji tych gatunkow. Badz pojawieniasie gatunkow obcych. ( w tej chwili w polnocnych Niemczech rozwija siepopulacja strusi nandu ktore po ucieczce przed przerobka na kotlety doskonalesobie radza w tamtejszych warunkach). Do tej samej ktegorii ryzyka zaliczyc nalezy potencjalna grozbe zainfekowania rodzimychpopulacji chrobami, pasozytami przenoszonymi przez hodowane zwierzeta -i odwrotnie.Otwarcie tez wypada napisac o konflikcie interesow tj. konkurencji na rynku dziczyzny.Dla przecietnego (szczegolnie polskiego) konsumenta szynka z jelenia jest szynkaz jelenia - hodowla zagrodowa profituje z "ekslkuzywnosci" dziczyzny w okreslonychkregach i jest w stanie zaopatrzyc rynek w ten produkt po atrakcyjnych dla klientacenach , prowadzac w rezultacie do generalnego ich spadku.W tej samej kwestii - zatarcie, zacieranie sie roznicy miedzy "poldzika" hodowla zwierzatlownych a gospodarka lowiecka - nie ma na razie u nas tej formy, jednak niewykluczonym jestiz sie pojawi. Szczegolnie z tego wzgledu, iz producent korzysta w tymwypadku nie tylko z wyprodukowania dziczyzny lecz zyski generowane sa rowniez ze sprzedazy polowan na zwierzeta poldziko zyjace badz te hodowle nastawionesa na "produkcje" okazow trofeowych przeznaczonych a priori do odstrzalu.W okreslonych warunkach naszkicowane powyzej problemy moga stac sie zupelniewymiernymi. Choc na razie dyskusja w kontekscie powyzszej tematyki na -na razie - raczej teoretyczny charakter.