Reklama

Polowanie – sztuka udanych łowów

Polowanie, nie jest - w sensie skuteczności, sztuką łatwą, ale – wbrew pozorom - nie jest też loterią w rodzaju totolotka, gdzie wszystko jest rzeczą czystego przypadku. Szansa na udane polowanie jest wtedy (i tak powinno być!) jeżeli myśliwy zasługuje na to miano, czyli gdy nie traktuje swojej pasji jako czystego strzeleckiego hobby, lecz, jako element „czynienia sobie ziemi poddaną”, czyli wtedy, gdy łowca jest na danym terenie gospodarzem, a nie pazernym dzierżawcą, by nie powiedzieć złodziejem.


Pierwszą szansą na udane polowanie... jest więc zadbanie o to, aby było na co polować! to „oczywista oczywistość”, jak mawia pewien klasyk. Pierwszym natomiast tego warunkiem, jest prowadzenie odpowiedniej polityki przez zarząd koła oraz przestrzeganie jej przez wszystkich jego członków, ale to już nie wchodzi w tematykę dzisiejszego felietonu.

Proszę wybaczyć górnolotne zadęcie tego wstępu, ale poruszamy tutaj temat niełatwy, chodzi przecież o czyjeś życie i fakt, że mówimy „tylko” o życiu tego czy innego zwierzęcia, nie powinien nas zbytnio usprawiedliwiać. Polowanie jednak – przynajmniej w obecnych warunkach społeczno-przyrodniczych, jest niezbędnym elementem utrzymania jakiegoś logicznego ładu w coraz bardziej zurbanizowanym środowisku i od tego – wbrew zabawnym pomysłom wszelkiego rodzaju pięknoduchów, już się nie ucieknie, pozostaje tylko pytanie, jak to robić?

Odpowiedź na nie jest dylematem natury nie tylko moralnej, ale i praktycznej. Myśliwych obowiązują przecież rozmaite przepisy warunkujące zachowania skrajne, np. terminy polowań i inne tego rodzaju rygory, ale pomiędzy wszelkimi normami i zakazami, a legalnymi procedurami zmierzającymi do wykonania nałożonych planów i uzyskaniem wymiernych efektów przez konkretnego łowcę, jest cała gama możliwych zachowań i opcji.

Pierwszym i zasadniczym dylematem danej społeczności zrzeszającej myśliwych, jest wybór preferencji. Czy mianowicie (oczywiście w sezonie na to pozwalającym) polujemy indywidualnie, czy też zbiorowo, a jeżeli już zbiorowo, to, jaką metodą.

Zanim przejdę do rozważań nad ekscytującym niektórych systemem gonienia wszystkiego co żyje w lesie przy pomocy licznej naganki i towarzyszącej im sfory psów wszelkiej maści i temperamentu, stwierdzę, że jest to model najmniej polecany. Osobiście uważam, że koło może sobie na taki luksus pozwolić raz w roku, powiedzmy na Huberta i to przy ograniczeniu całej imprezy do trzech lub czterech miotów.

Jeżeli dane koło kultywuje tradycję polowań wigilijnych, to polecam na taką okazję ciche pędzenie w wyznaczonym kompleksie, przy czym myśliwi zajmują wtedy stanowiska na wylosowanych ambonach, do których podchodzą oczywiście pieszo i cicho od najbliższych traktów, gdzie ruch samochodu nie jest rzeczą nadzwyczajnie dziwną.

Jak łatwo się domyślić, celem takiego polowania jest głównie pozyskanie zwierzyny płowej, ewentualnie lisa, czy sporadycznie innej drobnicy, ale to już zależy od tego, co mamy w planie i na co się zarząd zdecyduje. Czas takiego polowania ogranicza się do najwyżej 3 godzin dyżurowania. Oczywiście – w zależności od aktualnych warunków klimatycznych, trzeba się wtedy przygotować na znaczne wychłodzenie organizmu, bo nikt nie może opuścić stanowiska przed upływem założonego z góry czasu.

