Rekonesans przed sezonem łowieckim

Relacje z polowań, Rekonesans przed sezonem łowieckim - zdjęcie, fotografia

Witam wszystkich kolegow/kolezanki
Tak wiec w koncu sie doczekalem pierwszego w tym roku dlugiego weekendu ( Victoria Day)!. Tradycyjnie, jest to juz od lat weekend otwarcia sezonu wedkarskiego. Na razie tylko sezon wedkarski, gdyz sezon na niedzwiedzia rozpoczyna sie 15 sierpnia , a na losia 20 wrzesnia , tak wiec na polowanie przyjdzie mi jeszcze nieco poczekac. Dla mnie jest to rowniez weekend otwarcia mojego domu letniskowego, po sezonie zimowym. Przed nami dosc dluga podroz (ok.600km.) ale cieszymy sie z kazdego wspolnego wyjazdu (jedzie ze mna zona Ewa i mlodsza corka Olivia, nasza starsza corka Gosia pojechala z przyjaciolmi do Quebec City). Prowiant i napoje juz przygotowane, rzeczy osobiste juz spakowane, nowa strzelba ktora mam przestrzelac , tez juz w futerale. Wyjezdzamy w sobote (22 maja) o osmej rano.
Pierwsze 100km. trasy, dosc nieciekawe, teren malo urozmaicony, pola uprawne i rownina. Widzimy kilka saren, pasacych sie na polu pod lasem, poza tym niewiele sie dzieje. Po godzinie jazdy, dojezdzamy do drogi nr.11 (Trans Canada Highway) ktora bedziemy jechac przez nastepnych 4-5 godzin . Tutaj, krajobraz zmienia sie nagle, gdyz wjezdzamy w przepiekne tereny polodowcowe. Rownina i dosc nudne widoki koncza sie, a rozpoczyna sie jazda wsrod wawozow skalnych i lasow. Po obu stronach drogi, niezliczona ilosc pieknych jezior ze skalistymi brzegami ( region ten nazywa sie Muskoka). Tutaj, trzeba juz uwazac, gdyz droge przekraczaja czesto losie, niedzwiedzie lub sarny. Jedziemy dosc spokojnie, nie przekraczajac 110km./godz. (wzmozona aktywnosc policji w czasie weekendow) i podziwiajac piekne widoki.
Po trzech godzinach jazdy, zatrzymujemy sie na kawe w miejscowosci North Bay. Po drodze nie widzielismy ani jednego losia czy niedzwiedzia, ale jest na to wytlumaczenie, temperatura 34 stopnie C. i zwierzyna zaszyla sie po prostu w chlodniejszych miejscach, gleboko w buszu. Po krotkiej przerwie, jedziemy dalej i, w New Leaskaerd zjezdzamy z "jedenastki" na droge nr 65, ktora dojedziemy juz do naszego domu w malej wsi, Matachewan. Tutaj, droga sie konczy i zaczyna sie teren, w ktorym mozna poruszac sie jedynie samochodem terenowym, lub quadem. Przed 15ta. jestesmy juz u nas w domu, teraz szybko sie rozpakowac , przygotowac cos do jedzenia i jedziemy na... wysypisko smieci ! Tak, tak na wysypisko, gdyz tam zawsze mozna zobaczyc niedzwiedzie, ktore przychodza tu aby pogrzebac w "swiezych" smieciach.
Na wysypisku - niespodzianka, nie ma niedzwiedzi, gdyz teren zostal ogrodzony plotem elektrycznym, wlasnie po to, aby pozbyc sie niedzwiedzi , no i jedna z glownych "atrakcji turystycznych" naszej wsi, wypadla nam z programu. Poznym popoludniem, wybieramy sie na ryby, upal nadal daje sie we znaki, no i oczywiscie, ryba nie bierze, ale jak mawiaja tubylcy: "Nawet zly dzien na rybach jest lepszy od dobrego dnia w pracy" w zwiazku z tym, pozostajemy na wodzie az do wieczora. Po powrocie z ryb, kolacja a po kolacji odwiedzaja nas, nasi lokalni przyjaciele, Guy, ze swoja zona Margaret. Guy, jest od pewnego czasu smakoszem polskiego piwa, ktore ja zawsze ze soba przywoze, gdyz jest ono dostepne tylko w wiekszych miastach. Musze przyznac, ze "Zubr" ktorego przywiozlem po raz pierwszy, uzyskal bardzo dobra ocene.
Po wizycie Guy i Margaret idziemy spac, gdyz jutro znow, na ryby i postrzelac troche z nowej strzelby.
Niedziela, po sniadaniu jedziemy na tzw. "czerwone piaski" ok. 2km. za wsia, gdzie mozna swobodnie strzelac, nie stwarzajac zadnego zagrozenia. Nowa strzelba, "Mossberg" kaliber (gauge 12) ktora niedawno kupilem, przeznaczona jest, wlasciwie nie do polowania ale do samoobrony (uzywa ja tutaj policja i oddzialy specjalne). Ze wzgledu na swoje niewielkie rozmiary, jest ona bardzo poreczna i bedziemy ja ze soba zabierac do lasu, na grzybobranie lub zbieranie jagod, a poniewaz miskow w lesie nie brakuje, dobrze jest wiec, miec cos "na wszelki wypadek".
Bron juz przestrzelana, z puszki po groszku, po pierwszym strzale zostaly tylko strzepy. Jeszcze "po razie" strzela, Ewa i Olivia i wracamy do domu, aby znow przygotowac sie na ryby. Upal (niespotykany tutaj o tej porze roku) daje sie we znaki, zdjelismy wiec dach z mojego Jeepa i jezdzimy odkrytym.
Jestesmy juz na rybach, bran nie ma zadnych, calkowita cisza, gdy nagle... Olivia ma branie, po chwili okazuje sie, ze to zaczep, ale zaraz... zaczep zaczyna uciekac ! Biore wedke od Olivii, no i faktycznie , jest ryba. Po ciezarze i po "akcji" oceniam, ze jest to szczupak, no i mysle sobie; zaraz sie zerwie, gdyz nie mam zalozonej stalowki i latwo przegryzie zylke. Po kilku minutach walki, ryba jest juz w podbieraku i okazuje sie , ze nie jest to szczupak, lecz piekny sandacz (ok. 6kg.). Do wieczora nie mamy juz ani jednego brania, okazalo sie , ze sandacz Olivii, to jedyne branie tego dnia. Nie moge zrobic zdjecia z sandaczem gdyz "padly" baterie w aparacie, bierzemy wiec rybe ze soba i zrobimy zdjecie na ladzie, po zalozeniu nowych baterii.
Wracamy do domu, gdyz jestesmy na wieczor zaproszeni na 40te urodziny, do syna Margaret i Guy: Patricka. Sandacza bierzemy ze soba i tutaj, po zwazeniu, okazuje sie, ze wazy 5,5kg. Zostanie pozniej upieczony na grillu, zawiniety wraz z plastrami pomaranczy w folie aluminiowa (pyszny).
Impreza u Patricka, wspaniala, polskie piwo, przyniesione przeze mnie, robi furore!! (szkoda, ze jest tylko jedna "skrzynka") mam juz zamowienia, i nastepnym razem, bede musial przywiezc o wiele wiecej. Wracamy do domu ok. 2giej w nocy, ok. 8mej, budzi mnie bol glowy (chyba za duzo tlenu w tym lesie), zagladam do lodowki..... jest!!!! jedna butelka Zubra, no i zgodnie z zasada "Czym sie skaleczysz, tym sie wyleczysz" wypijam ja, jednym duszkiem.
Po sniadaniu, zjedzonym na zewnatrz, na naszym tarasie, czas leci juz bardzo szybko, trzeba wyciagnac lodke na brzeg, zalozyc dach na Jeepa, pakowac rzeczy i wyjazd do Oshawy ( Oshawa, to miasto w ktorym mieszkam, wlasciwie przedmiescia Toronto).
Droga powrotna , bardzo podobna do tej z przedwczoraj, przede wszystkim, nadal upalnie. Zwierzakow nie widac zadnych, poza kilkoma sarnami i lisami na polach. Przed wjazdem na "jedenastke" (100km. od Matachewan), wielka plama rozjezdzonej juz krwi ( musial ktos uderzyc w nocy w losia).
Dalsza droga przebiega juz spokojnie, jestesmy w Oshawie ok 22giej, no i jutro do pracy.
Nie wiem jeszcze, kiedy napisze nastepny "raport" ale mysle, ze bedzie to w sierpniu a juz na pewno we wrzesniu, kiedy to bede polowal na niedzwiedzia, z moim gosciem z Koszalina , panem Kaziem. No a pozniej to juz polowanie na losia (poczatek pazdziernika) a przedtem polowanie na bazanty i jarzabki, u mnie w Matachewan.
Pozdrawiam wszystkich, Darz Bor
Andrzej

Reklama

Rekonesans przed sezonem łowieckim komentarze opinie

  • Lena Lińska 2010-05-31 00:18:44

    Fantastyczna sprawa. Za taki widok z okna mozna dać wiele. Chyba trudno to nawet opisać. Wstajesz, robisz jajecznicę, i widzisz ten kanadyjski las. Dobrze byłoby zrobić jajecznicę w takim domku.

  • Sławomir Nogal 2010-05-29 00:46:11

    Kolego, naprawdę pozazdrościć. Raj dla myśliwego i wędkarza.

Dodajesz jako: |


Reklama

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama

25 maja 2018 roku weszło w życie Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 roku tzw. RODO. Nowe prawo nakłada na nas obowiązek uzyskania Twojej zgody na przetwarzanie przez nas danych osobowych w plikach cookies

Oświadczam, iż zapoznałem sie z Polityką prywatności i zgadzam się na zapisywanie i przechowywanie w mojej przeglądarce internetowej tzw. plików cookies oraz na przetwarzanie zaszyfrowanych w nich danych osobowych pozostawianych w czasie korzystania z innych stron internetowych, serwisów oraz parametrów zapisywanych w plikach cookies w celach marketingowych, w tym na profilowanie i w celach analitycznych przez poluje.pl, oraz ZAUFANYCH PARTNERÓW.

Administratorzy danych / Podmioty którym powierzenie przetwarzania powierzono

CMC City Media Communications Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawa 02-761, ul Cypryjska 2G

Cele przetwarzania danych

1.marketing, w tym profilowanie i cele analityczne
2.świadczenie usług drogą elektroniczną
3.dopasowanie treści stron internetowych do preferencji i zainteresowań
4.wykrywanie botów i nadużyć w usługach
5.pomiary statystyczne i udoskonalenie usług (cele analityczne)


Podstawy prawne przetwarzania danych


1.marketing, w tym profilowanie oraz cele analityczne – zgoda
2.świadczenie usług drogą elektroniczną - niezbędność danych do świadczenia usługi
3.pozostałe cele - uzasadniony interes administratora danych


Odbiorcy danych

Podmioty przetwarzające dane na zlecenie administratora danych, w tym podmioty ZAUFANI PARTNERZY, agencje marketingowe oraz podmioty uprawnione do uzyskania danych na podstawie obowiązującego prawa.

Prawa osoby, której dane dotyczą

Prawo żądania sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; prawo wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych. Inne prawa osoby, której dane dotyczą.

Informacje dodatkowe

Więcej o zasadach przetwarzania danych w "Polityce prywatności"