Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Szczepanie, pisząc "w Internet", jakbyś pisał na "Berdyczów" Po wtóre ; U zarania szkód łowieckich, to Państwo ponosiło koszty za nie, o czym dziś wszyscy zapomnieli, co było słuszne i nie wymagające uzasadnienia po trzecie, Twoje uzasadnienie tego artykułu, sądzę, że jest na wskroś dobrze uzasadnione, ale kasy państwowe są zamknięte...
a dopiszę więcej.Po 2004 roku rolnicy stali się naprawdę jedną z najbardziej roszczeniowych grup społecznych, czy deszcz ,czy grad, czy susza czy szkody łowieckie "kasa" musi być. Żadnego ryzyka-najwyżej mniejsze wpływy.Państwo czyli My tak zadecydowaliśmy.Nawet jak po pijaku policja łapie rolnika, to na traktor prawka nie zabiera bo to narzędzie pracy .Mieszkam na wsi i tam nie ma rolnika po 50-tce,który nie jest na garnuszku państwa(renty, emerytury jakieś tam).Rolnik może bez ryzyka, w enklawie 150-200ha zakładać plantacje malin truskawek,brokułów,kapusty, zawsze dostanie odszkodowanie, a koło zapłaci.Minister wydaje rozporządzenie, ostatnie z 2010, dotyczące szkód. Brak precyzji, dopuszcza wiele interpretacji zawsze na korzyść rolnika(nas jest-myśliwych trochę ponad 100 tys).Państwo czyli My, jeżeli nie dokonamy pewnych zmian w naszym łowiectwie obudzimy się z ręką w nocniku
Witam. Nie ujął bym tego lepiej. Ostatnio z każdej strony słychać tylko krytykę kierowaną w stronę myśliwych. A nikt nie zastanawia się jak to jest z naszego punktu widzenia. Jak kiedyś myślistwo było sposobem na życie i częścią polskiej kultury narodowej, tak w dzisiejszych czasach uznawane jest za zboczenie i jest „Passe” – (chyba tak to się pisze?) Jak myśliwi strzelają do zwierzyny to jest źle – bo to „Bezduszni mordercy!”. Za to jak np. dziki, czy lisy wejdą do miasta i zaczynają robić demolkę po śmietnikach, czy w miejskim parku to wszyscy, wraz z lokalnymi władzami w te pędy do myśliwych żeby coś z tym zrobili, a najlepiej je ubili, bo nikt nie ma innego pomysłu. A może właśnie wtedy panowie i panie „ Eko ” zakasali by rękawy i coś wymyślili!? To samo moim zdaniem dotyczy niesamowicie drażliwego tematu „zdziczałych” psów. Specjalnie „zdziczałych” napisałem w cudzysłowie, gdyż według mnie jest to pojęcie błędne. Zdziczałe to są psy Dingo w Australii, a nie psy w Polsce. Ponieważ wdarły się do tamtejszego ekosystemu lata temu, świetnie się przystosowały do panujących tam warunków i rozmnażają się tam z powodzeniem. U nas są to po prostu psy bezpańskie i bezdomne, które kiedyś miały kochających właścicieli. Miały bo albo owi właściciele ich nie dopilnowali, albo przestali je kochać, zwłaszcza przed wakacjami. Bardzo często się zdarza że te psy mają na co dzień swoje budy, ale dla zabawy ruszają w teren zapolować na coś co się trafi. Nie są to jednak psy urodzone i wychowane na wolności. One albo dopiero starają się jakoś sobie poradzić w nowym środowisku, bez miski i leżącej na niej wątróbce z warzywami, albo mając okazję wymknąć się z posesji raz czy dwa, poczuły instynkt drapieżcy. Gdy myśliwi swego czasu mieli możliwość odstrzału takich wałęsających się psiaków czy kociaków, to było źle, bo panowie i panie „Eko” podnosili larmo, że to bezduszne i niehumanitarne, a my jesteśmy winni śmierci ich kochanego pupila, którego od miesiąca nie ma w domu, ale oni wiedzieli że jest w lesie, tylko nie mieli czasu go poszukać. Jednak gdy dochodzi do jakiegoś nieszczęścia jak np.: zagryzione zwierzęta, czy to dzikie, czy gospodarskie, lub pogryzione dzieci, to wtedy wszystkie oczy skierowane są w stronę myśliwych - „Czemu oni z tym nic nie robią”? „To ich wina!”, „Powinni coś z tym zrobić”. Może by tak każdy z tych krzykaczy zakasał rękawy i pomógł rolnikowi w rekultywacji łąki przeoranej przez dziki, albo ze swojej kieszeni opłacił nowe nasadzenia lub zasiewy kukurydzy czy ziemniaków. Może to właśnie organizacje pro Eko, a nie myśliwi, powinny ze swoich składek wypłacać rolnikom i lasom za szkody? A jeśli idzie o pieski, to może każdy przeciwnik ich odstrzału zajął by się wystawianiem pułapek żywo łownych i zgodnie z ustawą codziennie jeździł kontrolować je czy coś w nie wlazło, czy też nie, a po schwytaniu takiego milusińskiego, który poznał smak świeżej krwi przygarnął by takiego pupilka pod swój dach? Przecież to takie kochane i bezbronne stworzonka?!!!
Szczepanie, pisząc "w Internet", jakbyś pisał na "Berdyczów" Po wtóre ; U zarania szkód łowieckich, to Państwo ponosiło koszty za nie, o czym dziś wszyscy zapomnieli, co było słuszne i nie wymagające uzasadnienia po trzecie, Twoje uzasadnienie tego artykułu, sądzę, że jest na wskroś dobrze uzasadnione, ale kasy państwowe są zamknięte...
a dopiszę więcej.Po 2004 roku rolnicy stali się naprawdę jedną z najbardziej roszczeniowych grup społecznych, czy deszcz ,czy grad, czy susza czy szkody łowieckie "kasa" musi być. Żadnego ryzyka-najwyżej mniejsze wpływy.Państwo czyli My tak zadecydowaliśmy.Nawet jak po pijaku policja łapie rolnika, to na traktor prawka nie zabiera bo to narzędzie pracy .Mieszkam na wsi i tam nie ma rolnika po 50-tce,który nie jest na garnuszku państwa(renty, emerytury jakieś tam).Rolnik może bez ryzyka, w enklawie 150-200ha zakładać plantacje malin truskawek,brokułów,kapusty, zawsze dostanie odszkodowanie, a koło zapłaci.Minister wydaje rozporządzenie, ostatnie z 2010, dotyczące szkód. Brak precyzji, dopuszcza wiele interpretacji zawsze na korzyść rolnika(nas jest-myśliwych trochę ponad 100 tys).Państwo czyli My, jeżeli nie dokonamy pewnych zmian w naszym łowiectwie obudzimy się z ręką w nocniku
ładny artykul