Ogólną zasadą na każdym polowaniu w lesie jest to, że wykluczone jest palenie czegokolwiek, o wspomaganiu się „kompotem z ziemniaków” nie wspominając. Oczywiście zawsze zachowujemy maksymalną ciszę i wskazane jest, żeby myśliwy pozostawał zawsze na stanowisku sam. Wszelkie towarzystwo, chociażby najbardziej lubiane, zawsze skłania do rozmów i szeptów, a w sytuacjach newralgicznych, utrudnia sprawne złożenie się i oddanie celnego strzału. (Pisałem o własnym takim przypadku w jednym z pierwszych artykułów na tym forum, a jeden z moich dawno nieżyjących kolegów zwykł mawiać, że kiedy myśliwy udaje się do lasu, to wtedy... już jest tam o jednego za dużo!).

Jeżeli natomiast urządzamy klasyczne polowanie zbiorowe, czyli polujemy z wylosowanych stanowisk naziemnych, to z reguły zmierzając do swojego, poruszamy się w grupie, z której kolejno ubywa tych, którzy już osiągnęli swój wskazany przez prowadzącego cel. Jeżeli w menu takiego polowania mamy jelenie, to zachowajmy szczególną ciszę i spokój, jelenie są zwierzętami nadzwyczaj czujnymi i nie uznającymi półśrodków. Często bywa tak, że chmara uchodzi z miotu zanim się do niego zbliżymy, a nierzadko takie „wyjście po angielsku”, przybiera bardzo zdecydowane formy. Jelenie mają mianowicie taki zwyczaj, że zaniepokojone w danym ostępie, obierają kurs pod wiatr, i to bardzo często wcale nie przez zarośniętą knieję, gdzie ktoś może się na nich zasadzić, tylko wybiegają na otwarte pola i uchodzą nie niepokojone do innych, często bardzo odległych kompleksów leśnych.

Jednym z najważniejszych zachowań na stanowisku naziemnym, jest zachowanie ciszy i możliwe ograniczenie wszelkiego ruchu. Na stanowisku które nam wypadnie, nie mamy oczywiście wpływu na wiatr, to zawsze jest dziełem przypadku, ale na resztę własnych zachowań wpływ mamy pełny.

Pamiętajmy, zwierzyna w bardzo małym stopniu kojarzy nieruchome przedmioty, nawet, gdy jest to człowiek, bez wątpienia zdradzi nas jednak każdy ruch, oraz szmer, wykluczone jest więc wszelkie kręcenie się na stanowisku, a skład do ewentualnego strzału powinien nastąpić wtedy, gdy jego oddanie uznamy za możliwe. Oczywiście wykluczone jest też opuszczenie stanowiska przed zakończeniem pędzenia, które powinno być zasygnalizowane głosem rogu, lub innym umówionym znakiem, a stanowisko powinniśmy zawsze opuszczać w łączności ze swymi sąsiadami.

Każdy myśliwy po zajęciu stanowiska, powinien więc nawiązać wyraźny kontakt wzrokowy z kolegami z lewej i prawej strony, chyba, że zajmuje stanowisko ostatnie, często znajdujące się na flance. Wtedy jednak trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że za narożnikiem stoi kolega, którego możemy nie widzieć. Jeżeli pędzenie jest długie i część myśliwych zajmuje stanowiska na poprzecznych liniach wewnątrz miotu, to pamiętajmy w sposób szczególny o bezpieczeństwie i po przejściu naganki, obowiązkowo przejdźmy na drugą stronę linii oddziałowej, na której stoimy. Zasadniczo powinno się to odbyć w porozumieniu z kolegami z lewej i prawej strony, jeżeli któryś z myśliwych tego nie zrobi, to o wypadek będzie bardzo łatwo, ewentualnie, oddanie strzału stanie się bardzo problematyczne.

Żadne opracowanie nie jest w stanie wyczerpać wszystkich zagadnień i niuansów, jakie mogą się wydarzyć podczas tak dynamicznego wydarzenia, jakim jest polowanie zbiorowe, ale pewne zachowania muszą być ściśle utrwalone i niezmienne, inaczej o tragedię nie trudno.

Pozostaje jeszcze kwestia wyboru broni. Tutaj, jak w wielu innych kwestiach (np. używanie optyki) zdania są bardzo podzielone. Osobiście uważam, że najlepszym sprzętem na takie okazje jest broń kombinowana, dryling lub kniejówka bez żadnych bajerów, czyli broń specjalnie na takie okazje skonstruowana, poczciwa dubeltówka jest też godna polecenia i osobiście bardziej bym ją na takie okazje polecał od sztucera.

