Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
co do treści art. ,,tropienie,,. Nie wybrałbym się i nie wybieram na polowanie bez dobrze ułożonego psa /a takiego posiadam/.
Tropienie postrzałka zwierzyny grubej nie jest niestety takie proste. Zgadzam się co do zaobserwowania miejsca zestrzału, i zapamiętania charakterystycznych punktów terenowych. Po dotarciu do miejsca zestrzału najlepiej od razu go zaznaczyć czymś charakterystycznym. Może to być zwykła kartka papieru zawieszona na gałązce. Dobrze jest też zaznaczyć kierunek odejścia zwierzyny. Może to być gałąż lub znak na ziemi. Jeśli nie ma farby należy sprawdzić czy czasem nie ma w miejscu zestrzału ścinki . /ścinka to wyrwana kulą sierść/.Gdy znajdziemy koniecznie zaznaczamy tak samo jak miejsce zestrzału.Rozpoczynamy poszukiwania drugiego punktu tj. farby lub zerwanego tropu. Po znalezieniu znów zaznaczamy.Po kilku zaznaczeniach ułoży nam się kierunek ucieczki rannej zwierzyny i wtedy znacznie łatwiej będzie można zwierzynę znależć. Poza tym po zaznaczonych miejscach bardzo łatwo powrócić do punktu wyjścia. Białe kartki bardzo dobrze widać gdy świecimy latarką w nocy. Poszukiwania często tak się kończą. Gdy nie zaobserwujemy kierunku odejścia musimy znależć go obchodząc miejsce dookoła zataczając coraz większe kręgi. Jeśli nic nie znajdziemy niestety musimy bardzo dokładnie obejść oddział lasu w którym polowaliśmy i sprawdzić czy jest jakieś świeże wyjście i czy czasem tam nie ma śladu farby. Można po tym tropie wrócić i sprawdzić czy nie ma gdzieś farby ,lub pójść po tropach dalej znacząc trasę. Jeśli prześledzimy trop na znacznej długości -100 do 500- m i nie znajdziemy farby znaczy pudło. Ale żeby mieć 100 % pewności potrzebny dobry pies . On z pewnością pomoże w podjęciu decyzji o zaprzestaniu poszukiwań.Winnym przypadku zawsze pozostanie ta nutka niepewności. Jednego roku poszukiwałem postrzelonego j.byka ,doszedłem go po 5-ciu godzinach. Gdyby nie pies nie znalazl bym go. Darz Bór.
co do treści art. ,,tropienie,,. Nie wybrałbym się i nie wybieram na polowanie bez dobrze ułożonego psa /a takiego posiadam/.
Tropienie postrzałka zwierzyny grubej nie jest niestety takie proste. Zgadzam się co do zaobserwowania miejsca zestrzału, i zapamiętania charakterystycznych punktów terenowych. Po dotarciu do miejsca zestrzału najlepiej od razu go zaznaczyć czymś charakterystycznym. Może to być zwykła kartka papieru zawieszona na gałązce. Dobrze jest też zaznaczyć kierunek odejścia zwierzyny. Może to być gałąż lub znak na ziemi. Jeśli nie ma farby należy sprawdzić czy czasem nie ma w miejscu zestrzału ścinki . /ścinka to wyrwana kulą sierść/.Gdy znajdziemy koniecznie zaznaczamy tak samo jak miejsce zestrzału.Rozpoczynamy poszukiwania drugiego punktu tj. farby lub zerwanego tropu. Po znalezieniu znów zaznaczamy.Po kilku zaznaczeniach ułoży nam się kierunek ucieczki rannej zwierzyny i wtedy znacznie łatwiej będzie można zwierzynę znależć. Poza tym po zaznaczonych miejscach bardzo łatwo powrócić do punktu wyjścia. Białe kartki bardzo dobrze widać gdy świecimy latarką w nocy. Poszukiwania często tak się kończą. Gdy nie zaobserwujemy kierunku odejścia musimy znależć go obchodząc miejsce dookoła zataczając coraz większe kręgi. Jeśli nic nie znajdziemy niestety musimy bardzo dokładnie obejść oddział lasu w którym polowaliśmy i sprawdzić czy jest jakieś świeże wyjście i czy czasem tam nie ma śladu farby. Można po tym tropie wrócić i sprawdzić czy nie ma gdzieś farby ,lub pójść po tropach dalej znacząc trasę. Jeśli prześledzimy trop na znacznej długości -100 do 500- m i nie znajdziemy farby znaczy pudło. Ale żeby mieć 100 % pewności potrzebny dobry pies . On z pewnością pomoże w podjęciu decyzji o zaprzestaniu poszukiwań.Winnym przypadku zawsze pozostanie ta nutka niepewności. Jednego roku poszukiwałem postrzelonego j.byka ,doszedłem go po 5-ciu godzinach. Gdyby nie pies nie znalazl bym go. Darz Bór.