Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Witam zatwardziałego Nemroda! (bez urazy) Oczywiście wszystko to o rosomaku wiem i uważam, że autor tej starej i grubej książki popłynął i to bardzo, żałuję jednak, że nikt jej nie skojarzył z konkretnym tytułem lub twórcą. Pamiętam, że była ładnie ilustrowana i wydana na bardzo białym kredowym papierze. Szkoda. Darz bór! Stary borsuk
Rosomak, to największy przedstawiciel łasicowatych, występuje w tajdze i tundrze i Ameryce płn. To głównie padlinożerca, ale może atakować nawet renifery. Trudno sobie wyobrazić, by w normalnych warunkach atakował o wiele większą ofiarę od siebie, chyba że chorą lub z głodu. Co zaś z tym przeciskaniem między drzewami, to autor popuścił trochę fantazji na kanwie opowieści ludu miejscowego. Ale - sam czytałem kiedyś w podobnej książce wspomnienia myśliwskie i nie wierzyłem w opisywane zdarzenie, a czas dał, że sam doświadczyłem podobnego. Pozdrawiam!
@ Nemrod i każdy kto mnie czyta. W komentarzu Kolegi zaciekawił mnie akapit odnoszący się do "starych łowców". Otóż, bardzo bardzo dawno temu, jakieś 40 lat z okładem wstecz, gdy łowiectwo było już moją pasją, ale jeszcze nie byłem myśliwym, "wpadła mi w ręce" stara książka myśliwska, była dość gruba i raczej przedwojenna, ale niestety miała jedną "wadę". Książka była w opłakanym stanie i nie posiadała okładki, a zawierała barwne opisy rozmaitych zwierząt oraz ich obyczaje. Jeden, dotyczący rosomaka, zapamiętałem do dzisiaj. Otóż według autora tego dzieła rosomak jest tak zajadłym łowcą, że potrafi nawet zabić łosia, a robi to tak sprytnie, że nigdy nie odpuści i tak długo "dybie" na swoją ofiarę (idzie jej tropem) aż ją dojdzie i zabije. Ale najlepsze jest to co następuje potem. Otóż rosomak nie poprzestaje na jednorazowym posiłku z łosiny, tylko opycha się do granic wytrzymałości, następnie... odszukuje dwa blisko siebie rosnące drzewa i przeciskając się między nimi, opróżnia swój przewód pokarmowy i znów udaje się do padliny. Oczywiście cykl ten powtarza się aż do skutku, czyli kompletnego zmielenia łosiowej tuszy. Co to jest za książka i kto jest jej autorem? Stary borsuk
Witaj Nemrodzie! Bardzo Ci dziękuję za nawiązanie do mojej przygody, ja jestem 48, więc śmiało można mi walić stary, bez najmniejszego kłopotu. Oczywiście, dzik to nie owieczka i chociaż wiele z nich chciało mnie szczerze zjeść, to jednak były to sytuacje proste, ta, wydaje mnie się lekko zwariowana, ale i takie się w kniei zdarzają. Darz bór! Stary borsuk z Krainy Piasta Kołodzieja.
W wiadomościach myśliwskich Marcina Domagalskiego na jego blogu, wyczytałem ciekawy zwrot - przestrogę starych łowców - jak to określa: "Póty dobrze, póki człek za zwierzem idzie, ale źle kiedy zwierz już człowieka szuka", więc warto pamiętać o tym odwróceniu ról gdy się poluje na dziki, za przeproszeniem - Stary borsuku... zatem, bogatszy w jeszcze jedno doświadczenie - darz bór !
Drogi Kolego. Na wstępie przepraszam że dopiero dzisiaj odnoszę się do Twojego wpisu, ale dopiero dzisiaj umożliwiła mi to zwariowana technika. Wracajmy jednak do naszych baranów jak mawiają Francuzi. Owszem, na polowaniu (prawie) wszystko może się zdarzyć, ale ja z czymś takim spotkałem się tylko raz w życiu, a w kniei spędziłem ponad trzydzieści lat i rzeczywiście widziałem nie jedno... Darz bór! Stary borsuk
Nad czym tu dywagować, na polowaniu wszystko może się zdarzyć, być może tym sposobem szarżowania na prześladowcę, uszedł z nie jednej opresji
Witam zatwardziałego Nemroda! (bez urazy) Oczywiście wszystko to o rosomaku wiem i uważam, że autor tej starej i grubej książki popłynął i to bardzo, żałuję jednak, że nikt jej nie skojarzył z konkretnym tytułem lub twórcą. Pamiętam, że była ładnie ilustrowana i wydana na bardzo białym kredowym papierze. Szkoda. Darz bór! Stary borsuk
Rosomak, to największy przedstawiciel łasicowatych, występuje w tajdze i tundrze i Ameryce płn. To głównie padlinożerca, ale może atakować nawet renifery. Trudno sobie wyobrazić, by w normalnych warunkach atakował o wiele większą ofiarę od siebie, chyba że chorą lub z głodu. Co zaś z tym przeciskaniem między drzewami, to autor popuścił trochę fantazji na kanwie opowieści ludu miejscowego. Ale - sam czytałem kiedyś w podobnej książce wspomnienia myśliwskie i nie wierzyłem w opisywane zdarzenie, a czas dał, że sam doświadczyłem podobnego. Pozdrawiam!
@ Nemrod i każdy kto mnie czyta. W komentarzu Kolegi zaciekawił mnie akapit odnoszący się do "starych łowców". Otóż, bardzo bardzo dawno temu, jakieś 40 lat z okładem wstecz, gdy łowiectwo było już moją pasją, ale jeszcze nie byłem myśliwym, "wpadła mi w ręce" stara książka myśliwska, była dość gruba i raczej przedwojenna, ale niestety miała jedną "wadę". Książka była w opłakanym stanie i nie posiadała okładki, a zawierała barwne opisy rozmaitych zwierząt oraz ich obyczaje. Jeden, dotyczący rosomaka, zapamiętałem do dzisiaj. Otóż według autora tego dzieła rosomak jest tak zajadłym łowcą, że potrafi nawet zabić łosia, a robi to tak sprytnie, że nigdy nie odpuści i tak długo "dybie" na swoją ofiarę (idzie jej tropem) aż ją dojdzie i zabije. Ale najlepsze jest to co następuje potem. Otóż rosomak nie poprzestaje na jednorazowym posiłku z łosiny, tylko opycha się do granic wytrzymałości, następnie... odszukuje dwa blisko siebie rosnące drzewa i przeciskając się między nimi, opróżnia swój przewód pokarmowy i znów udaje się do padliny. Oczywiście cykl ten powtarza się aż do skutku, czyli kompletnego zmielenia łosiowej tuszy. Co to jest za książka i kto jest jej autorem? Stary borsuk