Na wstępie wspomniałem o względach moralnych, jakie towarzyszą każdemu polowaniu. Bez wątpienia wadą typowego polowania zbiorowego w lesie, jest zamęt, który ono czyni w łowisku, ale to nie wszystko. Pamiętam takie mioty, kiedy nieustający huk dałoby się chyba porównać tylko do przygotowania artyleryjskiego Rosjan pod Stalingradem, ale efekt tego na rozkładzie jakże często był znikomy, albo wręcz żaden.

Oczywiście, osobną kwestią pozostaje w tych warunkach ilość zwierząt trafionych, ale nigdy nie podniesionych, czyli postrzałków, o których istnieniu nawet często możemy nie wiedzieć. Ze względu zaś na pośpiech wynikający z planu realizacji całego polowania, oraz faktu, że rejon, gdzie potencjalny postrzałek uszedł będzie następnym miotem, a więc nie może być w danej chwili penetrowany, sytuacja dodatkowo się komplikuje.

Tutaj jeszcze jeden aspekt związany z takim polowaniem, niestety, ale z gatunku mniej przyjemnych. Nie każde koło posiada obwody leśne, to oczywiste, bywa też, że ci, którzy mają las, nie mają wody lub atrakcyjnego pola, więc koledzy zapraszają się wzajemnie na polowania. Taka sąsiedzka wymiana jest oczywiście bardzo sympatyczna, ale z moich doświadczeń wynika, że kiedy „polni” znajdą się w lesie, to... resztę niech sobie każdy dopowie.

Tak się złożyło, że cały dzisiejszy materiał poświęciłem polowaniom zbiorowym, które, owszem lubię, ale, szczerze polecam tylko na receptę, o polowaniu indywidualnym napiszę później. Darz bór!


Szczepan Kropaczewski – Stary borsuk

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Redakcja 2012-06-20 23:15:20

    Niewłaściwy e-mail, nie może dostarczyć wiadomości...?!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Redakcja 2012-06-20 23:11:17

    Niewłaściwy e-mail, nie może dostarczyć wiadomości...?!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Stary borsuk 2012-06-17 15:51:39

    Drogi Kolego! Doceniam Twoją skłonność do cytowania każdego słowa i rozbierania go na czynniki pierwsze, oraz skłonność do przywoływania stosownych przepisów (które każdy myśliwy - mam nadzieję! - zna) Zapewniam Cię, że nie jestem małostkowy i mam pewne doświadczenie z innego portalu, z uprawianiem polemiki czasem na tematy tak oryginalne (nie był to portal łowiecki) że doprawdy trudno mnie urazić czy zaskoczyć. Rzecz w tym, że rozmaite wydumane teorie jak to pięknie powinno być na polowaniu, są tym czym są i niczym więcej nigdy nie będą. Wybacz, ale ja nie będę pisał osobnego artykułu na każde Twoje takie czy inne stwierdzenie. Polowanie zbiorowe o jakim mówimy, jest czynnością w każdym calu dynamiczną, to, czy myśliwy odnotuje potencjalne trafienie po reakcji uciekającego panicznie zwierzęcia, to czysta abda kadabra. Znalezienie ścinki jest zwykle proste ... po jej znalezieniu, a nie znalezienie o niczym nie świadczy, bo to zawsze jest sprawa szczęścia i przypadku (ile razy upadło mnie coś z ambony (np amunicja i nigdy jej nie znalazłem) Podobnie ma się sprawa z farbą, jeżeli zwierzę jest np. trafione kulą w umięśnioną łopatkę, to znalezienie farby może być poważnym problemem, oczywiście powinno się znaleźć wtedy trupa. Cóż, słowo powinno, jest tutaj kluczowe. Szanowny Kolego, wszystko powinno być robione z umiarem, polemika również, proponuje Ci więc napisanie własnego artykułu, chociażby o wyższości jednego na drugim, wtedy też się do tego odniosę. Darz bór! Stary borsuk

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama